🐶 Dlaczego Stalin Nienawidził Polaków

Mastalerek zapytał premiera m.in., dlaczego nie ostrzegł Polaków przed firmą Amber Gold i OLT Express, skoro ostrzegał przed nią swojego syna Michała. Poseł PiS ocenił ponadto, że M.Tusk nie powinien jednocześnie pracować dla gdańskiego lotniska i OLT Express. Przed kilkoma dniami Mastalerek przedstawił listę 45 pytań do Donalda
Nikt nie ma monopolu na socrealizm. Udowodnił to właśnie Jan Polkowski, który w tygodniku „W sieci” czyta „Lalkę” Prusa jako pamflet na polskość. „Powieść Prusa jest od 130 lat podglebiem ideologów odpolaczenia Polaków” (swoją drogą ten wymyślony przez niego czasownik przypomina „odrobaczenie”). I nie, nie ma tym wywodzie jakiegoś drugiego dna, o które moglibyśmy podejrzewać subtelnego poetę. Najlepiej Polkowskiemu odpowiedział Jerzy Sosnowski, pisarz i znawca literatury tego okresu. Otóż Polkowski przede wszystkim demaskuje Wokulskiego, rusofila, który kolaboruje z carską armią, nienawidzi Polski i Polaków, antyklerykała i zaślepionego postępowca. To jeszcze nic, okazuje się, że byłby z niego materiał na faszystę albo komunistę, bo tak nienawidził ludzi. Generalnie jest to gnida, którą Prus nie wiedzieć czemu idealizuje. A dzisiaj przecież wiadomo, co by robił Wokulski – sprzedawałby Mistrale Rosjanom i wspierał separatystów na Ukrainie. Zresztą z samego Prusa żaden patriota. Lży tę Polskę i Warszawę, a chwali inne Paryże. No i jak to możliwe, że słowa Polska używa tylko raz „w obleśnej scenie flirtu Izabeli ze Starskim”, a przecież Polska nie powinna bohaterom schodzić z ust (mniejsza o to, czy cenzura rosyjska by to puściła). Cały ten wywód służy Polkowskiemu przede wszystkim do tego, żeby pokazać, dlaczego „Lalka” była użyteczna w PRL-u, kiedy „tworzono literaturę fałszującą rzeczywistość”. I ta „Lalka” – postępowa, tendencyjna, antypolska, prorosyjska – była jak znalazł. Najzabawniejsze jest to (jeśli w tym popisie barbarzyństwa może być cokolwiek zabawnego), że Polkowski dokonuje takiej samej ideologicznej redukcji tekstu, jaką jego zdaniem robiły podręczniki w PRL-u, kiedy wychwalały Prusa. Zamiast literatury postępowej i reakcyjnej wprowadza podział na patriotyczną i antypolską. Przerażający jest sposób, w jaki Polkowski czyta literaturę: wyrwane z kontekstu zdania, myśli narratora i różnych bohaterów wzięte za deklaracje ideowe samego pisarza, jakby to był poradnik agitatora, a nie powieść. Jeszcze bardziej przerażająca jest wizja literatury, która ma nas „zapolaczyć” (skoro tamta „odpolacza”). Czy tyle lat po Gombrowiczu można jeszcze całkiem serio stawiać literaturze zadania patriotyczne? A może ma być jeszcze optymistyczna i rysować świetlaną przyszłość naszej Polski „najpolstszej”? (To określenie z najnowszej książki Ziemowita Szczerka „Siódemka” – oj bardzo, bardzo antypolskiej). Jedno trzeba Polkowskiemu przyznać – nie jest sam. Podobne zawłaszczanie ideologiczne literatury odbywa się i z prawa, i z lewa. I można postawić między niemi znak równości – kiedy literatura staje się „reakcyjna” i „szkodliwa” zdaniem lewicy albo „antypolska” zdaniem prawicy, to znak, że nie chodzi o literaturę, ale o walkę ideologiczną. Ma to tyle wspólnego z literaturą, co zakładanie majtek Puchatkowi. Tylko tym razem nikomu nie jest do śmiechu. A tak, Józef Stalin († 75), bo o nim mowa, nie tylko nie poniósł kary za wykorzystanie 13-latki, która urodziła mu syna, ale utopił potem w morzu krwi kilkadziesiąt milionów ludzi. To Badacz Memoriału, przypomniał, że w ZSRS w latach 30. żyło co najmniej 800 tysięcy osób narodowości polskiej. Ogółem w trakcie stalinowskiego Wielkiego Terroru, którego częścią była operacja polska, aresztowano około 200 tysięcy Polaków. Celem działań prowadzonych w latach1937-38, których ofiarą była ludność polska w ZSRS, była totalna likwidacja więzi z zagranicą, przy czym represje zbliżyły się do granicy, za jaką zaczyna się wyniszczenie narodu - mówi PAP historyk Nikita Pietrow. O tym, że represje zyskają wymiar narodowościowy było wiadomo od końca czerwca 1937 roku. Wówczas, jak przypomina Pietrow, odbyło się plenum Komitetu Centralnego Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików), na którym wystąpił szef NKWD Nikołaj Jeżow. Zaraz potem przygotowano wielką operację przeciw „elementom antysowieckim”, przedstawicielom dawnych klas posiadających, zamożnym chłopom, duchownym. - Już mówiło się o tym, że będą pewne cechy narodowościowe, a w tego rodzaju operacjach chodziło już o inny cel: budowę żelaznej kurtyny, odcinanie więzów łączących społeczeństwo sowieckie z zagranicą - mówi Pietrow. Władze ZSRS uznały za sprawę zasadniczej wagi likwidację tzw. bazy szpiegowskiej wywiadów zagranicznych. Operacje narodowościowe były wymierzone nie tylko w konkretną społeczność, ale we wszystkie osoby związane z danym krajem, np. w tych, którzy w nim byli czy mieli tam krewnych. Jak tłumaczy, operację polską uzasadniono obecnością wielu Polaków w radzieckich organach partyjnych i państwowych, komunistycznej Międzynarodówce, armii, NKWD. - Uderzono najpierw w nich, bo zajmowali dość ważne stanowiska. I stanowiło to także uzasadnienie - oto, jak głęboko przeniknęła rzekoma „działalność wywiadowcza Polski” w głąb społeczeństwa radzieckiego. Potem „szpiegomania” osiągnęła wyżyny - od aresztowanych wydobywano zeznania, które mnożyły się i powstawał fikcyjny spisek Polskiej Organizacji Wojskowej - mówi Pietrow.". Jednak w rzeczywistości operacja wymierzona przez NKWD w Polaków polegała nie tylko na likwidowaniu rzekomego spisku, a stała się pretekstem do przeprowadzenia czystki w społeczeństwie. Wśród około 140 tysięcy aresztowanych w ramach operacji byli Polacy, ale też ludzie innych narodowości mający różnego rodzaju powiązania z Polską i Polakami. Badacz Stowarzyszenia Memoriał ujawnia kulisy całej operacji i podkreśla, że była ona „wycyzelowana do perfekcji” pod względem techniki represji. - Opracowano ich mechanizm: sprawy aresztowanych rozpatrywała „dwójka”, czyli komisja złożona z szefa lokalnego NKWD i prokuratora. Listy oskarżonych (w formie zszytych arkuszy, tzw. albumów) kierowano do Moskwy w celu zatwierdzenia wyroków. Pod tym względem operacja polska stała się modelową dla wszystkich pozostałych i np. formalnie rozpoczęta wcześniej, pod koniec lipca 1937 roku, operacja niemiecka zaczęła toczyć się po torach polskiej [...] Z punktu widzenia Józefa Stalina Polaków radzieckich pewnie nie powinno było być w ogóle, czy też nie powinni oni być Polakami mającymi choćby niewielki autonomiczny ustrój narodowy. Choć w innych operacjach narodowościowych również często zapadały wyroki śmierci, to w przypadku polskiej zwraca uwagę ich wysoki odsetek. Spośród około 140 tysięcy aresztowanych rozstrzelano około 110 tysięcy - podkreśla Pietrow. Liczba 200 tysięcy aresztowanych, w przypadku których zapisano w dokumentach narodowość polską, oznacza, że podczas Wielkiego Terroru aresztowany został co czwarty żyjący w ZSRS Polak. Badacz nie ma wątpliwości, że skala represji wobec Polaków „graniczy z pojęciem ludobójstwa”. - Jeśli ktoś powie, że Stalin nie stawiał sobie za cel ludobójstwa, to będzie miał rację, gdyż dziś patrzymy na to zjawisko z punktu widzenia skutków dla społeczności, której zagroziło niemal praktyczne wyniszczenie. Nie znając słowa „ludobójstwo” i nie planując tego, co dziś nazywamy ludobójstwem, Stalin niemniej doszedł do tej niebezpiecznej granicy, za którą zaczyna się zjawisko wyniszczania narodu - mówi badacz Memoriału. Za początek operacji polskiej uważa się rozkaz Jeżowa z 11 sierpnia 1937 r., noszący numer 00485. Rozkaz wskazywał, że aresztowaniu podlegają członkowie Polskiej Organizacji Wojskowej, pozostający w ZSRS żołnierze wzięci do niewoli podczas wojny polsko–bolszewickiej, mieszkańcy dawnego terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, którzy znaleźli się w granicach ZSRS w wyniku ustaleń traktatu ryskiego, byli działacze PPS, duchowni, nauczyciele, urzędnicy, ale także zamożniejsi chłopi. W rozkazie polecono także, by wszyscy aresztowani zostali podzieleni na dwie kategorie: pierwszą podlegającą rozstrzelaniu, drugą osadzeniu w więzieniach i łagrach z wyrokami od 5 do 10 lat. Akcję likwidacji ludności polskiej w ZSRS zakończyła decyzja NKWD i Rady Komisarzy Ludowych ZSRS z 15 listopada 1938 roku. Źródło: PAP Ewa Sapieżyńska książką 'Jeg er ikke polakken din' [Nie jestem twoim Polakiem] rozpoczęła dyskusję na temat stosunku Norwegów do Polaków. Podczas pandemii wiele gazet otwarcie pisało o „Porządnym robotnikom powinno się wydać pałki, żeby na koniec dnia mogli sobie użyć do woli na Żydach” – tak Nikita Chruszczow relacjonuje reakcję Stalina na wieść o robotniczym strajku w jednej z fabryk. Dyktator nie cierpiał Żydów, nie ufał im, a najbardziej uczulony był na syjonistów. W swoim otoczeniu nieustannie poszukiwał ukrytych Żydów lub ich agentów. Oskarżał własną córkę Swietłanę o podstępne „wprowadzanie Żydów do rodziny”. Był jednak lepszym taktykiem od Hitlera. Nie chwalił się głośno fobiami. Umiejętnie wyzyskiwał nastroje antysemickie do własnych celów. Ale równie sprawnie wykorzystywał samych Żydów: w Armii Czerwonej walczyło ich niemal pół miliona, ponad trzystu dosłużyło się stopnia generała, wielu nadano tytuł Bohatera Związku Radzieckiego. Kiedy jedni Żydzi z entuzjazmem witali rewolucję, bo niosła kres caratowi, który z antysemityzmu uczynił stałą metodę rozładowywania społecznych napięć, inni Żydzi ginęliw czystkach. Działo się tak i podczas rewolucji październikowej, i w latach 30., i po wkroczeniu Sowietów na tereny krajów przyznanych im paktem Ribbentrop-Mołotow. „Nasz wyrok śmierci został zamieniony na dożywotnie więzienie”, zauważyła jesienią 1939 r. Miriam Rejzen, Żydówka z Wilna, po wkroczeniu do miasta wojsk sowieckich zamiast niemieckich. Była zbyt wielką optymistką. Wkrótce Żydzi tysiącami zaczęli trafiać do łagrowych transportów. Mieli umierać w sowieckich gułagach tak samo jak Polacy, Ukraińcy czy Rosjanie. Jeśli przeżyli, nie oznaczało to końca ich męki. Nieważne, że komuniści traktowali ich jako wrogów klasowych. Po powrocie do domów stawali się w oczach sąsiadów żydokomuną. Armia Czerwona była siedliskiem antysemityzmu, przypomina Catherine Merridale, autorka nierównej, ale zgrabnie napisanej „Wojny Iwana”. Jednym z zadań sowieckiej cenzury było eliminowanie informacji o antysemityzmie i prześladowaniu innych mniejszości w oddziałach frontowych. Nie wolno było też informować o skali masowych mordów dokonywanych przez Niemców na Żydach. Na ten zakaz skarżyła się nawet tak wielka gwiazda sowieckiej propagandy jak Ilija Erenburg. Stalin nie chciał współczucia dla ofiar Holokaustu. Główną ofiarą wojny miał być naród do antysemickich ekscesów dochodziło w samym Związku Radzieckim, z dala od linii frontów. Fala uchodźców żydowskich przyczyniła się tam do powstania mitu, że Żydzi to tchórze i dekownicy, którzy nie chcą walczyć z Hitlerem. To wystarczyło jako pretekst do rozpoczęcia prześladowań. Najpełniejszą kroniką stalinowskiego antysemityzmu jest dzieło Arno Lustigera „Czerwona księga”. Opisuje kolejne fale nienawiści do Żydów: od masowych aresztowań z początku lat 20., przez antysemickie oblicze wielkiego terroru (1937 – 1938), aż po zwrot antysyjonistyczny związany z powstaniem Państwa Izrael i planowaną w komunistycznych krajach Europy Wschodniej przez Stalina serią procesów antysemickich (miało to być oczyszczanie lokalnych partii komunistycznych z „elementów żydowskich”). Wiele miejsca Lustiger poświęca Żydowskiemu Komitetowi Antyfaszystowskiemu. Jego historia doskonale oddaje stalinowską hipokryzję. Komitet założono w 1943 r. przez NKWD. Stojący na jego czele figuranci (m. in. Sołomon Michoels, znany aktor) ruszyli na Zachód walczyć o pomoc i sympatię dla Związku Sowieckiego. Za zebrane wśród zachodnich Żydów środki finansowe kupiono pokaźne zasoby broni i żywności. Autopromocja Specjalna oferta letnia Pełen dostęp do treści "Rzeczpospolitej" za 5,90 zł/miesiąc KUP TERAZ Koniec historii komitetu był jednak tragiczny. Jego członków aresztowano jako wrogów ludu i wydano wyroki śmierci. Sam Michoels zginął w 1948 rąk agentów bezpieki w sfingowanym wypadku samochodowym. Zgubiła go propozycja osiedlenia radzieckich Żydów na Krymie. Dla Stalina był to dowód spisku amerykańsko-syjonistycznego. Po 1945 r., gdy na terenach okupowanych przez Sowietów dochodziło do aktów antysemityzmu, NKWD patrzyło na nie przez palce. Stalinowi na rękę było udowadnianie, że tereny Ukrainy czy Polski zamieszkują faszystowscy nacjonaliści. Tę tezę lansowali na Zachodzie przez całą wojnę (szczególnie w otoczeniu prezydenta Roosevelta) także sowieccy agenci. Sugerowali, że przedwojenna Polska była krajem faszystowskim i że Polacy tak bardzo nienawidzą Rosjan, że w imię bezpieczeństwa ZSRR trzeba ich okupować. Jan Śledzianowski w książce „Pytania nad pogromem kieleckim” wspomina, że wieść o tragicznych wydarzeniach w Kielcach ucieszyła oficerów antyżydowskie działania machiny państwowej były jednoznacznie oceniane przez część rosyjskiej inteligencji. „Przez nasz kraj przeszła fala antysemityzmu, który był wyrazem ideologii faszystowskiej”– pisała w 1952 działaczka Komsomołu Lina Kaminska. Jak zauważa Yuri Slezkine w „Wieku Żydów”, wydarzenia z ostatnich lat życia Stalina były bezprecedensowe, opadła maska obłudy. Wcześniej sowieccy Żydzi ginęli, bo zarzucano im religijność (tak jak Polakom czy Rosjanom), nacjonalizm (jak Czeczenom czy Tatarom krymskim) albo odchylenia ideologiczne (jak bucharinowcom czy trockistom). Teraz mieli ginąć tylko dlatego, że byli Żydami. „Czego nie osiągnął Hitler, tego dokonał Stalin, a za nim jego naśladowcy w innych krajach”– pisze Slezkine. Tezy komunistycznych historyków o dobrym Stalinie, który ratował Żydów przed złym Hitlerem, są dziś nie do obrony. Ponurym żartem historii wydają się dziś uroczyste akademie organizowane przez żydowskich weteranów wojskowych po II wojnie światowej (także w Polsce) ku czci rocznic rewolucji październikowej. To rząd tymczasowy powołany w Rosji po rewolucji lutowej zniósł w 1917 r. antysemickie ustawy. Bolszewicy przeciwnie, w kolejnych latach odebrali Żydom wszelkie swobody. Według wielu historyków liczba zamordowanych Polaków może sięgać nawet 200 tys. Dlaczego Stalin panicznie bał się Piłsudskiego, a Putin nienawidził Lecha Kaczyńskiego? O tym Józef Stalin zmarł 5 marca 1953 roku. Dwa dni po jego śmierci Rada Państwa i Rada Ministrów postanowiły uczcić zmarłego przywódcę Związku Radzieckiego i przemianować Katowice na Stalinogród, a województwo katowickie na stalinogrodzkie. Dwa dni po śmierci Józefa Stalina Rada Państwa i Rada Ministrów postanowiły uczcić zmarłego przywódcę Związku Radzieckiego i przemianować Katowice na Stalinogród, a województwo katowickie na stalinogrodzkie. Przyczyny wyboru akurat tego miasta nie są znane. Wydaje się, że w dużej mierze zadecydował jego przemysłowy charakter. Zmiana nazwy była wyrazem niemal religijnego kultu, jakim otaczano "Wielkiego Wodza" i "Nauczyciela mas pracujących". Katowice nie były zresztą jedynym miastem, które zostało przemianowane dla uczczenia przywódcy ZSRR. W maju 1953 r. niemieckie Eisenhüttenstadt przemianowano na Stalinstadt. Śmierć Stalina była początkiem ogromnych zmian w całym bloku wschodnim. Mijały czasy bezwzględnego terroru, który w Polsce stosowano wobec żołnierzy AK, członków antykomunistycznego podziemia oraz wszystkich, którzy mieli inną wizję kraju od wówczas obowiązującej. Rozliczenie ze stalinowską przeszłością zapoczątkował wygłoszony przez Nikitę Chruszczowa na XX Zjeździe KPZR referat O kulcie jednostki i jego następstwach, w którym Stalin został oskarżony o "wypaczenia" komunizmu. Zmiana sytuacji politycznej spowodowała przywrócenie śląskiemu miastu jego pierwotnej nazwy 21 października 1956 r. Autorem tekstu Zmiana nazwy Katowic na Stalinogród na znak żałoby po śmierci Stalinajest BW. Materiał został opublikowany na licencji CC BY-SA Czytaj też:Polska żałoba po śmierci Stalina. Opuszczone flagi, apele w zakładach i liczne wspomnienia „wodza ludzkości” Źródło: Muzeum Historii Polski
Feliks Dzierżyński: Czerwony mściciel. Twórca sowieckiej bezpieki szczerze nienawidził Rosjan i wielokrotnie okazywał względy Polakom. Gdyby pożył dłużej, mógłby zlikwidować Stalina
Z Antonym Beevorem, brytyjskim historykiem, autorem bestsellerów na temat II wojny światowej, rozmawia Anna Gwozdowska W Polsce od lat toczy się debata na temat Powstania Warszawskiego. Jego krytycy przekonują, że było z góry skazane na klęskę. Z kolei zwolennicy mówią, że Powstanie było jedyną możliwą odpowiedzią na niemieckie barbarzyństwo. Kto ma rację w tym sporze?Niewątpliwie, w wymiarze duchowym, moralnym, powstańcy odnieśli nad Niemcami zwycięstwo. Sęk w tym, że w czasie wojny nie takie zwycięstwo ma znaczenie. Czy powstańcy mieli jakieś szanse? Ówczesna sytuacja polityczna im nie pewno trudno było mieć wtedy nadzieję na zwycięstwo. Od czasu wojny z 1920 roku Stalin nienawidził Polaków. Poza tym, po niemieckiej inwazji z 1941 r. postanowił, że nigdy już nikt go tak nie zaskoczy. Właśnie dlatego chciał aby Sowiety zdominowały jak największą część Europy Środkowo-Wschodniej i stworzyć w ten sposób olbrzymi bufor bezpieczeństwa. Między innymi z tych względów w 1944 roku było już wiadomo, że Rosjanie nie pomogą powstańcom, zostawią ich samym sobie, i to mimo że w sowieckim radiu wzywali ich do oporu. Powstanie było oczywiście Stalinowi na rękę, rozprawiając się z Polakami, Niemcy wykonali za Sowietów brudną raportów Wehrmachtu wynika jednak, że powstańcy zaskoczyli Niemców, poziomem wyszkolenia. Ale Niemcy z definicji nie mogli sobie pozwolić na zwycięstwo powstańców. Przykład Warszawy mógł przecież okazać się zaraźliwy. Do walki mogli poderwać się partyzanci w innych częściach Europy. Dlatego Niemcy byli przygotowani na użycie nawet najbardziej drastycznych i brutalnych metod, byle tylko zgnieść Powstanie w Warszawie. A gdyby Rosjanie zgodzili się na lądowania samolotów alianckich na tyłach swojej armii, szanse byłyby większe?Gdyby powstańcy mieli więcej broni, mogliby dłużej utrzymywać swoje pozycje. Sęk w tym, że nawet to, co alianci zdołali dostarczyć nad Warszawę, wpadało w niemieckie ręce. Ale nawet gdyby było inaczej w tamtym momencie, nie istniała żadna szansa, że Stalin zdecyduje się na zdobycie lewobrzeżnej Warszawy i wesprze Polaków. Nie mówiąc o tym, że ostatnią rzeczą, której by sobie życzył Stalin, było zastanie w stolicy lojalnej wobec rządu w Londynie polskiej administracji. Ale to był właśnie jeden z celów powstańców. Gen. Bór-Komorowski mówił wtedy, że Powstanie będzie skierowane militarnie przeciw Niemcom, ale politycznie przeciw Sowietom. I miał absolutną rację. Zresztą także Stalin doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Błąd dowództwa AK polegał na czymś innym. Jeśli Polacy chcieli zająć miasto jeszcze przed Sowietami, to trzeba było przełożyć Powstanie o kilka miesięcy. To była jedyna szansa na powodzenie. W końcu Warszawa została zajęta przez Sowietów dopiero w styczniu 1945 roku. Wcześniej sowiecka armia nie była gotowa na szturm lewego brzegu Wisły. Kiedy wybuchło Powstanie, armia Rokosssowskiego dopiero co skończyła bardzo długą operację "Bagration" na froncie białoruskim, dzięki której posunęła się niezwykle daleko na zachód. Sowieckie czołgi potrzebowały paliwa, a cała armia, świeżych mieli czekać na Sowietów? To skończyłoby się drugim żeby powstańcy poczekali na rozpoczęcie kolejnej sowieckiej ofensywy. Tymczasem AK zdecydowała się na Powstanie w najgorszym możliwym momencie, kiedy Sowieci byli skrajnie wyczerpani. Nawet gdyby Stalin był gotowy na pomoc Polakom, akurat w tym czasie nie mógł tego zrobić. Zaś ewentualne powstanie przeciwko Sowietom było skazane na klęskę. Polacy nie mogli się spodziewać żadnej pomocy ze strony aliantów, którzy musieli traktować Stalina jako swojego głównego sojusznika. Powstanie Warszawskie nie było więc na rękę aliantom?Z pewnością odczuwali podziw dla odwagi powstańców. Nawet prezydent Roosevelt, znacznie mniej życzliwy Polakom niż Winston Churchill, poprosił Stalina, żeby zgodził się na lądowanie alianckich samolotów na tyłach rosyjskich wojsk. Notabene był to jeden z nielicznych momentów, kiedy prezydent USA stanął po waszej stronie. Ale i tak Stalin swoją odmową skutecznie go zmroził. W sierpniu 1944 roku Roosevelt, w przeciwieństwie do Churchilla, nie chciał wywierać na Stalina żadnej brała się jego uległość wobec Sowietów?Roosevelt zupełnie inaczej interpretował Stalina niż Churchill. Amerykański prezydent był czarujący, ale równocześnie arogancki. Był przekonany, że poprawiając relacje ze Stalinem, może go zmienić. Oczywiście objawiał w ten sposób skrajną naiwność. Zresztą w Jałcie chodziło mu głównie o to, żeby Stalin zgodził się na powstanie ONZ. Choć trzeba przyznać, że Churchill też czasem reagował emocjonalnie i liczył na to, że jednak uda się coś wspólnie ze Stalinem naprawdę nie mogli pomóc Polsce?Polityka aliantów wobec Polski nie była oczywiście idealna. Ale trzeba pamiętać, że priorytetem było wtedy zwycięstwo nad Niemcami. Wszystko inne musiało zejść na dalszy plan. To Związek Sowiecki złamał kark Wehrmachtowi. Nikt inny. Choć warto przypomnieć, że Churchill wykonał próbę przeciwstawienia się Rosji. Pod koniec maja 1945 roku był już wściekły na to, że Stalin nie dotrzymywał obietnic z Jałty w sprawie Polski i zaproponował swojemu sztabowi operację "Unthinkable", która miała polegać na odrzuceniu Sowietów na wschód. Wytłumaczono mu wtedy, że Brytyjczycy nie dadzą rady zrobić tego sami, nawet gdyby użyli do tego dozbrojonego niemieckiego wojska. Mielibyśmy wojnę z Sowietami, której nie zdołalibyśmy wygrać bez Amerykanów. Notabene, kiedy gościłem ostatnio w Polsce, byłem zaskoczony tym, jak mało Polacy wiedzą o tej operacji.
Dlaczego polski narodowiec nie lubi Ukraińców. Procesję w Przemyślu Ukraińcy organizują od kilkunastu lat. W zeszłym roku zakłócili ją kibole i wszechpolacy. Skandowali m.in.: 'Przemyśl

Stolica Niemiec była największym miastem w Europie, zdobytym w walce - w maju 1945 roku, kiedy wynik II wojny światowej był już przesądzony. Stalin uczynił Polakom zaszczyt: kazał im zdobywać miasto 1944 i wiosną 1945 roku na terenach zajmowanych przez armię radziecką między Bugiem i przedwojenną granicą polsko-niemiecką trwały pobory do wojska. Polacy byli wcielani do formacji "odrodzonego" Wojska akowcówZależny od ZSRR Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego mobilizował mężczyzn nie tylko po to, aby umożliwić im realizację patriotycznego obowiązku walki z Niemcami. Celem było także rozbicie poborami polskiej niepodległościowej konspiracji i pozbawienie zaplecza poakowskich oddziałów na Wale Pomorskim krwawiła 1. Armia Wojska Polskiego, 2. AWP kończyła przygotowania do wymarszu na front. W stadium organizacji były kolejne wielkie jednostki. Pierwsza powszechna mobilizacja, zarządzona przez PKWN 15 sierpnia 1944 roku, została zrealizowana zaledwie w połowie. Wielu mężczyzn wolało iść do lasu niż na wojnę w szeregach armii przez wielu postrzeganej jako sowieckie narzędzie zniewolenia Polski. Ale efekty mobilizacji były i tak znaczne. Na początku 1945 roku stan ludowego Wojska Polskiego wynosił 290 tys. żołnierzy i oficerów. A pod koniec kwietnia - już prawie 400 tys. Sowiecka, ale polskaOwo "odrodzone" ludowe Wojsko Polskie robiło w Polsce duże wrażenie. Było nowocześniejsze niż armia przedwrześniowa. Tylko 1. AWP miała 88 czołgów i pancernych dział samobieżnych oraz 30 samochodów pancernych. Z armią tą związana była jeszcze 4. Mieszana Dywizja Lotnicza, dysponująca około setką samolotów. Przy drugiej armii był cały korpus pancerny. Takie wojsko mogło toczyć walkę z Niemcami jak równy z sporej części Polaków, zwłaszcza młodych i tych, którzy po 1939 roku nie zaznali sowieckiej okupacji, tylko sam ten fakt był wystarczającym powodem, aby poprzeć nową władzę ludową. Tym bardziej że przedstawiała się ona jako dbająca o polską rację stanu. Biorąc aktywny udział po stronie ZSRR w gromieniu hitleryzmu, ludowa Polska miała powrócić na swoje dawne piastowskie ziemie, odzyskując Pomorze aż po ujście w świetle reflektorówGdy rozpoczynała się ostatnia wielka ofensywa radziecka znad Odry i Nysy Łużyckiej, PKWN miał więc w polu dwie armie. Pierwsza jeszcze na początku kwietnia strzegła wybrzeży Bałtyku koło Kołobrzegu. Druga armia działała na południu. Szykowała się do przeprawy przez Nysę Łużycką i natarcia w kierunku na są działania 1. Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki, pierwszej jednostki ludowego Wojska Polskiego, która działania wojenne zapoczątkowała 12 października 1943 roku pod Lenino. Jako jedna z pięciu dywizji piechoty wchodziła w skład 1. AWP. 16 kwietnia sforsowała Odrę i wzięła udział w bitwie o Wzgórza Seelow, na których Niemcy stworzyli ufortyfikowaną linię obrony. Trup padał gęsto. Dowodzący operacją marszałek Grigorij Żukow nakazał atakować Niemców 16 kwietnia jeszcze przed wschodem słońca. Ofensywę poprzedziła nawała artyleryjska, jedna z największych w tej wojnie. Prowadziło ją blisko 9 tys. dział i wyrzutni rakietowych Katiusza przez dwie godziny. Szacuje się, że na każde 5 metrów frontu spadł jeden pocisk. Niemcy byli jednak dobrze nakierowali na niemieckie linie snopy świateł z prawie 150 silnych reflektorów przeciwlotniczych. Celem było oślepienie i przestraszenie Niemców oraz wskazanie celów własnej artylerii. Efekt uboczny był taki, że atakujący żołnierze radzieccy po takim podświetleniu stawali się dobrymi Wzgórzach Seelowskich w ciągu trzech dni zginęło ich aż 33 tysiące, do tego 5 tys. gnieździe HitleraPo tej jatce kościuszkowcy razem z resztą armii nacierali na zachód, około 50 km na północ od Berlina. Pod koniec kwietnia dostali jednak niespodziewany specjalny rozkaz. Mieli zostawić armię i skierować się do Berlina. Stalin postanowił uczynić im zaszczyt: rozkazał, by w charakterze czegoś w rodzaju reprezentacji WP dywizja wzięła udział w zdobywaniu stolicy Niemiec. Używając dzisiejszego języka: był to manewr nie tyle wojskowy, co PR-owski. Taka stalinowska odpowiedź na andersowską bitwę pod Monte Casino sprzed roku. Zaszczyt kościuszkowcy okupili żołnierską krwią. Już w nocy z 30 kwietnia na 1 maja wjechali jako desant na czołgach radzieckich w płonące ulice wielkiego bronili się z determinacją. Niszczyli czołgi z pancerfaustów, budowali barykady, ryglowali ulice ogniem karabinów maszynowych i z dział wieżyczek czołgów wkopanych w ziemię. Atakowali rejon Tiergarteni stacji kolejowej Zoologische Garten, czyli tereny położone kilkaset metrów na zachód od Bramy Brandenburskiej i przebijali się do Reichstagu. Zdobyli cztery stacje metra, 36 bronionych przez kompleksów budynków mieszkalnych, siedem fabryk i późniejszych raportów, w tych działaniach zabili 1000 Niemców, 2500 wzięli do niewoli. Straty własne nie są dokładnie znane. Ogólnie przyjmuje się, że wszystkie polskie jednostki walczące w Berlinie straciły blisko 3 tys. ludzi. Poza 1. DZ były to także: 1. Samodzielna Brygada Moździeży, 2. Brygada Artylerii Haubic i 6. Zmotoryzowany Batalion Pontonowo-Mostowy. W całej operacji berlińskiej poległo 7200 żołnierzypolskich, 3800 zaginęło bez i mityJeszcze dziś większość z nas wzrusza się oglądając kultowy serial, gdy Janek Kos wdrapuje się na Bramę Brandenburską i zawiesza na niej polską flagę. W rzeczywistości fakt taki nie miał miejsca. Biało-czerwona wisiała natomiast na Siegessaule - Kolumnie Zwycięstwa koło Tiergarten, upamiętniającej zwycięstwo Prus nad Francją w 1871 roku. Ale tylko przez kilka dni. Wkrótce potem przyjazd do Berlina zapowiedziała delegacja francuska. Rosjanie postanowili więc uczynić gest i to francuska flaga zawisła na tej kolumnie. Nie zgodzili się także na utworzenie w Berlinie cmentarza polskich żołnierzy. Poległych trzeba było więc wywozić za Odrę lub grzebać w nieoznaczonych, masowych mogiłach razem z Berlinie jedynym akcentem upamiętniającym udział Polaków w walkach o stolicę Niemiec w 1945 jest odsłonięty dopiero w 1972 roku Pomnik Żołnierza Polskiego i Niemieckiego Antyfaszysty. Stoi w Parku Ludowym Friedrichshein. To dwie 15-metrowe kolumny połączone powiewającą flagą z brązu. Typowe dzieło swojej epoki: przedstawia polskiego orła bez korony i godło Niemieckiej Republiki Demokratycznej oraz sylwetki żołnierzy radzieckiego i polskiego oraz niemieckiego antyfaszysty.

Dla nich Stalin był bliskim, drogim człowiekiem, drogim jak ojciec. Prasa zaroiła się od wspomnień o „wielkim geniuszu ludzkości”. „Trybuna Ludu” wydrukowała m.in. wypowiedzi Jarosława Iwaszkiewicza, Bogdana Hamera, Juliana Strykowskiego, Adama Ważyka, rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego prof. Teodora Marchlewskiego i Juliana
"Ludzie, którzy otaczają Putina, to cynicy. Interesuje ich władza i desperacko poszukują ideologii, która sankcjonowałaby ich sposoby rządzenia." - tak niemiecki historyk Jörg Baberowski komentuje próby obrony stalinowskiego dziedzictwa we współczesnej Rosji. W rozmowie z Bogdanem Zalewskim prof. Baberowski analizuje fenomen krwawego satrapy i jego niewolniczego sowieckiego imperium. Przedstawia własną interpretację postaci Iosifa Wissarionowicza Dżugaszwili znanego na całym świecie pod bolszewickim pseudonimem - Stalin. Pretekstem do rozmowy z uczonym była jego najnowsza książka, opublikowana w Niemczech pod tytułem "Verbrannte Erde. Stalins Herrschaft der Gewalt" ("Spalona ziemia. Przemoc stalinowskiej władzy"). Jej tłumaczenie na język polski już ukazało się na rynku księgarskim. Książkę wydała oficyna "Prószyński i S-ka". Bogdan Zalewski: Moim gościem jest niemiecki historyk Jörg Baberowski autor monumentalnego studium "Stalin. Terror absolutny". Dzień dobry, panie profesorze. Profesor Jörg Baberowski: Dzień dobry. Na początek - wybaczy pan - mam osobiste pytanie. Pana nazwisko brzmi znajomo dla nas Polaków. Czy pan ma polskie korzenie? Mój dziadek pochodził z Polski. Wyemigrował do Niemiec pod koniec XIX wieku. To dlatego moje nazwisko ma polskie brzmienie. Pytam o to, ponieważ w pana książce są fragmenty poświęcone Polsce i Polakom. Opisuje pan masowy mord na Polakach jeszcze przed Katyniem. Dlaczego Stalin wydał rozkaz wymordowania polskiej mniejszości w Związku Sowieckim przed wybuchem II wojny światowej? Stalin wiedział, że mniejszości narodowe, które mają ojczyzny poza granicami Związku Sowieckiego będą źródłem kłopotów Ponieważ, nauczony doświadczeniem carskich władz w XIX wieku, wiedział, że mniejszości narodowe, które mają ojczyzny poza granicami Związku Sowieckiego będą źródłem kłopotów. To dlatego tak traktował na przykład Chińczyków w Azji Środkowej, Polaków, Estończyków, Łotyszy, Niemców. O jakie kłopoty chodziło? W latach dwudziestych bolszewicy sądzili, że ich polityka narodowościowa będzie atrakcyjna dla Polski, Finlandii, Estonii. Później - po kolektywizacji - okazało się, że tysiące ludzi, chłopów, uciekły ze Związku Sowieckiego do Turcji, do Chin, do Polski i innych ościennych krajów. Wtedy bolszewicy uświadomili sobie, że to stanowi niebezpieczeństwo dla nich, bo inne państwa są znacznie bardziej atrakcyjne niż ZSRR. To była jedna z przyczyn, dlaczego Stalin uważał, że mniejszości posiadające kraje ojczyste poza Sowietami to polityczni wrogowie. Opisuje pan sowieckie czystki etniczne, gehennę ludzi uwięzionych w Gułagu, w obozach koncentracyjnych. Czy możemy porównać Stalina do Hitlera? Tak, możemy porównywać, a porównując te dwa reżimy, uświadomić sobie, że oba były straszne, ale na różne sposoby. Pozwoli pan, że to wyjaśnię. Hitler podbijał inne państwa i tam wprowadzał swój terror. Natomiast terror Stalina był skierowany do wewnątrz Związku Sowieckiego, był wymierzony we własne społeczeństwo. To główna różnica, z jednym, głównym wyjątkiem - niemieckich Żydów, oczywiście. Hitler podbijał inne państwa i tam wprowadzał swój terror. Natomiast terror Stalina był skierowany do wewnątrz Związku Sowieckiego, był wymierzony we własne społeczeństwo Pana ostatnia książka "Stalin. Terror absolutny" różni się od poprzedniej, zatytułowanej "Czerwony terror". Dlaczego postanowił pan napisać coś nowego na temat stalinizmu, co spowodowało, że zmienił pan stosunek do dyktatora i jego krwawego reżimu? Była to głównie lektura stalinowskich dokumentów. Spędziłem kilka lat w moskiewskich archiwach, czytając papiery Stalina i jego popleczników - Kaganowicza, Mołotowa. Zaskoczyło mnie, że ani Stalin, ani jego ludzie nie mówią o ideologii. Przyszło mi do głowy, że ludzie, którzy kreowali terror, nie mieli innego wyjścia, jak kontynuować akcje przemocy. W dokumentach archiwalnych są zapisane ich rozmowy na temat technik deportacji i zabijania ludzi. Oni w ogóle nie mówili o komunizmie! Nie poruszali tematu nowego społeczeństwa, nowego człowieka. Oczywiście jako przekonani komuniści chcieli stworzyć nowe społeczeństwo, ale to nie wyjaśnia przemocy. Byli bowiem inni marksiści, w innych państwach, którzy nie wymordowali setek tysięcy i milionów ludzi. Destalinizacja w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku pokazała, że Związek Sowiecki mógł się zmienić, mimo że pozostał wciąż państwem marksistowskim. Dlatego byłem coraz bardziej przekonany, że horror stalinizmu w mniejszym lub większym stopniu wynikał z osobowości Stalina i jego sposobu rządzenia. Horror stalinizmu w mniejszym lub większym stopniu wynikał z osobowości Stalina i jego sposobu rządzenia Porozmawiajmy więc o technologii władzy. W jaki sposób Stalinowi udało się skoncentrować na sobie taką potęgę? Uważam, że przede wszystkim on stwarzał sytuacje przypominające wojnę takie jak kolektywizacja rolnictwa, kiedy wydał rozkaz deportacji ponad dwóch milionów chłopów. To spowodowało problemy, wywołało opór. To było jak wojna domowa w Związku Sowieckim na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych. Bolszewicy byli nieliczną mniejszością bez poparcia społecznego, w odróżnieniu od Hitlera, który cieszył się ogromnym poparciem w Niemczech. To wykreowało sytuację, w której Stalin mógł zmusić swoich zwolenników do posłusznego wykonywania swoich rozkazów. On był wodzem, on był osobą, która potrafi rozwiązywać problemy. Oni wszyscy - Mołotow, Kaganowicz, Mikojan, Chruszczow - byli przekonani, że Stalin jest jedyną osobą, z tym wszystkim sobie poradzi. Dlatego on zyskał taką władzę nad nimi, że w końcu stali się w mniejszym lub większym stopniu jego niewolnikami. Napisał pan, że Stalin stosował w polityce metody przypominające mafijne relacje, ale dlaczego inni aparatczycy stali się jego niewolnikami? Stalin demonstrował swoim zwolennikom, że łatwiej będzie im przetrwać, kiedy będą słuchać jego rozkazów, niż gdyby mieli się im opierać. To jest jak w organizacjach zorganizowanych na podobieństwo mafii. Ponieważ w sytuacjach przypominających wojnę, on demonstrował swoim zwolennikom, że łatwiej będzie im przetrwać, kiedy będą słuchać jego rozkazów, niż gdyby mieli się im opierać. To jest jak w organizacjach zorganizowanych na podobieństwo mafii, w których szef wykazuje, iż tylko lojalna osoba uratuje własną skórę. Chruszczow zawsze mawiał: "Lepiej dla nas być lojalnymi niż podejmować ryzyko". To było po prostu zbyt ryzykowne sprzeciwić się Stalinowi. To była jednak z przyczyn, dlaczego oni skończyli z tymi technikami władzy po śmierci dyktatora w 1953 roku. Dlaczego świat zachodniej demokracji pozwolił na takie piekło na ziemi, dlaczego sprzymierzył się ze Stalinem, sowieckim potworem? Jedną z przyczyn był Hitler i narodowy socjalizm. Na przykład USA nie były chętne do współpracy z bolszewikami i ustanowiły relacje dyplomatyczne dopiero w 1933 roku. Przed tą datą Amerykanie mówili jasno: "nie jesteśmy w stanie zaakceptować państwa, które jest oparte na niewolniczej pracy, nie akceptujemy tego." W końcu wszyscy to zaakceptowali, uznając ZSRR jako partnera. Musieli tak uczynić, ponieważ podjęli walkę z narodowym socjalizmem. To był jeden z powodów, dlaczego komuniści mogli usankcjonować swoją przemoc zwłaszcza po 1941 roku, po napaści Hitlera, bo mogli powiedzieć: "to był jeden ze sposobów na przetrwanie w walce z nazistami". Z tego, co pamiętam to była też metoda stosowana przez partię komunistyczną w Polsce. Polscy komuniści też twierdzili, że terror jest konieczny w walce z faszystami i nazistami. To ironia historii, ale przypuszczam, że gdyby nie wybuchła II wojna światowa, Związek Sowiecki by nie przetrwał. To ironia historii, ale przypuszczam, że gdyby nie wybuchła II wojna światowa, Związek Sowiecki by nie przetrwał. Pomówmy przez chwilę o Władimirze Putinie. Putin spotkał się niedawno z kreatorami nowej historycznej polityki w Rosji. Oto, co śmiał oświadczyć. Pozwoli pan, że zacytuję jego wypowiedź: "Są tacy, którzy twierdzą, że za sprawą stalinowskiego reżimu Europa Wschodnia pogrążyła się w ciemnościach po drugiej wojnie światowej. Jednak, jakie byłyby konsekwencje, gdyby faszyzm wygrał? Niektóre narody zostałyby całkowicie zgładzone. Zostałyby po prostu anihilowane." Mógłby pan skomentować te słowa? Z jednej strony: to prawda, co on mówi. To byłaby katastrofa dla mieszkańców Wschodniej Europy, gdyby narodowy socjalizm wygrał II wojnę światową. Oczywiście nastąpiłaby eksterminacja Żydów. To samo spotkałoby prawdopodobnie inne narody. Jednak, z drugiej strony, to jest zawsze sposób, w jaki sowieccy i rosyjscy przywódcy próbują usankcjonować własne metody przemocy i terroru. Jest problem z rosyjskimi elitami i liderami nawet w dzisiejszych czasach. Oni nie chcą tego zaakceptować, ale oni muszą to przyjąć, że ich imperium już nie istnieje, że Stalin i stalinizm, tak jak Hitler i hitleryzm, był tragedią. To była wielka pomyłka, coś strasznego także dla Rosji i Związku Sowieckiego. Jednak zwycięstwo w II wojnie światowej jest dla nich zawsze punktem odniesienia . To już jest tradycyjna linia propagandowa od Breżniewa do Putina. Ja zawsze z uwagą śledzę opinie Aleksandra Dugina, oficjalnego rosyjskiego propagatora ideologii eurazjatyckiej. Stwierdził on, że w końcu odkrył narodową ideę dla Rosji: nie budowanie dróg, szpitali i szkół; nie poprawa warunków życia obywateli. Nie! Najważniejsze jest opanowanie Europy i uczynienie z niej rosyjskiego protektoratu. Czy to nie jest jakaś nowa forma stalinizmu? Ma pan na myśli: obecnie, w dzisiejszych czasach? Tak, dzisiaj. Dugin to wybitna postać we współczesnej Rosji. Ludzie, którzy otaczają Putina, to cynicy. Interesuje ich władza i desperacko poszukują ideologii, która sankcjonowałaby ich sposoby rządzenia. Wiem, ale nie powiedziałbym, że to jest nowa forma stalinizmu. Ta ideologia pokazuje po prostu, że są ludzie którzy nie mogą zaakceptować upadku imperium. Nie traktuję tego bardzo poważnie, ponieważ Rosja nie jest już światowym mocarstwem i nie zagraża takim państwom jak Polska. Większość rosyjskich intelektualistów nie traktuje poważnie tych nonsensów. To żart, prowokacja, albo coś w tym rodzaju? Ludzie, którzy otaczają Putina, to cynicy. Interesuje ich władza i desperacko poszukują ideologii, która sankcjonowałaby ich sposoby rządzenia. To wszystko. To tylko cynizm, którego nie warto brać serio. Wróćmy do pana książki. Moją reakcją na pana książkę powinna być owacja na stojąco albo długie klaskanie. Jednak nie uczynię tego, ponieważ pamiętam pewną scenę, którą pan opisał. Zgadnie pan którą? Tak, kiedy nikt nie ośmielił się przerwać klaskania, kiedy padło nazwisko Stalina. To pan ma na myśli? Oczywiście. Rok 1937. To prawda. Scena opisana przez Aleksandra Sołżenicyna. Nie będę więc nawiązywał do stalinowskich tradycji długiego klaskania i owacji na stojąco. Chciałbym podziękować w prostych słowach, z całego serca za tę niezwykle cenną książkę. Dziękuję. Będę zachęcał wszystkich w Polsce, aby uważnie przeczytali ten opasły tom "Stalin. Terror absolutny". Bardzo dziękuję . Z przyjemnością z panem rozmawiałem.
Wśród jego ofiar były setki tysięcy Polaków i obywatele innych narodowości (m.in. Ukrainy). Józef Stalin zmarł 5 marca 1953 r. o godz. 21.50 czasu moskiewskiego w wieku 74 lat. Wezwani lekarze stwierdzili wylew krwi do mózgu. Pogrzeb Stalina odbył się 9 marca w Moskwie. Zniszczenie i profanacja grobów żołnierzy AK w Mikuliszkach na Białorusi to kolejny powód, aby władze Polski zaostrzyły kurs wobec białoruskiego reżimu. Po tym akcie okropnego barbarzyństwa, nie da się już tonować reakcji, czy twierdzić, że nic się nie stało, aby tylko ratować strzępy, jakie zostały z naszych dobrych relacji ze wschodnim sąsiadem. Najwłaściwszym chyba działaniem w tej sytuacji byłoby zupełne odejście od dyplomacji, a przejście do mocnych działań, bo tylko na takie działania reagują zdziczałe władze Białorusi. Do tej pory rząd naszego kraju wprowadził sankcje wobec Białorusi, które można by porównać z uderzeniem w głowy reżimu pałką zrobioną z puchu. Cóż bowiem dla Łukaszenki i jego siepaczy znaczy zamknięcie naszego nieba dla białoruskich linii lotniczych, lub zakaz wjazdu do Polski 210 reżimowych osób ? A czy zabolały te osoby sankcje gospodarcze? Oni dostaną od swoich panów z Rosji wszystko co im do życia w luksusie potrzebne i tym sposobem białoruski „rząd sam się wyżywi”. A naród, jak mawiał car Iwan Groźny, idol Łukaszenki i Putina – „nie zdycha”. Niektórzy mówią, że sankcje nakładane na Białoruś najbardziej uderzają właśnie w białoruski naród, a nie w ludzi reżimu i dlatego ich zdaniem najlepiej żadnych sankcji nie nakładać. Jednak należy tu zadać pytanie, a co innego może skłonić naród do powstania i zrzucenia z szyi niewolniczej pętli, którą reżim coraz bardziej zaciska? Czy doszłoby do grozy II wojny światowej, gdyby naród nie poparł Hitlera? Czy Stalin albo Putin sami, własnymi rękami, wymordowali by tak wiele niewinnych istnień? Wesprzyj nas już teraz! Po tych zbrodniach popełnianych na naszych bohaterach, których szczątki są profanowane, a groby niszczone (można powiedzieć, że zabijani są po raz drugi) nie czas na dyplomację. Rząd powinien uderzyć pięścią w stół Łukaszenki i powiedzieć jak błogosławiony prymas tysiąclecia – „Non possumus”. Nie moją rzeczą jest wskazywać rządowi środki jakich ma w tym celu użyć, bo po to jest rządem, wybranym przez naród, aby sam wiedział, co ma robić. Wiem tylko, że miarka się przebrała, że nikt nie może bezkarnie podnosić ręki na naszych polskich bohaterów, którzy oddali życie byśmy mogli być wolni. Profanacja grobów w Mikuliszkach nie jest pierwszym zamachem władz Białorusi na groby polskich żołnierzy, którzy polegli walcząc w obronie ojczyzny. Wystarczy wspomnieć trwające od wielu lat szykany stosowane przez reżim wobec ofiar stalinowskich zbrodni pochowanych na Kuropatach koło Mińska. Wielokrotnie z nakazu władz centralnych usuwano drewniane krzyże, stawiane tam przez Białorusinów i Polaków. Na terenie tego miejsca pamięci leży, jak się różnie szacuje od 100 do 250 tysięcy ofiar NKWD. Wśród nich zabici podczas zbrodni katyńskiej oraz operacji polskiej NKWD. Już w roku 2001 władze reżimowe chciały przez część cmentarzyska przeprowadzić obwodnicę Mińska. Później zbudować tu osiedle domów jednorodzinnych i park rozrywki. Po silnych społecznych protestach udało się im jedynie postawić restauracje, obok dołów śmierci. Nie dalej jak tydzień temu na terenie wsi Jodkiewicze niedaleko Grodna Nieznani sprawcy odsunęli płyty nagrobne i wykopali zwłoki ze zbiorowej mogiły, w której spoczywali dwaj polscy żołnierze polegli podczas wojny polsko-bolszewickiej oraz zabity 15 lipca 1944 roku żołnierz Armii Krajowej – Adam Pacenko. Kości naszych bohaterów zostały porozrzucane wokół mogiły, po której został tylko rozkopany dół. Czy tak postępują ludzie cywilizowani? Tak daleko, jak w Mikuliszkach i Jodkiewiczach, reżim Łukaszenki jeszcze nigdy się nie posunął. Przychodzi mi na myśl podejrzenie, że w cieniu tej profanacji, ciemnym jak piekielna smoła, kryć się może mściwy moskal. Uderzyć na nas zbrojnie nie ma sił, więc jak tchórz, mści się na szczątkach AK-owców, których zawsze nienawidził. Podobnie zresztą jak Łukaszenka, który o naszych bohaterach nie mówi inaczej jak – „bandyci i naziści”. Profanacja naszych narodowych świętości, może też być zemstą za mur, którym skutecznie odcięliśmy się od hord nielegalnych imigrantów, pchanych na granice kopniakami ruskich „bojcow”. Jak podaje Straż Graniczna od czasu postawienia zapory, ani jeden agresywny cudzoziemiec nie zdołał jej pokonać. Kiedy usłyszałem o okropnej profanacji dokonanej na grobach AK- owców, pomyślałem sobie, że może w z woli Opatrzności Bożej nie przyszło nam jeszcze postawić krzyży na grobach dziesiątek tysięcy naszych rodaków, którzy spoczywają w bezimiennych dołach śmierci na Białorusi. Myślę tu o ofiarach operacji polskiej NKWD, zbrodni katyńskiej i Obławy Augustowskiej. Gdyby te krzyże stały na pewno by je również sprofanowano i rozjeżdżono spychaczami, tak jak uczyniono to w Mikuliszkach. Miejmy nadzieję, że przyjdzie czas, kiedy będziemy mogli ekshumować, zidentyfikować i godnie pochować w poświęconej ziemi tych naszych bohaterów. I że stanie się to wówczas, kiedy na Białorusi w końcu zapanują sprawiedliwe rządy, które pozwolą im spoczywać w pokoju. Adam Białous

Stalin nie zapomniał ani o nieposłuszeństwie Mołotowa, ani o grzechach Poliny i wraz z Berią planował jej porwanie i zamordowanie. Miała szczęście, że przeżyła. 25 października 1938 roku Beria aresztował żonę Kalinina. W kraju, gdzie żona głowy państwa przebywała w więzieniu, nikt nie mógł być bezpieczny.

Uwaga! Ta strona zawiera treści przeznaczone tylko dla dorosłych Jeśli nie masz 18 lat, nie powinieneś jej oglądać Lubieżne czyny Stalina z 13-latką! Przed światem ukryto jego bezeceństwa Data utworzenia: 28 lipca 2019, 15:00. Kto wie jak by się potoczyły losy świata, gdyby ukarano przyszłego dyktatora za wybujały temperament seksualny. A tak, Józef Stalin († 75), bo o nim mowa, nie tylko nie poniósł kary za wykorzystanie 13-latki, która urodziła mu syna, ale utopił potem w morzu krwi kilkadziesiąt milionów ludzi Józef Stalin Foto: Zuma Press To była pilnie strzeżona tajemnica imperium radzieckiego. Tylko kilku zaufanych towarzyszy wiedziało o wyczynach Stalina na zesłaniu. Syn gruzińskiego szewca za działalność rewolucyjną trafił w marcu 1914. za krąg polarny do wsi Kurejki. W zapyziałej wiosce mieszkało 57 osób. Gnieździli się w kilku chatach, w jednej z nich rodzina Perepryginów, z których najmłodszą była Lidia. Rozpijał i wykorzystywał 13-latka polubiła Stalina. Bo był szczupły, przystojny, nie przypominał późniejszego mruka z twarzą pooraną śladami po krostach. Dziewczynka spodobała się też Stalinowi. Bolszewik wprowadzał ją w dorosłe życie, raczył alkoholem, uprawiali seks. Romansu nie można było ukryć. Kiedy dowiedział się o nim policjant Iwan Laletin, postanowił dobrać się Stalinowi do skóry. Był przydzielony do pilnowania zesłańca i chciał go postawić przed sądem za rozpijanie i uprawianie seksu z dzieckiem. Musiał go jednak przyłapać na gorącym uczynku. Kiedy nadarzyła się taka okazja, Laletin wparował do chaty i przerwał Stalinowi zabawę. Ten rzucił się na policjanta, stróż porządku postrzelił rewolucjonistę. O tym, że Stalin wykorzystał seksualnie dziewczynkę, wiedziała Moskwa, wściekali się na łotra bracia Lidii, a Laletin zagroził, że go wykończy. Winowajca ubłagał go, obiecując, że się ożeni z dziewczynką, gdy osiągnie właściwy wiek. Zaręczył się z nią, ale afera wybuchła, gdy Lidia zaszła w ciążę. Kochanek wprowadził się do jej chaty, a dziewczyna nocami zakradała się do jego łóżka. Przyszły dyktator czekał na sygnał od Lenina, by ruszyć z zesłania do stolicy i ciąża nastolatki doprowadzała go do furii. W grudniu 1914 r. Lidia urodziła dziecko, które wkrótce zmarło. W 1916 r. dziewczyna znów zaszła w ciążę, wtedy Stalin uciekł. W kwietniu 1917 r. Lidia urodziła synka. Dała mu na imię Aleksander. W lutym 1917 r. wybuchła w Rosji rewolucja. 12 marca car abdykował, Stalin przyjechał do Piotrogrodu i o Lidii i jej dziecku nie można było mówić. Kobieta wyszła później za mąż za Jakowa Dawidowa, który adoptował Aleksandra. Prawda wyszła na jaw Na początku lat 20. pisano o skandalu w lokalnej gazecie, sprawę podchwyciła zachodnia prasa. Moskwa uznała, że to tylko wroga propaganda. Wszystko zmieniło się po śmierci Stalina w 1953 r. Nikita Chruszczow kazał aferę wyjaśnić. Zadanie spadło na gen. Iwana Sierowa, szefa KGB. Jego ludzie węszyli w miejscu zsyłki Stalina i sporządzili raport. W 1956 r. Chruszczow przedstawił go członkom Politbiura i wtedy bonzowie dowiedzieli się, jak pomiatał kobietami Stalin. Dokument jednak opieczętowano i schowano w kremlowskim archiwum. Dopiero po dekadach dotarli do niego badacze. W raporcie Sierowa wspomniano, że Stalin nigdy nie pomógł Lidii, nie interesował się też losem dziecka. Był tam również pamiętnik jego kochanki. Powstał dwie dekady po jej „związku” ze Stalinem. Nie wspomniała o seksie, bo to mogło dla niej i jej bliskich skończyć się śmiercią. Lidia powiedziała kiedyś Aleksandrowi, kto jest jego ojcem. Chłopak nie wspominał o tym nikomu i pewnie wszyscy by o tym zapomnieli, gdyby nie jego syn Jurij Dawidow (67 l.), który na początku lat 70. dowiedział się od rodziców, że jest wnukiem Stalina. Latami uważano go za oszusta i tylko badania genetyczne mogły rozstrzygnąć, jaka jest prawda. Kiedy je zrobiono, potwierdziło się, że dziadkiem emerytowanego inżyniera budownictwa z Nowokuźniecka był komunistyczny dyktator. "O tym, że Jurij Dawidow jest potomkiem Stalina ludzie mówili od dawna, teraz to pewne niemal na sto procent" – napisała gazeta „The Siberian Times”. Jurij mówił, że walczył o dobre imię Lidii, swojej babci i swoich rodziców. Badania DNA zrobiono w 2016 roku dzięki uporowi innego wnuka dyktatora, Aleksandra Burdońskiego († 75 l.) Aleksander, który był synem Wasilija Stalina (owoc związku dyktatora z drugą żoną, Nadieżdą Alliłujewą) zmarł w maju 2017 r. i dziś Jurij Dawidow jest jedynym żyjącym wnukiem dyktatora. Tak wyglądała agonia Związku Radzieckiego Wnuk Stalina: Dziadek nie był zbrodniarzem! /2 Stalin sypiał z 13-latką Sovfoto/Universal Images Group / East News Chata we wsi Kurejki, gdzie przebywał na zesłaniu Józef Stalin w latach 191-1917 /2 Stalin sypiał z 13-latką Zuma Press Kto wie jak by się potoczyły losy świata, gdyby ukarano przyszłego dyktatora za wybujały temperament seksualny. Masz ciekawy temat? Napisz do nas list! Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie historie znajdziecie tutaj. Napisz list do redakcji: List do redakcji Podziel się tym artykułem:
O losie Polaków w Związku Sowieckim wciąż wiemy niewiele. Także o „polskiej operacji NKWD” z lat 1937 – 1938 r., która nadal pozostaje „białą plamą”
Dzieło Józefa Stalina było konstrukcją solidną. Zanim zajmiemy się w kolejnych artykułach poszczególnymi elementami tej budowli w powojennej Polsce, rzućmy okiem na całość. Stalinizm. Stalinizm można określić jako system oparty na upaństwowieniu gospodarki i rozciągnięciu – przy użyciu przemocy – kontroli państwa nad całym życiem społecznym (w najszerszym tego słowa znaczeniu) oraz na przejęciu omnipotentnego państwa w monopolistyczne władanie przez – scentralizowaną, zhierarchizowaną, opartą na zasadzie wodzowskiej – partię komunistyczną, która legitymizowała się wizją światowej rewolucji i spełnienia utopii. Pomocnik Historyczny „Stalinizm po polsku” (100053) z dnia CZYM BYŁ STALINIZM; s. 8
Ukończył gimnazjum w Cieszynie, a w 1937 r. podjął studia na Akademii Górniczej w Krakowie. Ani jego rodzina, ani on sam nie byli komunistami, choć większość mieszkających na Zaolziu Polaków oddawała głos na Komunistyczną Partię Czechosłowacji. Wynikało to jednak bardziej z oporu przeciw antypolskiej polityce praskiego rządu
Ważne pojęcia: PZPR – Polska Zjednoczona Partia Robotnicza powstała 15 grudnia 1948 r. z połączenia Polskiej Partii Robotniczej (PPR) i Polskiej Partii Socjalistycznej (odłam PPS zwany początkowo RPPS – Robotniczą Partią Polskich Socjalistów); na czele PZPR stanął Bolesław Bierut; z partii usunięto Władysława Gomułkę pod zarzutem „odchylenia prawicowo-nacjonalistycznego”Bolesław Bierut – komunista; w latach 1948-1956 stał na czele PZPR; w latach 1947-1952 pełnił funkcję prezydenta, w latach 1952-1954 był premierem; zmarł w Moskwie w marcu 1956 r.; wokół jego osoby rozwinął się kult jednostki – nazywany „ojcem ojczyzny”, jego imię nosiły zakłady pracy i uliceStalinizm w Polsce – komuniści pozwolili na działalność Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego i Stronnictwa Demokratycznego; pozostałe partie zostały zdelegalizowane; rozprawiono się z opozycją i zbrojnym podziemiem; życie społeczno-gospodarcze poddano całkowitej kontroli władzy komunistycznej; socrealizm w kulturze i sztuce (np. kult chłopów i robotników w literaturze, malarstwie; neoklasycyzm w budownictwie – Pałac Kultury i Nauki w Warszawie, Marszałkowska Dzielnica Mieszkaniowa w Warszawie, dzielnica Nowa Huta w Krakowie); propaganda komunistyczna w środkach masowego przekazu; wpływ władzy na edukację dzieci i młodzieży, działalność Związku Młodzieży Polskiej i Służby PolsceRepresje polityczne – prześladowanie polskich działaczy niepodległościowych, procesy generałów (np. kara śmierci dla gen. Augusta Emila Fieldorfa-Nila, rotmistrza Witolda Pileckiego), prześladowania, tortury, zmuszanie do składania fałszywych zeznań; represje wobec Kościołów w Polsce – konfiskata majątków, laicyzacja społeczeństwa, pokazowe procesy księży (np. biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka), aresztowanie prymas Stefana Wyszyńskiego, ograniczenia w budownictwie sakralnymStefan Wyszyński – prymas Tysiąclecia; w latach 1953-1956 internowany z rozkazu władz komunistycznych; w Komańczy napisał tekst Jasnogórskich Ślubów Narodu Polskiego; zorganizował obchody Tysiąclecia Chrztu Polski; uczestniczył w obradach soboru watykańskiego II; był jednym z inicjatorów listu biskupów polskich do biskupów niemieckichKonstytucja PRL – uchwalona 22 lipca 1952 r. wprowadziła nową nazwę państwa – Polska Rzeczpospolita Ludowa; godło – orzeł bez korony; jednoizbowy sejm; duża rola Rady Państwa, która miała prawo wydawać dekrety z mocą ustawy; zniesiono urząd prezydenta; w konstytucji były zapisane szerokie prawa obywatelskie, ale ich nie przestrzegano; w praktyce najważniejszą rolę polityczną spełniała PZPR i jej pierwszy sekretarz Ważne daty: 15 grudnia 1948 r. – powstanie Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (PZPR)22 lipca 1952 r. – uchwalenie konstytucji Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej (PRL) "Powyższy materiał został opracowany przez Przeczytanie i zapamiętanie tych informacji ułatwi Ci zdanie klasówki. Pamiętaj korzystanie z naszych opracowań nie zastępuje Twoich obecności w szkole, korzystania z podręczników i rozwiązywania zadań domowych."
Józef Stalin był jedynym człowiekiem, który wiedział, jak traktować Polaków - czytamy na wstępie tekstu na meattradenewsdaily.co.uk, który komentuje decyzję Trybunału Konstytucyjnego.
Jest styczeń 1962 roku. Rządzącą Polską ekipę Władysława Gomułki odwiedza Wielki Brat z Moskwy – I sekretarz radzieckiej partii komunistycznej Nikita Chruszczow, następca Stalina. Notable i ich świta bawią się i polują w Białowieży. Bawią się na całego, i to tak niefrasobliwie, że idzie z dymem zabytkowy białowieski Domek Myśliwski, pamietający jeszcze czasy carskie. Lecz nie tylko o zabawę w tym spotkaniu chodzi. W drodze na polowanie polscy towarzysze zasypują Chruszczowa pytaniami o destalinizację. Dopytują go o poprzednika, którego "błędy i wypaczenia" odważył się ujawnić. W końcu Chruszczow nie wytrzymuje: "Co wy tak się uparliście na tego Stalina? Przecież to był Polak." Stalin – czyli Józef Wissarionowicz Dżugaszwili – Polakiem? To brzmi jak kiepski dowcip. Ale świadkiem wspomnianych rozmów był milicyjny generał Franciszek Szlachcic, człowiek ministra Mieczysława Moczara . Relacjonując to w 1988 roku dziennikarzowi "Wprost" Markowi Zieleniewskiemu, wciąż nie krył emocji. "To było dość niesamowite. Opowiedziałem o tej rozmowie Moczarowi – nie uwierzył, napomknąłem [premierowi] Cyrankiewiczowi. »Jeszcze nam tego brakowało« – skomentował. Nie dawało mi to jednak spokoju i będąc w Moskwie zacytowałem słowa Chruszczowa pewnemu staremu czekiście. »To nie żart« – zaśmiał się. I opowiedział, jak to znany badacz Azji polskiego pochodzenia, hrabia Przewalski, poznał ubogą Gruzinkę. Ta prosta dziewczyna urodziła dorodnego chłopaka. Była jednak zbyt niskiego stanu, aby liczyć na dozgonne więzy z hrabią, więc szybko znaleziono dla niej męża. Był nim biedny szewc-pijaczyna. Nazywać się miał Dżugaszwili". Potem Szlachcic otworzył przed dziennikarzem encyklopedię, a następnie porównał zdjęcia Przewalskiego i Stalina. Zwrócił szczególną uwagę na spojrzenie, o którym radziecki tygodnik "Ogoniok" napisał: "Pamięć tego wzroku do dzisiaj przejmuje niektórych dreszczem"… Fiksacja pierwszego sekretarza Szlachcic przyznał we wspomnieniach "Gorzki smak władzy", że próbował jeszcze wyciągnąć coś od Chruszczowa, lecz ten nie podjął tematu ojca Stalina. Jednak "wydawało się, że wie coś o tym". Chruszczow długo już nie porządził. W 1964 roku stracił władzę. Do tematu Stalina i Polski wrócił w swoich "Fragmentach wspomnień". Jakby nie słyszał o stalinowskich zbrodniach na Polakach, podkreślał "propolską" politykę poprzednika: "Stalin sprzyjał polskiemu kierownictwu i robił wszystko, żeby Związek Radziecki Polsce dopomógł, czasem nawet z krzywdą dla Związku Radzieckiego. Mam na myśli okropny głód na Ukrainie w latach 1946-47 na skutek klęski nieurodzaju. Ukraina oddała wszystko, co mogła oddać, ale planu jednak nie wykonała. Kołchozy i kołchoźnicy mieli dosłownie puste stodoły, tam był głód, zdarzały się wypadki ludożerstwa i to nie jeden ani dwa. A w tym czasie zebrane z Ukrainy zboże wysyłano do Polski". Chruszczow pisał o tym jako znawca – w końcu był za Stalina szefem komunistycznej partii na Ukrainie. Jak jednak zaznaczał, o wysyłce zboża decydował wąski krąg osób, Ukraińcy nie byli tego świadomi. Polacy zaś i tak utyskiwali na nowe porządki – Chruszczow od polskiej orędowniczki komunizmu Wandy Wasilewskiej usłyszał, że warszawiacy jedzą biały chleb, a i tak "wymyślają na rząd radziecki, że mało daje białego chleba, a zamiast białego przysyła czarny". Polacy narzekali zatem na czarną mąkę, nie wiedząc, że "Ukraińcy, których zboże idzie do Polski, puchną z głodu". Polska prosiła o mąkę, to Stalin dawał, a gdzie indziej panował głód. "Tak wyglądała sytuacja na Ukrainie i w Mołdawii. Czy podobnie było w innych republikach, nie mogę powiedzieć, ale u nas w każdym razie wprowadzono surowy system kartkowy i dlatego jeśli już nie było głodu, to i tłustego życia także nie mieliśmy, tj. ludzie przymierali głodem, a mimo to Stalin wydzielał ziarno i wysyłał do Polski. I to na pewno" – opisywał Chruszczow. Nawet pokusił się o diagnozę, skąd była ta "dobroć" Stalina. – "Ja uważałem, że tak robi, bo chce uzyskać od narodu polskiego rozgrzeszenie, jak to robią ludzie wierzący, za tamto porozumienie z Hitlerem, z którego wynikł rozbiór Polski. A właściwie w jakimś stopniu i nasz udział na początku wojny." Stalin? Rozgrzeszenie? A co z powstaniem warszawskim, któremu dał tragicznie się wykrwawić, stojąc bezczynnie nad Wisłą? Chruszczow nie przypomina sobie, żeby była w tym jakaś złośliwość Stalina, tylko uwarunkowania frontowe i polityczne. "Podeszliśmy pod Kijów, a także zatrzymaliśmy się przed Dnieprem" – powołał się na analogię i dodał już bardziej szczerze: "Nie leżało to w naszym interesie, by popierać generała, który zarządził powstanie. Dlatego, że później wystąpiłby przeciw nam, gdybyśmy go nie uznali, a my byśmy pewnie go nie uznali. A powstanie to inspirował znaczy się Churchill za pośrednictwem Mikołajczyka. Chciał nas postawić, no że tak powiem, przed faktem dokonanym, że my byśmy krew przelewali, przyszli do Warszawy, Niemców przepędzili, a w Warszawie już zasiada rząd polski, już siedzi Mikołajczyk, że tak powiem. No, a usuwać utworzony już rząd, to wywołać pewne komplikacje miedzy sojusznikami, czy nawet tarcia, a to oczywiście nie było pożądane". Można się zastanawiać, czy atakując Stalina i narzekając na sytych Polaków, Chruszczow nie próbował przerzucić win za "wypaczenia" komunizmu na element jak najbardziej "obcy" od rosyjskiego. Bo przecież Stalin nie był jedynym nie-Rosjaninem w komunistycznej wierchuszce. I nie chodzi wcale o Żydów czy Łotyszy, a właśnie o Polaków. O twórcy sowieckiej bezpieki Feliksie Dzierżyńskim słyszeli wszyscy, a nie był jedyny. Historyk, wykładowca i pisarz Jan Ciechanowicz wydał swego czasu zbiór "Polonobolszewia. Siedmiu mędrców sowieckich, czyli jak polska szlachta komunizowała Rosję". Wskazywał w niej, że to właśnie Polacy tworzyli "mózg" komunistycznego systemu. W streszczeniu swej książki wymieniał: "Twórcą teorii i praktyki prawnej komunizmu, prokuratorem generalnym ZSRR przez 35 lat, autorem teoretycznych dzieł utwierdzających krwawy terror był polski szlachcic herbu Trzywdar Andrzej Wyszyński (miał wspólnego z kardynałem Stefanem pradziada). Czołową bojowniczką o »równouprawnienie« kobiet, utalentowaną dyplomatką i uwodzicielką sowieckiego wywiadu była polska arystokratka herbu Ostoja Aleksandra Kołłątaj (z domu Domontowicz). Drugim po Feliksie Dzierżyńskim (herbu Sulima) szefem sowieckiej bezpieki był hrabia Czesław Mężyński herbu Kościesza (narady ścisłego kierownictwa Czerezwyczajki aż do roku 1933 włącznie, odbywały się w języku polskim, a wśród oficerów NKWD rozstrzeliwujących oficerów WP w Katyniu, Miednoje i in. było bardzo wielu Polaków). Głównym teoretykiem szeregu książek z zakresu teorii budownictwa komunistycznego był profesor Stanisław Strumiłło (herbu Dąbrowa), a najwybitniejszym sowieckim dyplomatą i wieloletnim ministrem spraw zagranicznych ZSRR był Andrzej Gromyko herbu Abdank". Fotoportret Mikołaja Przewalskiego Wróćmy jednak do Stalina. W 1946 roku, gdy wedle słów Chruszczowa Józef Wissarionowicz wielce "pomagał" Polsce, Towarzystwo Geograficzne ZSRR zaczęło przyznawać złoty medal imienia Mikołaja Przewalskiego. Tyle tych zbiegów okoliczności, może warto sprawdzić, czy podróżnik podczas swych wędrówek po Azji rzeczywiście mógł zahaczyć o Gruzję i tam dorobić się potomka? I czy ewentualne pokrewieństwo Stalina i Przewalskiego można naukowo udowodnić bądź odrzucić? A poza tym, czy w ogóle możemy traktować Przewalskiego jako Polaka? Najpierw jednak sprawdźmy, czy poza Chruszczowem ktoś jeszcze podważał fakt, że to Wissarion "Beso" Dżugaszwili był ojcem Stalina. Wszyscy ojcowie Józef Wissarionowicz Dżugaszwili urodził się 6 grudnia 1878 roku w Gori w Gruzji. Z jakiegoś powodu podawał jednak zmyśloną datę 21 grudnia 1879 roku. Pewnie zrobił to, chcąc uniknąć poboru do wojska. A może próbował ukryć swoje "nieprawe" pochodzenie? Od dzieciństwa nasłuchał się plotek, że "Beso" wcale nie jest jego ojcem, a matka Jekaterina "Keke" Geładze mało ma ze świętej. "Złe języki" miały używanie i potem, bo ktoś pomagał Dżugaszwilim finansować naukę Józefa w seminarium duchownym. Przecież nie mogli sobie na to pozwolić pozwolić uboga służąca i szewc pijanica! W Gori najczęściej mówiło się, że to bogaty kupiec Jakow Egnataszwili lub podróżnik Mikołaj Przewalski finansowali edukację Józefa. Już wcześniej, ze względu na niski wzrost i ociężały krok nazywano chłopaka "konikiem Przewalskiego". Lecz w gronie domniemanych kochanków "Keke" i potencjalnych ojców Stalina znaleźli się także: przyszły car Aleksander III (!), pop Christofor Czarkwiani i oficer policji Damian Dawriczewy. Sporo ważnych osób jak na prostą służącą, nawet jeśli w owych czasach w Gruzji posiadanie kochanki było na porządku dziennym… Biograf Jurij Boriew w "Prywatnym życiu Stalina" wskazywał jak takie plotki były dewastujące dla "Beso", męża Jekateriny: "Trójkąt małżeński jest nie do zaakceptowania przez ludzi Wschodu – poczucie hańby wygnało Dżugaszwilego z domu. Stalin wychowywał się i dorastał w atmosferze powszechnej pogardy, okazywanej poczętemu w grzechu, nieślubnemu dziecku. Być może to właśnie stało się źródłem jego kompleksu niższości, który przerodził się później w pragnienie władzy i przemocy nad innymi. Opowiadają, że w latach trzydziestych, kiedy Stalin był w Tbilisi (Tyflisie), zapytany, jak czuje się jego matka, odpowiedział: »Nie obchodzi mnie, jak żyje ta stara k...«. Natomiast dwaj bracia Egnataszwili cieszyli się szacunkiem i życzliwością Stalina. Otworzył im drogę do kariery, wprowadzając w skład Rady Najwyższej Gruzji. Po XX Zjeździe (1956) pojawił się we Francji emigrant, który podawał się za brata Stalina i syna księcia Egnataszwili. Twierdził, iż wcześniej nie mógł przyznać się do tego pokrewieństwa z obawy o swoje życie". Dodajmy, że takie samo imię jak stary Egnataszwili – Jakow – otrzymał jeden z synów Stalina. Notabene, trafił do niewoli podczas walk z Niemcami na Białorusi, w lipcu 1941 roku. Dyktator niewiele zrobił by go uwolnić – Jakow Dżugaszwili zginął w obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen. Ale Stalin i tak nie wydawał się gorszy od "Beso" kilkadziesiąt lat wcześniej. Rodzina patologiczna "Beso" tylko pił i wyzywał dziecko "Keke" od bękartów. Raz w gniewie rzucił chłopcem tak mocno o podłogę, że mały przez kilka dni sikał krwią. Nie zapewnił mu utrzymania – to "Keke" musiała zadbać o syna, najmując się do fizycznej pracy w domach bogaczy. Nic dziwnego, że Józef o "Beso", niepiśmiennym szewcu-pijaku, który ostatecznie zginął podczas pijackiej bójki, dużo nie wspominał. Skoro jednak matka tyle dla niego poświęciła, dlaczego Stalin wyzywał ją przy znajomych? Dlaczego po rewolucji październikowej tylko dwa razy odwiedził "Keke", a ona nigdy nie pojechała do niego do Moskwy? Na pogrzebie matki w 1937 roku Stalin nawet się nie pojawił. Słynny reżyser z Tbilisi, Siergiej Paradżanow, zapewniał, że dyktator nawet nigdy nie odwiedził grobu matki! Przysłał za to na pogrzeb wieniec z napisami po gruzińsku i rosyjsku: »Mojej drogiej i ukochanej matce syn Josif Dżugaszwili (Stalin)«. Przetrwały też króciutkie listy, które do niej pisał (wrażliwy człowiek – kiedyś brał się nawet za wiersze!). Po dojściu bolszewików do władzy wprowadził zaś matkę do pałacu byłego carskiego namiestnika. Kiedy był na szczycie, "Keke" zapytała go ponoć, kim teraz jest. Nie rozumiała, gdy odpowiedział, że sekretarzem komitetu centralnego partii. "Jestem kimś w rodzaju cara". Matka stwierdziła wówczas, że razy, które zebrał od niej w dzieciństwie, nie poszły na marne: "Wyszedłeś na ludzi". Na pożegnanie powiedziała jednak: "Mimo wszystko szkoda, że nie zostałeś popem". Dziwne, jak wielu znaczących psychologicznych tropów można doszukać się w tej krótkiej anegdocie. Stalin porównuje się do cara, a plotka mówiła, że mógł być synem Aleksandra III. Rozmawia o przemocy w domu, a kupca Egnataszwilego znano z walk na pięści. Matka żałuje, że syn nie został popem – a kolejnym domniemanym jej kochankiem był duchowny Czarkwiani. Ostatecznie Stalin stał się dyktatorem, władającym policyjnym państwem – a właśnie policjantem był Dawriczewy, kolejny kandydat na jego ojca. Oczywiście naciągamy tu sens wymiany zdań miedzy matką a synem. Dowiedliśmy jednak ponad wszelką wątpliwość, że stosunki Stalina z "Keke" były skomplikowane, pełne podtekstów. Od "Beso" całkiem się dystansował. Pewnie dorastając marzył nawet, żeby to nie on był jego prawdziwym ojcem. Ba, może ani Józef, ani nawet matka nie mieli co do tego pewności? Już będąc u steru władzy Stalin sugerował, że spłodził go Egnataszwili. Innym razem powiedział jednak na przyjęciu, że jego ojcem był pop. A Przewalski? Jego potraktował Stalin w sposób szczególny… (...). Ciąg dalszy historii w książce "Bardzo polska historia wszystkiego" autorstwa Adama Węgłowskiego, która ukazuje się nakładem wydawnictwa Znak Horyzont. Foto: Znak Horyzont
Wyjeżdżających zwolniono ze wszystkich zobowiązań podatkowych, kontyngentów etc. Do koordynacji działań polskich 7 października 1944 r. został powołany Państwowy Urząd Repatriacyjny (PUR), mający organizować przesiedlenia zarówno ludności polskiej, jak obcej. W przypadku Polaków miał zająć się również ich osiedleniem na
6 lutego minęło 110 lat od urodzin tego, kogo Janusz Szpotański uczynił groteskowym „Gnomem”. Ten epitet tak odpowiadał na zapotrzebowanie nie cierpiącej Władysława Gomułki (powiedzmy jasno: nie bez słusznych przyczyn) inteligencji, że chyba przylgnął do niego na wieki. Czy słusznie? W 1975 roku do Warszawy przybył na zjazd PZPR Leonid Breżniew. W Sali Kongresowej doszło do skandalu – gensek zachowywał się dziwacznie, jakby był znarkotyzowany. Jak wspomina jeden z liderów PZPR Józef Tejchma, najpierw pominął Gierka i pobiegł całować gości zjazdu. Potem „zarządził robienie zdjęć. Fotografów nie było, bo zdjęć w holu nie planowaliśmy, więc ustawił Jaroszewicza twarzą do pierwszych sekretarzy, sam nogi zsunął na baczność, podciągnął swoją marynarkę i jakby zza zasłony starych aparatów fotograficznych zrobił palcami pstryk. Zdjęcie gotowe – oświadczył. Jaroszewicz uciekł do kąta, Jaruzelski schował się za filar”. Charakterystyczne, że pierwsza myśl, jak przyszła do głowy obserwującemu ten spektakl Tejchmie brzmiała: co by się działo, gdyby Breżniew tak się zachował na zjeździe polskiej partii, ale rządziłby dalej Gomułka…? A mogłoby być naprawdę różnie. Jak śmiecie odmawiać?! Gomułka był oczywiście tyranem. Był z usposobienia autokratą („to dobry towarzysz, posłuszny” – czy trzeba więcej niż ta sformułowana przez niego charakterystyka jednego z kolegów z Biura Politycznego?). I miał niebagatelny udział w zainstalowaniu w naszym kraju systemu, sprzecznego z wolą większości. Choć i wtedy był inny od większości swych towarzyszy. Jak wspomina Leonard Borkowicz, z którego „Wiesław” chciał zrobić zastępcę komendanta głównego MO „Gomułka chciał, żebym w razie konieczności zrobił w milicji wielką czystkę, wprowadził tam ludzi uczciwych i w miarę możliwości kompetentnych, a przede wszystkim pozbawił wpływu na sprawy milicyjne „Lenę” - Helenę Wolińską (potem krwawą prokurator – PS) (…) powiedział, że oczekuje iż uda mi się zrobić z milicjantów, czujących się teraz często panami społeczeństwa, urzędników w służbie obywateli”. Naiwne. Ale na tle tego, jak myśleli wtedy inni przywódcy polskich komunistów – odmienne. „Policja jest dobra na krótką metę, a nie jako system” – uważał. Jego towarzysze sądzili odwrotnie. Był człowiekiem szaleńczo odważnym. Potrafił coś, na co nie zdobył się żaden inny lider komunistyczny: autentycznie stawiał się Stalinowi (z jednej z takich rozmów pochodzi umieszczony w leadzie cytat). Potrafił nie ulec nawet, gdy szef politycznej policji Ławrentij Beria zaczął krzyczeć: „jak śmiecie odmawiać, kiedy Stalin wam proponuje?!” (chodziło wtedy o to, by Gomułka po odwołaniu ze stanowiska szefa PPR zgodził się firmować własny upadek i wejść do Biura Politycznego). Te spory ze Stalinem, a także z innymi polskimi komunistami, lojalnymi wobec Moskwy miały treść polityczną. Bo Gomułka był autentycznym patriotą. Niesłychanie wyczulonym na zagrożenia dla Polski. I te z zachodu, i te ze wschodu. Jak wygląda wschodni porządek, dostrzegł już na początku lat 30, gdy przebywał w Rosji. Pozostał komunistą. To, co tam zobaczył, doprowadziło go jednak do refleksji, jakie nie stały się udziałem ogromnej większości jego towarzyszy. Napisał, że kolektywizacja była „pierworodnym grzechem leżącym u podstaw wszelkiego zła, jakie w tak masowej skali wystąpiło w Związku Radzieckim za czasów Stalina. Nikt nie jest w stanie określić rozmiarów ujemnych następstw, szczególnie natury moralnej, jakie sprowadziło to na społeczeństwo radzieckie i zaciążyło na jego tradycjach”. Nie chciał tego dla Polski. Bo to Polska była dla niego celem i głównym punktem odniesienia. Ojczyzną. Innym celem był komunizm, w który wierzył. Natomiast Związek Radziecki nie był dla niego czymkolwiek, co darzyłby sentymentem. Odwrotnie – nieufność wobec „ojczyzny proletariatu” miał zakodowaną głęboko. Spośród represjonowanych na przełomie lat 40 i 50 przywódców państw komunistycznych tylko Gomułka był zdjęty nie za niewinność, tylko za coś rzeczywistego – za świadomy sprzeciw wobec uczynienia z jego kraju radzieckiego protektoratu, a potem dalszemu zmniejszaniu jego autonomii. To nie są czcze słowa. „Wiesław” już w 1945 roku protestował wobec Stalina przeciw aresztowaniu przez NKWD 16 przywódców Polski Podziemnej. Nie dlatego, żeby był po ich stronie. Jako się rzekło, był autokratą i komunistą, autorem frazy „władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy”. Ale ta jego komunistyczna Polska miała być suwerenna. Jeśli ktoś miał aresztować i sądzić polskich konspiratorów – to warszawski reżim, a nie Moskwa. W 1947 roku otwarcie sprzeciwił się utworzeniu Kominformu – struktury, mającej być narzędziem Kremla dla kontrolowania partii komunistycznych. Jego opór był na tyle silny, że uległe Moskwie Biuro Polityczne musiało formalną uchwałą zobowiązać go do głosowania za radziecką propozycją. W czerwcu następnego roku, gdy jasne już było, że kończy się okres nawet formalnego respektowania narodowych specyfik „krajów demokracji ludowej”, i wszystko ma upodobnić się do radzieckiego wzorca, „Wiesław” zaczął jakby prowokować los. Najpierw w trakcie przygotowań do zjednoczenia PPR i PPS wygłosił referat, w którym stwierdził że to polscy socjaliści mieli rację, walcząc o niepodległość, a polscy komuniści pod tym względem zbłądzili. Potem, gdy Josif Wissarionowicz zarządził rozprawę ze zbyt niezależnym marszałkiem Tito, kiedy dyplomata radziecki zażądał by Polska przyłączyła się do nagonki, Gomułka zareagował otwarcie nieprzychylnie. Zapowiedział, że przedstawi ten list z Kremla na Biurze Politycznym - z negatywną rekomendacją. Ale, jak pogardliwie dodał ku konsternacji nie przywykłego do takiego tonu Rosjanina, Biuro oczywiście przyjmie rosyjską propozycję – „bo oni zgodzą się ze wszystkim, co każecie”. Z obrony Tity nie chciał się wycofać, mimo namów ze strony niemal wszystkich stronników, przerażonych perspektywą politycznej i fizycznej zagłady. Nie było żadnego innego przywódcy komunistycznego, który zachowywałby się w ten sposób. Nie mógł nie zdawać sobie sprawy, czym to musi się skończyć. Conrad, Dickens, Jan Potocki I skończyło się tak, jak musiało, choć w wersji soft – czteroletnim pobytem w areszcie śledczym. Luksusowym, jak na stalinowskie standardy. Przez te cztery lata Gomułka wyjątkowo dużo czytał, wręcz pochłaniał książki. Przy czym, jak wynika z codziennych raportów strażników, prawie nie brał do ręki dzieł Lenina-Stalina. Co natomiast przeczytał? Między innymi „Lorda Jima” Conrada, „Klub Pickwicka” Dickensa, „Popioły” Żeromskiego, szereg dzieł Gogola i Marka Twaina, „Podbój miasteczka Plassans” Emila Zoli, „Wybór poezji” Puszkina, „Ziemie polskie w starożytności” Kazimierza Tymienieckiego, zredagowaną przez Tuwima antologię „Polska nowela fantastyczna” (czyli „Ja gorę” Rzewuskiego i „Historię komandora Torelwy”, czyli fragment „Rękopisu znalezionego w Saragossie” Jana Potockiego), „Dzieciństwo, lata chłopięce, młodość” Tołstoja, Zapolskiej „Utwory dramatyczne”, Honore de Balzaca „Nieznane arcydzieło”, „Marysieńkę Sobieską” Boy’a, „Księgę apokryfów” Karela Čapka, „Niezrównanego pana Tsao-Tsyjue” Lao-Sze. I „Żywoty sławnych mężów” Plutarcha. To nie jest zestaw lektur kogoś ograniczonego. Odwrotnie – ta lista wskazuje na szerokie horyzonty, i spore możliwości intelektualne. Nie pasuje natomiast do stworzonego przez Szpotańskiego wizji Gnoma. Gdy wyszedł, odwiedził go – osobę prywatną - wicepremier PRL i przekazał zaproszenie z Kremla, aby wyjechał na wakacje do ZSRR. „Wiesław” odmówił. Powiedział, że jeśli towarzysz Chruszczow chce się z nim spotkać, to niech przyjedzie do Warszawy, a wtedy on, Gomułka, chętnie z nim porozmawia na wszystkie tematy. Wspomina Jan Olszewski, potem premier, wówczas dziennikarz antystalinowskiego „Po Prostu”, jak wraz z kilkoma kolegami, zaproszeni przez współpracowników Gomułki, odwiedzili „Wiesława”: Przyszliśmy o dziewiątej rano, a gdy wychodziliśmy, robiło się już ciemno. To była fascynująca rozmowa. (…) Gomułka mówił, że Związek Sowiecki musi nam zrekompensować straty, jakie ponieśliśmy w wymianie gospodarczej. Powiedział wprost: „to nie był handel, tylko rabunek”. (…) Na pytanie, co się stanie, jeśli ZSRR nie zechce zrekompensować nam tych strat, odparł: „Wtedy będziemy musieli zwrócić się o pomoc do USA”. I dalej Olszewski: Gdy we wrześniu 1944 r. prawy brzeg Wisły został zajęty przez Armię Czerwoną, moi rodzice nie mieli złudzeń, z czym będziemy mieli do czynienia: z narzuconą agenturą… W końcu lat 40 nie widziałem różnicy między Gomułką a Bierutem. Byli dla mnie tacy sami”. Ale po kontaktach z bliskimi Gomułce oficerami i po rozmowie z nim samym „niektóre rzeczy zaczęły mi się rysować nieco inaczej”. Wcześniej przyjmowaliśmy, że każdy z tamtej strony jest zdrajcą albo zdradę firmuje. Z perspektywy czasu – o Gomułce nigdy bym tego nie powiedział. Jaka głęboka nieufność! Gdy wrócił do władzy, jego podstawowymi troskami było zachowanie suwerenności wobec ZSRR i utrwalenie zachodniej granicy. Te zagadnienia łączyły się, bo Gomułka bał się – nie bezzasadnie – że w ramach jakiegoś szerszego porozumienia Moskwa zgodzi się na oddanie Niemcom Ziem Odzyskanych. Już tuż po zakończeniu wojny żądał, by Moskwa formalnie zagwarantowała Odrę i Nysę, a skoro nie chciała uczynić tego jawnie – to chociaż w tajnym protokole. Po obaleniu Gomułki towarzysze rozliczali go i z tego. Jakub Berman wołał: „Tajny protokół? PPR chce związać tajnym protokołem, niejawnym protokołem ZSRR i Stalina, żeby go potem „trzymać za rękę”? Jaki nonsens. Jaka głęboka nieufność!”. Aleksander Zawadzki zdumiewał się: „Jak można wierzyć w papierek, a nie wierzyć w słowo Stalina!? W całym postępowaniu „Wiesława” w stosunku do Związku Radzieckiego była ta narodowa zaściankowość i ciągłe obawy o suwerenność Polski”… Tylko że coś na rzeczy było. Na początku ponownych rządów Gomułki, w 1957 r. odwiedził go radziecki ambasador. W skierowanym do Moskwy raporcie z tej rozmowy, odnalezionym w poradzieckich archiwach przez historyka z IPN dr Władysława Bułhaka rosyjski dyplomata odnotował, iż nowy szef PZPR powiedział: Okazuje się, że Bierut wniósł na Biurze Politycznym propozycję, żeby oddać Niemcom Ziemie Zachodnie. Właśnie żeśmy to odkryli. Brzmi to sensacyjnie; żaden z historyków nie odkrył dotąd śladu takiej inicjatywy Bieruta. Ale… gdy po śmierci Stalina przez kilka miesięcy ogromne wpływy miał w ZSRR Beria, nie krył się z planami oddania NRD w zamian za neutralizację Niemiec i pomoc gospodarczą. Być może jego pomysły szły dalej, w stronę rozszerzenia zjednoczonych Niemiec o utracone wschodnie tereny, być może (Beria był wtedy bardzo pewny siebie) zdążył zapuścić sondę skierowaną do Bieruta, a ten opowiedział o tym towarzyszom z kierownictwa? Rzecz jasna nie w formie propozycji oddania Odry i Nysy, ale nieformalnego zasygnalizowania, że jest taka ewentualność…? Utrzymaniu Ziem Zachodnich podporządkowywał wszystko. Jako jedyny lider państwa komunistycznego sprzeciwiał się wyrokowi śmierci dla obalonego przez radziecką interwencję węgierskiego premiera Imre Nagy’a i przez dłuższy czas niemal bojkotował wprowadzonego przez Rosjan do Budapesztu Janosa Kadara. Na wiadomość o powieszeniu Nagy’a zareagował jednym ze swych słynnych ataków furii (uważał, że Chruszczow zapewnił go, iż wyrok nie będzie wykonany), ale nagle uspokoił się i powiedział: No tak, towarzysze, ale Nagy już nie żyje, a Polska musi trwać. Gdy w 1964 r. w ZSRR obalono Chruszczowa (który zresztą czuł wobec Gomułki respekt, faworyzował go i podziwiał, jako tego który nie bał się Stalina, ale zarazem momentami czynił wrażenie, że flirtuje z podobnymi co Beria koncepcjami), przywódcy radzieccy i polscy spotkali się w Białowieży. Gomułka (według podpisanej przez Breżniewa notatki, również odnalezionej przez Bułhaka) mówił wtedy, iż sam Chruszczow parokrotnie „podnosił tezę o konieczności nowego Rapallo”. To musiało wzbudzać obawy „Wiesława”, bo zawarty w 1922 r. układ w Rapallo stał się podstawą antypolskiej współpracy Moskwy i Berlina. Na tymże spotkaniu lider PZPR krytykował też b. genseka za to, że „występował w imieniu wszystkich krajów socjalistycznych, nie przeprowadzając wcześniej (z nimi – PS) konsultacji w sprawach polityki zagranicznej (…) nie poradziwszy się nas”. Wymienił tu o zainstalowaniu rakiet atomowych na Kubie. Takie sprawy zdaniem „Wiesława” powinny być omawiane i decydowane przez wszystkie kraje socjalistyczne – z istotnym głosem Polski. Bo według Gomułki międzynarodowy ruch komunistyczny nie miał być dodatkiem do ZSRR. To się nie mogło podobać w Moskwie, również po obaleniu Chruszczowa Tym bardziej że „Wiesław” zdecydowanie bronił suwerenności, i bronił Polski przed bezpośrednimi ingerencjami. „Gdy kierownictwo radzieckie usiłowało kogoś (spośród działaczy PZPR) zbyt wyraźnie forsować i Gomułka się zorientował, przesądzało to o jego negatywnej decyzji”, zanotował po latach Andrzej Werblan, dygnitarz za rządów i „Wiesława”, i Gierka. Gdy ku uldze Kremla odszedł, zmieniło się to. Skala współpracy Polski z Moskwą w dziedzinie gospodarki, wojska, służb specjalnych itd. za czasów Gierka była znacznie większa niż za Gomułki — napisał historyk, prof. Antoni Dudek. W czasie pierwszej po przewrocie z grudnia ‘70 wizyty w Moskwie, gdy Gierek z Jaroszewiczem zapewniali „radzieckich”, że porzucą gomułkowskie błędy i będą już teraz jednoznacznie, zwłaszcza w gospodarce, orientować się na Moskwę, Breżniew, chwaląc ich, powiedział: „Szczerze mówiąc, w ostatnim czasie odnosiliśmy wrażenie, że towarzysz Gomułka użera się z nami o każdą kopiejkę, jak kramarz…”. Czy to radziecka intryga legła u podstaw pozbawienia go władzy? Tak jednoznaczne stwierdzenie byłoby ponad miarę obecnie znanych dokumentów i świadectw, choć Kostikow, wieloletni szef „polskiego sektora” KPZR wspomina, że co najmniej od 1968 r. w kręgach decyzyjnych Moskwy panowało przekonanie, że niedługo w Warszawie rządzić będzie Gierek. Gierek, który jeszcze kilka miesięcy przed Grudniem w rozmowie z Mieczysławem Rakowskim krytykował „Wiesława” za podpisanie układu granicznego z RFN bez uzgodnienia z Rosją, i konkludował „od dłuższego czasu podejmujemy kroki, które budzą w Moskwie niechęć. Wykazujemy bardzo słabe zainteresowanie rynkiem radzieckim. Towarzysze radzieccy widzą, że nam zależy tylko na Zachodzie”… Niezależnie jednak od „radzieckich” i ich domniemanego wsparcia (czy może wręcz inspiracji) dla wewnątrz PZPR-owskiego puczu, Gomułka własnymi ciężkimi błędami (chodzi zwłaszcza o reakcję na rewoltę Wybrzeża) sam zapracował na swoją klęskę. Ale z całą świadomością można powiedzieć jedno: „Wiesław” był niekompatybilny z systemem radzieckim. Nie z ideologią komunistyczną, ale z systemem radzieckim. Co więcej, był taki przez cały czas, od ’45 do ’70 roku. I z całą pewnością była to jedna z przyczyn, dla których utracił władzę. Być może była to przyczyna najważniejsza. —————————————————————————————————- Zachęcamy do kupna miesięcznika „wSieci Historii” w wersji elektronicznej! E - wydanie miesięcznika - to wygodna forma czytania bez wychodzenia z domu, na monitorze własnego komputera. Dostępne są zarówno wydania aktualne jak i archiwalne. Wejdź na: i wybierz jedną z trzech wygodnych opcji zakupu. Publikacja dostępna na stronie: 10 rzeczy o Hitlerze, których nie mówili w szkole! Kochał Żydówkę, był ministrantem, uwielbiał czekoladę
{"type":"film","id":724694,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/Wo%C5%82y%C5%84-2016-724694/tv","text":"W TV"}]} powrót do forum filmu Wołyń 2015-02-22 13:34:12 Ponieważ podobnie jak Rosjanie mają na punkcie Polaków kompleks. W ich oczach Polak to pan Ukrainiec to biedny uciskany chłop. Natomiast prawda miała się (Ukraińcy) uciekali przed władzą królewską na dalekie stepy Dzikich Pół. Uważali, że należy im się wolność ponad wszystko a w głowie im były przede wszystkim napady i grabieże. W tym miejscu pragnę przypomnieć, że Rzeczpospolita Obojga Narodów była najbardziej liberalnym, tolerancyjnym i łagodnym państwem na świecie a elekcyjni królowie nie mieli zbyt dużo do powiedzenia bo elita narodu - szlachta pilnowała swoich praw. W takich krajach jak Rosja, Francja czy Brandenburgia chłopi nie mieli ani trochę lepiej a pewnie nawet i ciężej. Takie są z nienawiścią i zazdrością patrzyli na szlacheckie swobody oraz bogactwa. Tę sytuację wykorzystał narodowy bohater Ukraińców - bandzior, zdrajca i rogacz (porwano mu babę) Bohdan Chmielnicki. Wyjaśnił swoim ukraińskim kolegom, że nadszedł czas rżnąć szablami polskich panów na co tamci ochoczo przystali,Podczas ukraińskiego buntu dochodziło do takich bestialskich okrucieństw, że daruję sobie ich opisywanie. Fakt, że Polacy z czymś takim się wcześniej nie spotkali. Mało tego. W ramach swej deklarowanej miłości do Rzeczpospolitej nasz drogi Bohdan sprowadził do Naszej ojczyzny Mongołów dla których mordy i grabieże były chlebem powszednim. Ukoronowaniem buntu była zdrada Rzeczpospolitej przez Ukraińców - Ugoda w Perejesławiu. Ukraińcy oddali się pod opiekę rosyjskiego Kozacy przybyli tłumnie do Perejesławia na zawarcie ugody nagle proszę szanownego Państwa ogarnęła ich zgroza i zdumienie, ponieważ Rosjanie kazali bezwzględnie podporządkować się carowi. Nagle poczuli czym pachnie rosyjski bat kochanego batiuszki. Kozacy, bowiem przesiąknęli złotą wolnością Rzeczpospolitej, którą tak chętnie mordowali a która im dawała tyle swobody. Nie w smak im było bezwzględne zginanie karku przed carem. Część Kozaków zaczęła się buntować ale na to już było za późno i zmuszono ich siłą do poddaństwa a dzielny Bohdan dostał swoje 30 srebrników. Tak więc Ukraińcy się odwdzięczyli czasie powstań polskich car chętnie używał Kozaków aby Ci mordowali niepokornych po latach nadeszły wołyńskie mordy gdzie Polaków zarzynano dla dla mnie jest to, że odległym skutkiem Pejeresławia jest dzisiejsza wojna między Ukrainą a Rosją. Chcieli wolności to mają. Ani kacap ani ukrainiec nie jest dla mnie bratem. kozas15 To komunisci po 1945 zrzekli sie odszkodowan i reparacji wojennych od Niemiec, za to morze: krwi, mordow, zniszczen i wdepatan w ziemie. Warszawa zostala doszczetnie zniszczona, wdeptana w ziemie. Rosjanie nie byli lepsi. Do konca swiata by sie jedni i drudzy za swoje podlosci nie wyplacili. Zauwazyc nalezy, ze komunistyczni agenci Stalina w Warszawie w 1944 z AL podpuszczali mlodziez patriotyczna nawolujac, ze AK nie chce walczyc, boi sie. Czerwone judasze dobrze wiedzialy, ze Stalin nie kiwnie ta wspaniala mlodziez, ktora ginela w Powstaniu Warszawskim 1944 za Polske, wychowana w II RP, po 125 latach zaborow: mordowania, wywozenia, zameczania, wynaradawiania, tak bardzo patriotycznie wychowana! No przeciez w 1945 by ich Rosjanie z NKWD i ich polscy pomagierzy wolskiego oraz beumanna z UB i Informacji Wojskowej, by ich wymordowali i zameczyli po wojnie, co do jednego, z zimna krwia! Ci Polacy lezeliby na Laczce w bezimiennych grobach z przestrzelonymi glowami i byliby nazywani bandytami i wichrzycielami przez swoich oprawcow i propagande PRL, III RP i Putlera, w III RP w ktorej czerwoni oprawcy, komuna i ich kapusie zyja, jak paczki w masle. Dzis by ubectwo i postkomuchy domgaly sie zniszczenia i spalenia wszelkich dokumentow, zniszczenia IPN, braliby wielotysieczne ubeckie emerytury i by pisali na forum, ze tak bylo trzeba, zadnych winnych by nie bylo, a baumann by byl witany z honorami! Nie wyrazaliby odrobiny skruchy. A czerwoni oprawcy, wolski byliby chowani z honorami. I stalyby pomniki tych oprawcow z NKWD w naszym kraju. A tej wspanialej mlodziezy i tak by nie bylo, zostalaby wymordowana przez czerwonych siepaczy z Moskwy i polskich slugusow Moskwy. I nazywani byliby bandytami, zolnierzami przekletymi, wichrzycielami przez swoich oprawcow i dzisiejszych postkomuchow oraz ich media. Trzeba też przypomnieć, że część bohaterów też niestety sprzedala się swoim czerwonym oprawcom po 1945 roku zdradzając swoje ideały i kolegów. Z różnych względów, ale poszli na współpracę z czerwonymi."- Siedziałem w tym więzieniu rok – napisał do zebranych Henryk Kończykowski pseud.”Halicz”. - Specyfika Mokotowa, bo tak to więzienie się określało potocznie, była taka, że siedziała w nim zawsze elita II Rzeczpospolitej; tu przetrzymywano dowództwo, generałów i działaczy podziemia o najwyższym morale, tu wymordowano wszystkich walczących w Powstaniu Warszawskim, którzy przeżyli wojnę - przypomniał legendarny żołnierz batalionu „Zośka”. – Mimo tego wszystkiego co ich spotkało ze strony sługusów Hitler, zdrajców i różnego rodzaju bandytów to oni potrafili zachować poczucie wspólnoty i godność – Po wojnie stalinowscy zbrodniarze wymordowali całą elitę wojskową II Rzeczpospolitej. Ci bandyci, chcieli nas uczyć, jak mamy traktować swoją bohaterską historię - przypomniał historyk Jacek Pawłowicz z IPN-u. - Polska upomniała się jednak o swoich bohaterów i nie będzie nigdy słuchała tego, co mówi Moskwa, tym bardziej, że zawsze o Polakach wypowiada się kłamliwie i podle - zaznaczył."I warto podkreslic! II RP powstala w ciezkich walkach z czerwonym najezdzca i zaborca, miala zaledwie 19 lat na zbudowanie potencjalu z przeogromu zgliszczy porozbiorowych!!! Zaborcy z odzyskanych przez Polske terenow wywiezli praktycznie wszystkie zaklady przemyslowe, zostawili ogolocona ziemie. To bylo tylko 19 lat. Tak malutko. I nie brakowalo w niej prozbiorowych zielonych ludzikow tamtych czasow na garnuszku Stalina siejacych ferment. II RP otoczona przez dwoch agresorow pracych do wojny, nieprzestrzegajacych traktatow, nie majacych zadnych wartosci i zasad! Zdradziecko, podstepnie i haniebnie zaatakowana z dwoch stron! Dzis widzimy to na Ukrainie! Pamietacie o tym, czerwone klamczuchy plujace tutaj na II RP."Przy podejmowaniu decyzji o rozpoczęciu walki w stolicy nie bez znaczenia były także działania propagandy sowieckiej. Pod koniec lipca na ulicach Warszawy zaczęły pojawiać się bowiem odezwy informujące o ucieczce KG AK i o przejęciu dowództwa nad siłami zbrojnymi podziemia przez dowództwo Armii Ludowej. Z kolei oddana przez Sowietów Związkowi Patriotów Polskich radiostacja Kościuszko wzywała warszawiaków do natychmiastowego podjęcia walki. W tej sytuacji KG AK obawiała się, że komunistyczna dywersja może doprowadzić do niekontrolowanych i spontanicznych wystąpień zbrojnych przeciwko Niemcom, na czele których będą stawać komuniści. Za rozpoczęciem walk w stolicy przemawiała również ewakuacja Niemców, która w drugiej połowie lipca 1944 r. objęła niemiecką ludność cywilną i wojskową, oraz widoczne przejawy zaniku morale niemieckiej administracji i wojska, wywołane sytuacją panującą na froncie, a także zamachem na Hitlera 20 lipca 1944 również poważne obawy co do konsekwencji bojkotu zarządzenia gubernatora Ludwiga Fischera, wzywającego mężczyzn z Warszawy w wieku 17-65 lat, do zgłoszenia się 28 lipca 1944 r. w wyznaczonych punktach stolicy, w celu budowy umocnień. Istniało niebezpieczeństwo, że zarządzenia niemieckie, mogą doprowadzić do rozbicia struktur wojskowych podziemia i uniemożliwić rozpoczęcie powstania. Dodać należy, iż w ostatnich dniach lipca Niemcy wznowili gwałty i represje wobec ludności oraz rozstrzeliwanie więźniów."wpolityce kozas15 Wojna domowa?.. To co działo się w Polsce po 1944 r., było wojną domową wg czerwonych kłamczuchów. To oczywista nieprawda. Z wojną domową mamy bowiem do czynienia, gdy ścierają się ze sobą dwie siły cieszące się sporym poparciem społecznym. Tymczasem walka Żołnierzy Wyklętych z komunistami była walką Polaków z sowieckim okupantem wspieranym przez rodzimych zdrajców. Bez bagnetów Armii Czerwonej komuniści nie utrzymaliby się w Polsce nawet tygodnia. Zostaliby zmieceni przez polski naród. I nie kłamcie, ze Zolnierze Wykleci mordowali! Oni zajmowali się tymi niewiniątkami -zdrajcami, które donosiły na prawych rodaków, którzy potem przez te donosy tez trafiali na krwawe łaznie w ręce oprawców z UB lub NKWD, gdzie ich masakrowano! Zajmowali się tez tymi oprawcami z UB i NKWD bezpośrednio. Gdybyście nie wiedzieli!WIKI:..,,w 1944 roku, po przejsciu frontu, władze radzieckie rzuciły do likwidacji oddziałów polskich siły równe 3 armiom (!!!): na obszar Litewskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej skierowano 4 Dywizję Strzelecką Wojsk Wewnętrznych NKWD oraz 17 wydzielonych pułków. Na obszar Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej 3 dywizje (6, 7, 10) oraz 4 wydzielone pułki. Do pacyfikacji Polski Lubelskiej użyte zostały: 62, 63 i 64 Zbiorcza Dywizja Wojsk Wewnętrznych NKWD. Początkowo Związek Radziecki ponosił główny ciężar walk z opozycją wobec reżimu komunistycznego w Władysław Gomułka przyznał w maju 1945 roku, że: ,,nie jesteśmy w stanie walki z reakcją przeprowadzać bez Armii Czerwonej''. Liczba regularnych jednostek Armii Czerwonej stacjonujących w Polsce w latach 1944-1947 wahała się między 200 tysięcy a 3 mln żołnierzy (!!!). Stalin wysłał tu 3 dywizje NKWD, w tym 34-tysięczną 64 Zbiorczą Dywizję Wojsk Wewnętrznych NKWD. Sama 64 dywizja aresztowała 60 tysięcy osób. Kilka innych dywizji NKWD operowało na Kresach Wschodnich, zwalczając antykomunistów po obu stronach nowej granicy polsko-radzieckiej i przekraczając ją według swojego uznania. Oddziały NKWD odwołano z czynnej służby w Polsce dopiero w 1947 roku. Do aparatu bezpieczeństwa i wojska Polski Ludowej przysłano tzw. doradców radzieckich. Pewna liczba obywateli radzieckich skierowana została do służby w organach Polski jako tzw. popi (pełniący obowiązki Polaków). W marcu 1945 roku ''popi'' stanowili prawie 53% wszystkich oficerów w siłach zbrojnych Polski Ludowej. W latach 1945-1947 przeniesiono do Ludowego Wojska Polskiego 16 460 oficerów radzieckich. W grudniu 1945 roku 54 na 63 polskich generałów (86%) i 228 z 309 pułkowników (74%) stanowili oficerowie Armii Czerwonej. W sumie oficerowie radzieccy stanowili ok. 40% polskiego korpusu MŁ 23 lipca 1944 PKWN wydał dekret o podporządkowaniu spraw dotyczących Armii Krajowej i innych polskich organizacji kompetencji sądów wojskowych ZSRR. NKWD natychmiast wzmogła swoją działalność, a do pracy ruszył kontrwywiad Armii Czerwonej Smiersz. Organa bezpieczeństwa rozpoczęły akcję aresztowań na szeroką skalę. Objęły one żołnierzy Armii Krajowej, Batalionów Chłopskich i innych organizacji. Ustawodawstwo nadzwyczajne uchwalone przez PKWN dawało funkcjonariuszom aparatu bezpieczeństwa możliwości aresztowania pod wieloma zarzutami. Aresztowanych stawiano przed sądami wojskowymi, które często orzekały karę śmierci. Pierwotnie wyroki wykonywali funkcjonariusze Smiersz. Z biegiem czasu zastępowali ich Polacy z aparatu bezpieczeństwa i lipca 1944 r. Państwowy Komitet Obrony ZSRR przyjął postanowienie o utworzeniu na terytorium Polski (na zachód od linii Curzona) radzieckich komendantur wojskowych. Do ich kompetencji należało ustanowienie i ochrona porządku na tyłach Armii Czerwonej. 31 lipca 1944 r. Kwatera Główna Naczelnego Dowództwa ZSRR wydała dyrektywę określającą zasady mobilizacji na zajmowanych przez Armię Czerwoną ziemiach polskich, przewidującą aresztowanie ujawniających się wobec władz sowieckich oddziałów Armii Krajowej i innych formacji nie podporządkowanych PKWN. W dyrektywie stwierdzano, że jedyną legalną władzą na terytorium Polski jest PKWN i jego organy terenowe, natomiast osoby występujące w imieniu Rządu RP na uchodźstwie miały być traktowane jako niemiecka sierpnia 1944 r. Stalin wydał dowódcom frontów Armii Czerwonej rozkaz nr 220169 dotyczący Armii Krajowej: Z uwagi na to, że wroga agentura usiłuje przenikać do rejonów działań bojowych Armii Czerwonej i osiąść na terytorium wyzwolonym Polski pod postacią oddziałów Armii Krajowej, Kwatera Główna rozkazała (…) natychmiast rozbrajać oddziały zbrojne wchodzące w skład Armii Krajowej lub innych podobnych organizacji niewątpliwie mających w swoim składzie agentów niemieckich. Oficerów tych oddziałów internować, a szeregowych i podoficerów kierować do samodzielnego batalionu zapasowego 1 armii polskiej generała powołał też Urząd Bezpieczeństwa Publicznego, który ściśle współpracował z radzieckimi organami bezpieczeństwa w tropieniu ukrywających się działaczy politycznych i żołnierzy podziemia. Autorem jest: MŁ niezalezna kozas15 Od początku swej władzy komuniści dążyli do całkowitego zdyskredytowania tradycji przedwojennego Wojska Polskiego oraz Armii Krajowej. W deklaracji programowej „O co walczymy” z listopada 1943 roku Polska Partia Robotnicza zapowiadała bezwzględną walkę z Polskim Państwem Podziemnych i Armią Krajową, która „według sanacji – napisano – ma być tą siłą, która złamie wszystkie próby ujęcia władzy przez masy ludowe. Polityczną strawą codzienną, którą dzisiaj karmi się Armię Krajową, jest rzekome niebezpieczeństwo komunizmu, zagrażające Polsce, i walka z komunizmem staje się zadaniem naczelnym, narzuconym Armii Krajowej przez jej sanacyjne dowództwo”. I dodawano: „Zapoczątkowana przez najczarniejszą reakcję plugawa wojna domowa, w której biorą udział i sanacyjne oddziały Armii Krajowej, znajduje swoje źródła ideologiczne w hitleryzmie”. Tak więc już w 1943 roku ustalono obowiązującą przez niemal cały okres PRL, a szczególnie w latach 1944-1956, wersję historii, zgodnie z którą AK była częścią nazistowskiego planu wymordowania mas ludowych w Polsce. Taki wizerunek AK, rzekomo współpracującej z hitlerowskimi Niemcami, stał się obowiązujący w całej komunistycznej propagandzie. W tym samym czasie w „Wytycznych ideowych polskiej jednostki wojskowej” I Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki, odwołując się do tradycji powstań narodowych, całkowicie pomijano wspaniałe karty polskiej historii wojennej pierwszej połowy XX wieku. W Manifeście lipcowym jednoznacznie zadeklarowano, iż „demokratyczne swobody nie mogą jednak służyć wrogom demokracji”, a „organizacje faszystowskie, jako narodowe, tępione będą z całą surowością prawa”. Po przejęciu władzy na terenach na wschód od Wisły, we wrześniu 1944 roku komuniści utworzyli Główny Zarząd Polityczno-Wychowawczy Wojska Polskiego, a na mocy rezolucji Biura Politycznego KC PPR z 31 października 1944 roku powołano Wydział Wojskowy KC, który zajmować się miał działalnością polityczną i informacyjną w wojsku. Równocześnie członek BP KC PPR Aleksander Zawadzki, cieszący się zaufaniem sowieckich towarzyszy, został zastępcą Naczelnego Dowódcy WP do spraw polityczno-wychowawczych. Wraz z utworzeniem Głównego Zarządu Polityczno-Wychowawczego rozpoczęto szeroko zakrojone działania nad stworzeniem korpusu oficerów polityczno-wychowawczych we wszystkich jednostkach WP. Uruchomiono Centralną Szkołę Oficerów Polityczno-Wychowawczych w Lublinie (w 1945 rok przeniesioną do Łodzi). Korpus politruków miał zapewnić jedność moralno-polityczną wojsku oraz nadać mu „klasowy charakter”. W pogadankach dla żołnierzy oraz wydawnictwach, rozpowszechnianych w wielotysięcznym nakładzie, utrwalano wizerunek AK jako organizacji antypaństwowej, realizującej wspólnie z Niemcami plan zniszczenia ludowego wojska polskiego. Wśród haseł przeznaczonych do rozpowszechniania wśród żołnierzy, znajdowały się też takie: „Pod sąd morderców z AK i NSZ – pomocników Hitlera”. W tym samym czasie na łamach „Zwyciężymy”, organu prasowego 1 Armii WP, zwracano się do żołnierzy AK z zapewnieniem, że „Wojsko Polskie przyjmie jak brata każdego żołnierza AK, nie oglądając się na jego poglądy, nie pytając się o przynależność organizacyjną”. Niewątpliwie liczono, iż część żołnierzy AK wcielonych do wojska z czasem ulegnie komunistycznej indoktrynacji. Na przełomie 1944/1945 w ludowym Wojsku Polskim znalazło się, przymusowo wcielonych lub dobrowolnych ochotników, ponad 6 tysięcy b. żołnierzy AK. Zamiar włączenia do wojska od 20 do 30 tysięcy żołnierzy AK nie powiódł się. Zamiast tego około 20 tysięcy żołnierzy AK zostało wywiezionych przez Sowietów do Związku Sowieckiego, a wielu poległo w walkach z oddziałami NKWD. Wkrótce jednak władze PPR uznały, iż „Akowcy, na których w niedawnej przeszłości – dowodził Gomułka – byliśmy zdecydowani oprzeć częściowo WP, okazali się w przeważającej masie elementem wrogim, który bezwzględnie trzeba usunąć. Niebezpieczeństwo jest tym większe, że porozumienie z Mikołajczykiem może nastąpić, co bezsprzecznie stworzy dodatkowe plusy dla AK. Jeżeli nie zabezpieczymy się przed tym, to może zaistnieć sytuacja, iż wojsko przez nas budowane stanie się narzędziem w rękach reakcji.” Jego zdanie popierał Bierut, uznając: Trzeba spojrzeć śmiało rzeczywistości w oczy. Akowcy siedzą w najważniejszych ogniwach wojskowych. Trzeba ich stamtąd usunąć i zastąpić elementem pewnym. Na AK wojska nie zbudujemy”. W dalszej części wywodu Gomułka podkreślał, iż „demokratycznej Polski nie możemy budować przy pomocy starego aparatu władzy, stary aparat musimy zniszczyć, budując na jego miejsce nowy, demokratyczny (…). Wojsko jest podstawową siłą aparatu państwowego. Musimy mieć to wojsko w ręku, inaczej ujmie je się ktoś inny i obróci przeciwko nam (…). Sprawa wojska jest dla nas przede wszystkim zagadnieniem politycznym i dlatego Partia musi nie tylko ingerować w sprawy wojskowe, ale kierować wojskiem”. Podporządkowaniu armii komunistycznym dysponentom służyły określone normami prawnymi represje dyscyplinarne i karne. Prace nad Kodeksem Karny dla WP podjęto już wiosną 1944 roku, a pracom przewodniczył Aleksander Zawadzki. Wykładnię polityczną kodeksu opracowała specjalna komisja powołana przez Związek Patriotów Polskich, w skład której weszli między innymi: Stefan Jędrychowski, Mieczysław Mietkowski, Hilary Minc i Marian Naszkowski. Ostatecznie Kodeks Kary Wojska Polskiego wszedł w życie dekretem PKWN z 23 września 1944 roku. Przewidziane przez niego kary były niezwykle surowe – wystarczy tylko wspomnieć, iż na 19 artykułów rozdziału XVII, dotyczącego zbrodni stanu, aż w 10 przewidywano możliwość zastosowania kary śmierci. Artykuł pierwszy tego rozdziału (art. 85 całego kodeksu) stanowił, iż „kto usiłuje pozbawić Państwo Polskie niepodległego bytu lub oderwać część jego obszaru, podlega karze więzienia od lat 10 do 15 albo karze śmierci”. W komentarzu do tego artykułu, podkreślono, iż „do przyjęcia znamion przestępstwa z art. 85 KKWP wystarczy ustalenie choćby jednej czynności, skierowanej bezpośrednio ku urzeczywistnieniu zamiaru, albo samej przynależności do związku mającego na celu pozbawienie Państwa Polskiego niepodległego bytu względnie oderwania części jego obszaru”. W praktyce sądowej lat 40. szczególnie ponurą sławę zyskał artykuł 86 KKWP, którego paragraf pierwszy przewidywał „za usiłowanie usunięcia przemocą ustanowionych organów władzy Narodu” lub próby zagarnięcia władzy wymierzenie kary więzienia nie krótszej od lat 6 albo kary śmierci. Taki sam wymiar kary określał paragraf drugi za „usiłowanie zmiany przemocą ustroju państwa polskiego”. Przez „konstytucyjnie ustanowionych organów Narodu” rozumiano Krajową Radę Narodową, Sejm, prezydenta, rząd oraz sądy, a przez pojęcie „usiłowania zmiany” lub „usunięcia przemocą” – udział w napadach terrorystycznych, akacjach dywersyjnych, a nawet demonstracjach ulicznych. W artykule 89 KKWP wprowadzono zagrożenia karą więzienia od lat 10 do 15 albo karą śmierci za „porozumiewanie się z osobą działającą w interesie obcego państwa lub obcej organizacji”, a także gromadzenie „środków do walki orężnej”. Ten sam wymiar kary przewidywano w następnym artykule za „dopuszczenie się zbierania lub przekazywania wiadomości stanowiących tajemnicę państwową lub wojskową”. W komentarzu wskazano, iż „dla karalności jest obojętne czy państwo poniosło szkodę lub mogło ponieść, wystarczy, by cel taki przyświecał sprawcy. Punkt ciężkości leży zatem nie w samym działaniu sprawcy, lecz w charakteryzującym jego działanie zamiarze szkodzenia państwu”. Kodeks Karny WP, pomyślany jako tymczasowy, przetrwał z nieznacznymi zmianami do kwietnia 1969 roku. Żołnierze AK podlegali nie tylko kodeksowi wojskowemu, ale także innym, niezwykle represyjnym ustawom, jak dekret o ochronie państwa, przewidujący kary śmierci za próbę obalenia demokratycznego ustroju Państwa Polskiego, a także utrudnianie wprowadzenia w życie reformy rolnej, a także dekret o przestępstwach szczególnie niebezpiecznych w okresie odbudowy państwa, czyli tzw. mały kodeks karny. Niezwykle surowe prawo wymierzone było we wroga wewnętrznego i nie miało nic wspólnego z deklarowaną budową państwa demokratycznego. Pozwalało natomiast na stosowanie terroru i usprawiedliwianie go wyższymi racjami tekstu jest bloger: Godziemba szwesta Przecież Adam Michnik ostatnio skrytykował uchwałę wołyńską. To że ją skrytykował jeszcze można zrozumieć ale już sama argumentacja powalała. Otóż zdaniem A Michnika uchwała godzi uwaga w ''Najświętsze uczucia ukraińskiego patrioty-nacjonalisty'' Adam Michnik użył dokładnie tych słów. Widać zdaniem środowisk GW wcale nie każdy nacjonalizm jest zły, zły jest tylko ten wstrętny nacjonalizm polski. Artykuł z wiekopomnymi słowami Michnika do niedawna był dostępny i internetowym wydaniu GW a chyba jest dostępny do dziś (Niestety filmweb nie przepuszcza linków do GW ) bo bym go zlinkował. Z takim artykułami guru polskich postępowców warto się bowiem zapoznać. Lisowczyk Ja zacytuję Sienkiewicza. "Nienawiść wrosła w serca i zatruła krew pobratymczą." telecaster1951 Od kiedy tylko Ukraińcy byli ''pobratymcami'' Polaków bo sobie nie przypominam takiej sytuacji ? No chyba że chodzi o dawne ruskie elity które dobrowolnie uległy polonizacji, ale nie wiem czy Ukraińcy tak chętnie się do nich przyznają. Raedwald Nie znasz takiej sytuacji, bo nie znasz historii, Ukraińcy walczyli razem z Polakami w wojnie Polsko-Bolszewickiej. Najbardziej w tym wszystkim śmieszy mnie to plucie na nich w internecie, których tak naprawdę Ukraińców jest u nas coraz więcej, a nigdy nie zauważyłem nienawiści do nich w życiu realnym. dodatkowo na Ukrainie też byłem w życiu kilka razy i do mnie również nikt nie odnosił się tam z jakąkolwiek wrogością czy nawet niechęcią. Nie można żyć tylko i wyłącznie historią i sądzić całych narodów jedną miarą, bo idąc tym tokiem rozumowania to powinniśmy nienawidzić połowy Europy, Niemców i Rosjan za Drugą Wojnę, Europy zachodniej za zostawienie nas na pastwę sowietów po jej zakończenie i najlepiej jeszcze Szwedów za Potop. Poza tym w UPA o którym wspominasz było maksymalnie do 35 tysięcy ludzi, a Ukraińców było ogólnie wtedy pewnie około 40 mln, a ty piszesz jakby Ukrainiec = członek koniec zacytuję reżysera tego filmu, który powiedział, że nakręcił go żeby o tych wydarzeniach nie zapomnieć, a nie żeby się mścić, o czym widać większość tego forum nie wie. tomskc Pisząc w ten sposób o Petlurze, dajesz tylko dowód własnej ignorancji historycznej. Jest faktem że Ukraińcy (Ukraińcy Petlury żeby nie było niedomówień ) walczyli w roku 1920 razem z Polakami, przeciw bolszewikom. Nie wynika to jednak z żadnych sympatii Ukraińców wobec Polaków. Po pierwsze sytuacja ziem zamieszkiwanych przez Ukraińców po pierwszej wojnie była bardzo skomplikowana. Formalnie były dwa ukraińskie rządy (Co prawda potem teoretycznie się zjednoczyły ale wciąż faktycznie istniała odrębność Galicji Wschodniej od Wielkiej Ukrainy ) czyli istniało ZURL (Zachodnioukraińska Republika Ludowa ) oraz URL (Czyli Ukraińska Republika Ludowa ) . Galicyjskie państwo Ukraińców było nieprzejednanie antypolskie i nie chciało dać Polakom żadnych ustępstw. Dlaczego to takie ważne, otóż Galicjanie stanowili mniejszość Ukraińców ale było to jedyne jako tako sensownie funkcjonujące państwo ukraińskie. Najbardziej zdolni do stworzenia państwa Ukraińcy byli naszymi śmiertelnymi wrogami. Cóż bowiem działo się na Wielkiej Ukrainie : Otóż tam rządy zmieniały się sześć razy w ciągu dwóch lat, tam zapanowała, dzicz, chaos i anarchia. Petlura to gruncie rzeczy jeden z wielu lokalnych warlordów (Był np inny warlord Nestor Machno który kontrolował nawet większy obszar niż Petlura i Machno głosił oficjalnie ideologię anarchizmu. Takie na Wielkiej Ukrainie były porządki ) Wobec tego Petlura został sprowadzony do roli zwykłego klienta Polaków i mógłby się sprzymierzyć nawet z diabłem . Najbardziej tragikomiczne było to że Petlura ''Ustąpił''Galicję Wschodnią Polakom skoro URL faktycznie nigdy tego terenu nie kontrolowało i Petlura miał jakieś tak średnie prawa do decydowania o losach Zachodnich Ukraińców. Nie żeby Ukraińcy Wschodni (Czyli ci z byłego rosyjskiego zaboru ) jakoś Polaków kochali. Przypominam że jeszcze w roku 1918 jeden z poprzednich rządów URL (W URL, władza zmieniała się jak w kalejdoskopie ) próbował wydrzeć Polsce Chełmszczyznę razem z Niemcami. Co do UPA, jest faktem że jest to (A przynajmniej kiedyś był bo teraz przenika to do całej Ukrainy ) problem lokalny i Ukraińcy którzy byli sowieckimi obywatelami przed 1939 rokiem mieli mały udział w zbrodniach banderowców. Natomiast na terenach Zachodniego Wołynia czy Galicji Wschodniej zbrodnie (Lub pomocnictwo w zbrodniach ) dotyczyło zdecydowanej większości Ukraińców. Zbrodnie UPA bowiem były popełniane w stylu średniowiecznym czyli publicznie i z walną pomocą całej ludności. Np Katyń był dziełem wyspecjalizowanej formacji (Cała Moskwa w Katyniu nie mordowała ) To nie usprawiedliwia Niemców i Sowietów ale pokazuje znaczne różnice jakie muszą zachodzić w recepcji zbrodni. Ukraińcy Zachodni po prostu nie mogą tłumaczyć że ''Nie wiedzieli ani nie wiedzą'' o Wołyniu bo tego po prostu zignorować się nie dało. Jest też faktem że zachodzą całkiem liczne antypolskie prowokacje na Ukrainie i Ukraińcy na każdą wzmiankę o Wołyniu plują na Polaków. Nie wymyśliłem sobie tego. Raedwald A ja się wypowiem jako Polak urodzony i wiele lat mieszkający na od tego, że sam tytuł tego tematu jest kłamstwem, bo na pewno nie jest tak, że Ukraińcy nas nienawidzą, w tym momencie to są nam prędzej wdzięczni za zachowanie po tym, jak zielone ludziki najechały wschód kraju. Za wspominanie o Wołyniu czy Banderze też nikt nie pluje, bo wcale nie jest przez każdego Ukraińca uważany za bohatera. Prędzej jest żal, że zwykłym ludziom się wypomina coś co miało miejsce ponad 70 lat temu, chociaż Polacy też mają swoje za uszami, Żołnierze Wyklęci też robili nieciekawe rzeczy ludności cywilnej, ale o tym się nie mówi u nas i też ich nie przepraszaliśmy za wyrządzone im krzywdy. Chcemy przeprosin to miejmy pretensje do rządów i Polski i Ukrainy, bo to one się powinny wzajemnie przepraszać. A Bandera nie jest wcale taki hołubiony jak to wypisujesz, bo tak samo są ludzie, którzy się go po prostu wstydzą, Dalej do autora tematu - gdzie w obecnych czasach dostrzegasz tą nienawiść? W Polsce jest obecnie masa ludzi ze wschodu, zauważyłeś żeby robili coś złego Polakom? Albo słyszałeś żeby jakaś krzywda się działa Polakom na Ukrainie? Ja mieszkając większość życia pod Lwowem nigdy nie spotkałem się z tym, żeby mnie w jakikolwiek sposób atakowano czy dyskryminowano z powodu Polskości, Większą nienawiść dostrzegam w Polakach, a co w tym wszystkim najśmieszniejsze nienawiść ta ma miejsce tylko w internecie, bo jakoś o tym żeby w Polsce ktoś cokolwiek jakiemuś Ukraińcowi zrobiono jakoś nie słyszałem. My niestety mamy taką wadę, że często uważamy się za lepszych od innych narodów i żyjemy historią, zamiast zająć się tym, co jest obecnie Rokicki_87 Tytuł wątku jest ma uzasadnienie choć oczywiście to uproszczenie. To nie jest tak że WSZYSCY Ukraińcy nienawidzą Polaków. Ale to bez znaczenia, dlaczego ? Otóż to nie było tak że na Wołyniu wszyscy Ukraińcy nienawidzili Polaków. Ton jednak nadawało UPA i sympatię zwykłych Ukraińców można było sobie w buty włożyć. Zapewniam że pomiędzy zwykłymi Polakami a Ukraińcami na Wołyniu przed 1939 rokiem też były najczęściej znakomite stosunki (Ukraińska świadomość narodowa na Wołyniu przed 1939 rokiem była słabo rozwinięta) i potem ci sami ludzie zrobili co rozumiem że Sawur (Nie Bandera bo Bandera bezpośrednio nie odpowiadał za Wołyń choć klimat jaki stworzył miał bez wątpienia znaczenie ) ale Sawur nie ma na Ukrainie ulic i pomników ? To tyle o rzekomej sympatii Ukraińców do Polaków. Jak przyjdzie co do czego (Np do ''odzyskiwania'' Zakerzonia ) to ton i tak będzie nadawał Prawy Sekto czy inna podobna organizacja (Tak jak na Wołyniu )co do tego co napisałeś: albo jesteś Ukraińcem robiącym za Polaka (A sporo jest takich ) albo żyjąc wśród chwalców Szuchewycza (Kolejny ukraiński ''bohater'' ma jak się należy ulicę we Lwowie) musisz pisać to co sobie sprawę że porównując wyklętych do UPA obrażasz straszliwie Polaków ? Raedwald Jeśli dla ciebie nie ma znaczenia, że wszyscy nie nienawidzą nas, a piszesz w złym tonie o wszystkich i nie ma to dla ciebie znaczenia, to zwyczajnie cie nie rozumiem. Poza to nie piszę o wszystkich wyklętych ani nie porównuję do nikogo, tylko taka jest prawda, a wszyscy nie byli święci i nie zaprzeczysz temu, a ty obrażasz cały naród, bo w końcu to dla ciebie bez znaczenia. Rokicki_87 Nie twierdzę że wszyscy Ukraińcy nienawidzą Polaków ale na Wołyniu też nie wszyscy nienawidzili Polaków. Jest faktem że na Ukrainie ton nadają coraz agresywniejsi nacjonaliści i to oni kształtują ukraińską politykę wobec Polski. Nie rozumiem co to ma do rzeczy że nie wszyscy wyklęci byli święci ? Rokicki_87 Ukraina potrzebuje debaneryzacji na wzór denazyfikacji w Niemczech. Inaczej zawsze Ukraina będzie dla nas zagrożeniem. Kult zbrodniarzy urasta na Ukrainie do rzędu polityki państwowej. Dopóki banderyzm będzie polityką oficjalną Ukrainy nie mamy o czym rozmawiać. I nie ma znaczenia że są Ukraińcy którzy dobrze odnoszą się do Polaków. W III Rzeszy czy ZSSR też byli przyzwoici ludzie co nie zmienia faktu że polityką jaką te państwa prowadziły była jaka była. Rokicki_87 W ZSSR Stalina (Bo co do III Rzeszy nie byłbym tego pewien aczkolwiek gdyby poszukać i w Niemczech Hitlera też pewnie by znaleziono jakiś polonofilów, trudno żeby calutki naród niemiecki nienawidził Polaków) sporo obywateli było życzliwie usposobionych do Polaków co nie zmienia faktu że ZSSR dokonał agresji z 17 IX 1939 roku. Dlatego argument że jacyś tam Ukraińcy lubią Polaków jest żałosny. Ludzie tego rodzaju nie decydują bowiem o wydarzeniach a obecna UKraina propaguje kult nazistowskiej organizacji jako oficjalną politykę państwową. Gdyby przyszło co do czego (Np ''Odzyskania prastarego ukraińskiego grodu Przemyśla'' i ''Wywarciu sprawiedliwej kary na tamtejszych Lachach za dyskryminację Ukraińców'' tak jak na Wołyniu ) to właśnie organizacje ukraińskich nacjonalistów by decydowały a życzliwi Polakom Ukraińcy by ze strachu się nie odważyli słowa powiedzieć. Lisowczyk Nie bardzo rozumiem, dlaczego w czasach PRL-u nie mówiło się o mordach banderowskich na Polakach, nie uczyło o tym w szkole. Wszak banderowcy byli wrogami Rosjan i Polaków, a walkę z nimi można było wykorzystać propagandowo - jak to oba narody walczyły ze wspólnym wrogiem. lachus77 To przypominało o Kresach a każde takie wspomnienie, było dla komunistów niewygodne. Lisowczyk ile trwa film? czewrony Nie mam zielonego w necie. czewrony Ponad dwie godziny Lisowczyk Polakow to chyba kazdy njenawidzy, tak jak i oni kazdego OlegPiatov Film jest mocno końmi ,nabijanie na widły,podrzynanie gardeł , ucinanie głowy siekierąTo co w latach 40 działo się na Wołyniu objawiło się potem w latach 90 na BałkanachMasakra w Srebrnicy została przeprowadzona praktycznie za przyzwoleniem Błękitnych Chełmów giovanni50 W sumie racja, a mało osób wie co się na Bałkanach działo. Tzn. każdy wie, że była wojna i w sumie tyle. A to przecież było całkiem niedawno, tymczasem każdy praktycznie myśli, że wraz z końcem II wojny światowej i ewentualnie najciemniejszym okresem komuny okrucieństwo się skończyło(przynajmniej w Europie, bo każdy ma gdzieś co się dzieje na Bliskim Wschodzie czy w Afryce). Warto przypominać, bo historia zapomniana jest skazana na powtarzanie się... snoopy ocenił(a) ten film na: 10 Lisowczyk Nie widzisz, że takie wypowiedzi i postawy wzniecają dokładnie te same demony nacjonalizmu, które doprowadziły do masakry wołyńskiej, Holocaustu, rzezi w Rwandzie etc? Jak ta można? snoopy Dokładnie. Ten film opowiada o konkretnym fakcie, ale przecież identyczne albo gorsze zbrodnie zdarzają się ciągle. Myślenie odwetowe jak na wsi: "Moja krzywda" - to oznacza klapki na oczach i zamknięte koło wzajemnej nienawiści i pretensji. Trzeba w końcu się zastanowić i wyciągnąć konstruktywne wnioski. Lisowczyk Rzeczywiscie historia Polski to dzieje calkowicie niewykorzystanych zwyciestw, zaprzepaszczonych mozliwosci i szans! Odwrotnie niz Rosji, gdzie sprawy doprowadzano do konca z pelna premedytacja i wyrachowaniem. W Polsce zdrajcy zachowywali urzedy, zaszczyty i byli chowani z honorami, w Rosji za zdrade scinano glowy, nawet za podejrzenie zdrady! Dlatego obydwa kraje sa w tym miejscu w ktorym Polskie odradza sie po 120 latach zaborow w 1920 roku. Po 120 latach rusyfikowania, zabijania, wynaradawiania i zsylania na Syberie. Choc wszyscy wiedza, ze juz w 1919 bolszewicy planuja atak na odradzajaca sie Polske. Zaborcy wywoza z ziem Polski wszystkie zaklady przemyslowe, pozostawiajac calkowicie ogolocona pusta lat to zbyt malo, dlatego w 1939 roku Polska praktycznie nie miala uzbrojenia stajac do walki z tak uprzemyslowionymi krajami, jak ZSRR i Niemcy. Ale 8 milionow Ukraincow nie wymordowala!Warto tez pamietac, ze Polska w 1939 roku starala sie trzymac rowny dystans do dwoch agresywnych sasiadow, do ZSRR i Niemcow, pomimo ze oficjele hitlerowscy proponowali Polakom wspolny marsz na Rosje. Polacy konsekwentnie odmawiali. Za to honorowi Rosjanie zarzucajacy Polakom zdrade slowianszczyzny chetnie podpisali pakt Ribentropp Molotow i wspolnie z Niemcami napadli na Polske! Podobnie honorowi byli podczas zaborow nasi bracia Slowianie, zarzucajacy nam zdrade wspolna parada hitlerowcow i Rosjan w Brzesciu w 1939 roku swietnie obrazuje ich honor w swietle klamstw o zdradzie przez Polakow Armii Czerwonej łamali także postanowienia umów dotyczących złożenia broni. Dowódca obrony Lwowa gen. Władysław Langner przez 10 dni ( bronil miasta przed silami niemieckimi, ale postanowil skapitulowac przed Armia Czerwona. Po podpisaniu dokumentu kapitulacji, Langner miał powiedzieć: "Z Niemcami prowadzimy wojnę. Miasto biło się z nimi przez 10 dni. Oni, Germanie, wrogowie całej Słowiańszczyzny. Wy jesteście Słowianie..." Akt kapitulacji przewidywal bezpieczny wymarsz wojska, policji i oficerów w kierunku granicy z Rumunią, po uprzednim złożeniu broni, umowę tę złamano wywożąc wszystkich w głąb nalezy tutaj Katyn, gdzie bezbronnym ofiarom strzelali w tyl glowy. Wymyslili tez sobie anty-Katyn, gdzie podobno Polacy w 1920 wymordowali jencow Armii Czerwonej pojmanych po bitwie Warszawskiej. Jest to nieprawda, bo nikt im w tyl glowy nie strzelal. Nie mowiac o tym, ze gro czerwonoarmiejcow nie miala kompletnie ochoty wracac do ZSRR!"Prawdą jest natomiast, że od 16 do 18 tys. rosyjskich jeńców zmarło w polskiej niewoli głównie z powodu chorób - epidemii grypy hiszpanki, tyfusu i czerwonki. Była to śmiertelność w granicach 17-19 proc. - taka jak w obozach w Niemczech i Rosji podczas I wojny światowej" - powiedział PAP prof. Karpus."Oczywiscie Rosjanie sa oburzeni smiertelnoscia jencow Armii Czerwonej po wojnie 1920 roku w Polsce, ale kompletnie nie przeszkadza im fakt, ze kilka lat po 1920 roku oni sami w ZSRR wymordowali na Ukrainie 8 milionow ludzi podczas Wielkiego Glodu. RZECZ NIEWYOBRAZALNA!!!! I do dzis kreca propagandowe filmy jakie to szczescie mieli Ukraincy w 1920 roku, ze zostali w granicach ZSRR!!! I jakiego pecha mieli Ukraincy, ktorzy zostali wtedy w granicach burzuazyjnej i panskiej Polski! I Ukraincy w to szczescie, ktore ich spotkalo wierza!"..Wiadomo np., że żołnierzy polskich wziętych do niewoli w 1939 roku pod Grodnem i Wilnem sowieckie dowództwo poleciło uśmiercać poprzez miażdżenie ich pod gąsienicami czołgów. Wielu jeńców polskich rozstrzelano wkrótce po ich poddaniu się w doraźnych egzekucjach. Wiki"Wywozki na Sybir i strzelanie w tył głowy tysiącom ludzi po Przewóz w pociągach towarowych tygodniami bez wody i jedzenia w mroźnym klimacie, dzieci, niemowlęcia, kobiety, umierały setkami, potem pędzenie setki kilometrów w mrozie gdzie ludzie padali jak muchy i byli dobijani bagnetem... to są przeżycia Polakow z rak przypomnieć, że Rosja wspierała faszystów w walce z Europą w nadziei, że w lipcu 1941 ruszy na łatwy podbój całej Europy. Byli do tego znakomicie przygotowani militarnie. Ale Hitler uprzedził Stalina i pod ruski but zamiast całej Europy dostała się tylko Europa Wschodnia i to była dla Stalina porażka. A teraz warto dofinansować Ukrainę, żeby póżniej mniej wydawać na momentu kiedy Niemcy mordowali Polakow wspolnie z ZSRR wszystko wg wschodnich braci bylo OK!!! Wszystko do 1941 bylo OK!! Dopiero jak Niemcy zaczeli mordowac po napadzie na ZSRR...aaa wtedy to juz bylo beeee....Rosjanie nie wyzwoliliby Polski i innych krajów gdyby Niemcy nie napadli na Rosję w 1941. W przypadku Polski byłoby całkiem inaczej. Rosja wyzwalała Polskie niejako z konieczności w drodze do Berlina z myślą o tym aby stała się jej łupem paktu Ribbentrop-Mołotow oraz w Moskwie niemiecko-radzieckiego traktatu o granicach i przyjaźni stały się także podstawą pod wzajemną współpracę służb specjalnych obu krajów. Tajne załączniki tego ostatniego przewidywały współpracę gestapo i NKWD w zwalczaniu polskich organizacji niepodległościowych głosząc: „Obie strony nie będą tolerować na swych terytoriach jakiejkolwiek polskiej propagandy, która dotyczy terytoriów drugiej strony. Będą one tłumić na swych terytoriach wszelkie zaczątki takiej propagandy i informować się wzajemnie w odniesieniu do odpowiednich środków w tym celu.”. Stało się to podstawą do wzajemnej współpracy policji oraz sił bezpieczeństwa obu okupantów przybierając formę czterech tematycznych Konferencji Gestapo-NKWD, które odbyły się w latach 1939–1941 w Brześciu, Przemyślu, Zakopanem oraz Karpow w książce "Generalissimus" (Moskwa 2002) pisze, że po bitwie pod Moskwą Stalin ze strachu podjął inicjatywę ponownego porozumienia się z Hitlerem. Proponował zatem zawieszenie broni oraz nową granicę między Niemcami i Związkiem Sowieckim. Obiecywał także podjąć u boku III Rzeszy działania zbrojne przeciw Anglii i USA i obwinić o rozpętanie wojny światowej "międzynarodowe żydostwo" . Prowadzić wspólne działania w celu przebudowy światowej przestrzeni. Zgłaszał także gotowość włączenia się w rozwiązanie kwestii żydowskiej. Rozmowy sowiecko-niemieckie toczyły się w Miceńsku, po niemieckiej stronie frontu, w lutym 1942 roku. Stronę sowiecką reprezentował Mierkołow, pierwszy zastępca szefa NKWD. Jego rozmówcą był Gruppenführer SS Wolf, naczelnik sztabu personalnego Himmlera. W sprawozdaniu dla Stalina Mierkułow stwierdzał, że strona niemiecka nie wyszła naprzeciw sowieckim propozycjom !!!"Otóż historycy rosyjscy utrzymywali, że największymi kolaborantami w czasie II wojny światowej byli Ukraińcy. Davies odpowiedział im, że to nieprawda i przypomniał zebranym nazwisko generała Andrieja Własowa. Analiza składu narodowościowego formacji zbrojnych walczących po stronie Trzeciej Rzeszy pokazuje bowiem, że najliczniejszymi kolaborantami nie byli wcale Ukraińcy, lecz… szacują, że pod niemieckimi sztandarami biło się podczas II wojny światowej łącznie ponad 1,2 miliona obywateli Związku Sowieckiego. Rosyjski historyk Mark Sołonin podaje, że trybunały wojenne Armii Sowieckiej osądziły za zdradę aż 994 tys. żołnierzy, z czego skazano na śmierć ludzi, a więc zlikwidowano stan osobowy 10 się, że wszystkich Ukraińców walczących po stronie Trzeciej Rzeszy było ok. 80 tys. Stanowili oni więc liczebnie ok. 6,5 proc. składu wszystkich formacji zbrojnych złożonych z mieszkańców Ukraińców wspólnie z Niemcami walczyły także jednostki kozackie, tatarskie, azerskie, turkmeńskie, kałmuckie, litewskie, łotewskie, estońskie, a nawet białoruskie (30. Dywizja Grenadierów SS). Najliczniejszą grupą byli jednak Rosjanie. Jej trzon stanowiła Rosyjska Armia Wyzwoleńcza (ROA) generała Andrieja Własowa. Poza tym działała jeszcze Rosyjska Armia Narodowa (RNA) generała Borysa Smysłowskiego, Rosyjska Wyzwoleńcza Armia Ludowa (RONA) Bronisława Kamińskiego, Rosyjska Narodowa Armia Ludowa (RNNA), 1 Rosyjska Brygada Narodowa SS czy Rosyjski Korpus przypominania tego historia II wojny światowej będzie niepełna i zniekształcona. Tak jak bez przypominania jeszcze jednego faktu, o którym wspomniał Davies. Otóż na okupowanych przez Trzecią Rzeszę terytoriach kolaboranckich oddziałów zbrojnych wiernych Hitlerowi nie stworzyli tylko Polacy i Żydzi..."grzegorz gorny wpolityce120 lat zaborow i 45 lat komuny zrobilo swoje. Obowiazuja czerwone klamstwa i sowieckie prawdy: jacy to Rosjanie sa fajni, bratni, jak nas wyzwalali, itd.. Prawdziwa wiedza na te tematy jest w Polsce stosunkowo mala, dopiero sie przebija. Obowiazywala i dalej powielana jest wiedza serwowana nam przez czerwonych historykow, kupowana bez glebszej refleksji przez pokolenie " robta co chceta " i pozytecznych idiotow. Dodac do tego nalezy 25 lat III RP, gdzie po okraglej zdradzie rzadza w Polsce postkomunisci i ich donosiciele, gdzie namiestnikow sowieckich chowa sie z honorami i robi sie z nich bohaterow tragicznych, i gdzie polscy patrioci leza w bezimiennych grobach i robi sie z nich bandytow! W Polsce tak obalono komune, ze komunisci zyja w niej jak paczki w masle! No i cala masa RESORTOWYCH i rusikch propagandystow na polskich forach, ktorzy w sposob zorgainzowany i zaplanowany tlocza na koniec! Nikt sie nie skarzy w Polsce na czerwone zbrodnie. Nikt!!!!Znamy swietnie ta mentalnosc i szczerosc, dotrzymywanie umow! Swietnie znamy ten slowianski honor!Tylko nie wmawiajcie nam, ze nas wyzwalaliscie, ze mamy wam pomniki budowac, i ze mamy byc wam wdzieczni za to morze krwi, zniszczen i zacofania 45 lat komuny!!!! Odrobina krytycyzmu i sie od nas z daleka, od tego waszego cmentarnego raju na wschodzie. Nie opowiadajcie w swoich panstwowych mediach, ze Polska chce was zaatakowac prewencyjnie, ze Polscy faszysci walcza na Ukrainie, ze Polska chce dokonac rozbioru Ukrainy. Bo to bzdury totalne. Nie straszcie nas bronia atomowa, rajdem czolgami przez Polske, nie straszcie graniczeniem Rosji z Niemcami, nie symulujcie ataku nuklearnego na Warszawe, niech Zyrynowski nie opowiada, ze zetrzecie nas z powierzchni ziemi, nie opowiadajcie co w nas juz wycelowaliscie i co jeszcze wycelujecie! TRZYMAJCIE SIE OD NAS Z DALEKA. TYLKO TYLE I AZ TYLE! Po 1989 roku z Polski wyjechalo 3 miliony ludzi! Ale nikt do was na wschod. szwesta Nie rozumiem co to ma znaczyć. W jaki sposób to ma usprawiedliwiać banderowców ? szwesta Widzę że jakiś banderowiec, nie mogąc zaprzeczyć faktom stara się zaspamować temat. Temat dotyczy Wołynia i banderowców. Pisanie o zbrodniach sowieckich w tym akurat temacie to spam mający odwrócić uwagę od Ukraińców. szwesta Dzięki za podkreślenie tych faktów. Czytałem wspomnienia ocalonych z Wołynia, że organizatorami zbrodni bywały często osoby z zewnątrz (najprawdopodobniej sowieccy agenci), którzy w ten sposób przygotowywali grunt pod przyszłą, sowiecką Ukrainę zachodnią. To fakt, że w Polsce ciągle tkwi azjatycka rosyjsko-sowiecka mentalność, całkowicie obca polskiej kulturze i tradycji. Jednym z objawów jest tęsknota za PRL, które nie było przecież żadnym państwem, ale zacofaną i biedną sowiecką republiką. Potrzeba dziesięcioleci, aby ten niewolniczy sposób myślenia i wybielania Rosji zniknął wreszcie. To głównie Rosja (a nie Ukraina) zawsze była, jest i będzie wrogiem zachodniego świata, do którego Polska należy od początku przez swoją tradycję zachodnio-europejskiego chrześcijaństwa i kultury. Rosyjska agentura ciągle próbuje skłócić Polskę z Zachodem, bo to wepchnie ją automatycznie w łapy potwornego, azjatyckiego satrapy. Pamiętam PRL i za nic nie chciałbym znowu znaleźć się w tym koszmarnym, beznadziejnym, rosyjsko-sowieckim dyktatorskim systemie! Franio Nieprawda, organizatorem Wołynia była w całości OUN-B i jego zbrojne ramię czyli UPA. Wina leży całkowicie po stronie Ukraińców. Raedwald Nieprawda, wina leży w dużej części (być może całkowitej) po stronie agentów sowieckich. Franio Wina leży po stronie nacjonalistów ukraińskich i tylko po ich stronie. Czystki etniczne to nacjonaliści ukraińscy planowali grubo przed wojną. Zresztą jak śmiesz obrażać bohaterów Ukrainy i sugerować że np Kłym Sawur był manipulowany przez sowietów ? Każdy nacjonalista ukraiński się obrazi za tę sugestię. Ukraińcy zaplanowali i Ukraińcy wykonali. Raedwald Sowieci zaplanowali i sowieci wykonali. To nie pierwszy raz, kiedy mącili i podsycali nacjonalizmy. Rosja robi to również dziś, bo otwarcie finansuje ruchy faszystowskie i nacjonalistyczne w UE. szwesta Owszem żołnierzom Rosyjskim mówiono, że wyzwalają Polskę w 1945 ale Rosja wcale nie miała zamiaru nas wyzwolić, mielismy byc jej lupem wojennym, natomiast wyzwoliła nas z wolności. Więc za co być wdzięcznym? Do dziś na zajętych ziemiach w okręgu Królewca stacjonuje więcej wojska niż ma Polska jest to oczywiste zagrożenie dla naszej wolności. Za co mamy być wdzięczni za najwyższe ceny gazu i ropy? Czy za ciągłe pogróżki i zastraszanie? Kto poważnie myśli ,że Zachód ma zamiar zaatakować Rosję? To musi być szczytowy idiota. A żyjcie sobie wg dowolnych praw byle nie u nas. Waszych granic nikt nie przekroczy bo nikomu nie jesteście potrzebni . Tylko jedno ale nie ma waszej strefy wpływów Rosja kończy się i zaczyna na waszej odwracajcie kota ogonem czerwone trolle. Piszcie o dzisiejszym nacjonalizmie. A kto mowi o rajdzie czolgami przez Polske, kto cwiczy atak nuklearny na Warszawe, kto mowi, ze zetrze Polske z powierzchni ziemi, kto napadl na Donbas? Kto? Kto urabia wlasne spoleczenstwo w nienawisci do Polakow dudniac we wlasnych mediach idiotyzmy, ze Polska chce dokonac rozbioru Ukrainy i chce prewencyjnie zaatakowac Rosje? Robia to nasi przyjaciele w Moskwie popierani przez zwyklych Rosjan na ulicach. I opowiadaja do dzis, ze sa dumni z Paktu Ribentropp Molotow dodajac, ze Polska zasluzyla sobie na II Wojne Swiatowa i ze ja rozpoczela."Wisienką na torcie" są trwające od 15 lat występy kolejnych ważnych Moskali, opowiadających, co już w Polskę wycelowano, a co na dniach się wyceluje, jakie rakiety umieszczono juz w Krolewcu i ile nowych dywizji rozpoczelo juz manewry. Wszystko oczywiscie w imie umilowania wymordowali ok. 100 tys. Polaków, ale ukraińskie zbrodnie bledną przy zbrodniach rosyjskich na przestrzeni wielu lat. Ponadto ukraińskie zbrodnie były zorganizowane przez tamtejszą partyzantkę nie będącą reprezentacją żadnego ukraińskiego rządu, bo takowego nie było. Natomiast zbrodnie rosyjskie na Polakach, to zbrodnie za każdym organizowane i kierowane przez oficjalne rządy w Moskwie z Kremla. Więc o czym tu mówić. Na samej Syberi w latach 1939-41 zostało wywiezionych ponad 1 mln. Polaków, z czego ok. 300-500 tys. zmarło lub zostało zabitych. Wywiezionych i zabitych byłoby znacznie więcej gdyby w 1941 r. nie wybuchła wojna między dawnymi sojusznikami. W samym 1938 r. zabili 100 tys. Polaków. Wspólne narady z gestapo omawiające wspólne działania mające na celu wymordowanie polskiej inteligencji to mało? Rosja jest największym zagrożeniem dla Polski, więc należy wspierać każdego, kto trzyma Rosję daleko. szwesta "..17 września, aby dopilnować porozumienia z III Rzeszą wojska sowieckie zaczęły wkraczać na terytorium to do początków października 1939r. państwo polskie utraciło swe terytorium. Zostało ono rozdzielone między agresorów wzdłuż rzek Narew-Wisła-Pisa-San. Wraz z wkraczaniem wojsk radzieckich, na terytorium Polski wchodziły jednostki NKWD. Realizowały one stalinowski program unifikacji zdobywanych ziem z ZSRR. Pociągało to za sobą represje wobec tubylczej ludności, przede wszystkim polskiej. Represje Sowietów wobec ludności polskiej dotykały dwóch aspektów, tj. jeńców wojennych i ludności cywilnej. O tychże represjach ma traktować poniższa ludnościZbrodnie popełnione przez Sowietów na Polakach następowały już od pierwszych dni po przekroczeniu granicy z Polską. Podpuszczali oni inne grupy etniczne zamieszkujące tego może być odezwa Siemiona Timoszenki z września 1939r. skierowana do ludności ukraińskiej. Mówiła ona:„(…) Bronią, kosami, widłami i siekierami bij odwiecznych swoich wrogów – polskich panów, którzy przekształcili twój kraj w bezprawną kolonię, którzy ciebie polonizowali, w błocie zdeptali twoją kulturę i zamienili ciebie i twoje dzieci w bydło, w niewolników. Nie powinno być miejsca na ziemi Zachodniej Ukrainy dla panów i półpanków, obszarników i kapitalistów. Bierzcie w swoje ręce pańską ziemię, pastwiska, łąki i wygony. Zrzucajcie władzę obszarników, bierzcie władzę w swoje ręce, decydujcie sami o swoim losie…”Odezwa Timoszenki, mimo nasycenia socjalistyczną ideologią, odniosła skutek. Do przeciętnego ukraińskiego chłopa trafiała argumentacja tego typu. Sowieci z powodzeniem podsycali Ukraińców do wystąpień przeciw ludności polskiej. Podobnie rzecz przedstawiała się z Białorusinami i Litwinami. 19 września sowiecki wojsko wkraczało do Wilna. Na pierwszym czołgu wjeżdżającym do miasta był przywiązany polski oficer. Podobnie było w Grodnie, ale na czołgu leżał ciężko ranny polski te miały element ściśle propagandowy. Z jednej strony miały uzmysłowić Litwinom, Białorusinom, czy Ukraińcom, że nadszedł czas na odpłacenie polskim „obszarnikom i wyzyskiwaczom”. Z drugiej zaś zapowiadały terror, z którym przyszli Sowieci, a który ujawnił się w czasie okupacji i radzieckieJednocześnie ze „zdobywaniem serc” mniejszości narodowych Kresów Wschodnich, Sowieci przy pomocy miejscowych komunistów, głównie Żydów, przejmowali polskie instytucje administracyjne, gospodarcze, a przede wszystkim finansowe. Zaraz też rozpoczęły się pierwsze aresztowania. Na początku ofiarą aresztowań padali urzędnicy, nauczyciele szkół wszystkich szczebli, policjanci, kupcy, bankowcy nie tylko aresztowali polskich cywilów. Dochodziło też do licznych morderstw. Przykład tego podaje Halina Araszkiewicz mieszkająca wówczas w Grodnie. Opisuje ona..." szwesta W Polsce sprzedawczykow i zdrajcow nie brakowalo. Prawie 120 lat zaborow, potem 45 lat PRL, calkowite wymordowanie elit, praktycznie rzadzily slugusy mianowane i przywiezione przez Moskwe, potem 25 lat III RP, gdzie rzadza ich potomkowie przefarbowani komunisci z lat PRL, ich sluzby i chodzace na ich pasku solidaruchy grubej krechy! W tym czasie zaledwie 20 lat Polski miedzywojennej podnoszacej sie z ogromu zgliszczy porozbiorowych, gdzie zaborcy wywiezli praktycznie wszystkie zaklady przemyslowe z ziem odzyskanych przez II RP pozostawiajac tylko ogolocona ziemie, gdzie nie brakowalo stalinowskich zielonych ludzikow porozbiorowych siejacych ferment. Praktycznie 170 lat rusyfikacji, wynaradawiania, wywozenia, mordowania, lamania, dreczenia, pisania i wtlaczania do glow czerwonej wersji myslenia, prawd i historii! Gdzie ubekow i moskiewskich namiestnikow stawia sie w roli ofiar, bohaterow tragicznych, a prawdziwych bohaterow wykletych sie szkaluje, gdzie czerwonych lobuzow chowa sie z honorami na Powazkach a prawdziwi bohaterowi leza w bezimiennych grobach na Laczce! 25 lat grubej krechy III RP deprawuje, brak kary, bezkarnosc rozochocila czerwonych klamczuchow, gdzie niszczono dokumenty i szkaluje sie IPN, zeby mozna bylo podawac tylko fakty podane przez czerwonych historykow. Dramat! Przypominam, ze to komunisci wyrzekli sie reparacji wojennych od Niemcow za to morze: krwi, mordow, cierpienia, totalnych zniszczen, wdeptan w ziemie. Warszawa zostala wdeptana w Gryf: "Pytany o to, jak postrzega Rosję Gryf wraca do wojny z 1920 roku, agresji ZSRS, II RP i nam bardzo dzielnych synów ojczyzny, wymordowali jak bydło. Strzelali w łeb, wiązali ręce i wykańczali tych, którzy dla Rosji byli niebezpieczni. Gdy wojna się skończyła, nie doczekaliśmy się wolności, ale kolejnych dekad zniewolenia sowieckiego. Tak długo to trwało, że komuna weszła w naród. Nawet gdy komuna się niby skończyła, ona została w kraju, na stanowiskach zostali ci sami ludzie, mentalnie komuna okazała się silniejsza niż sądzono. Z komuny niestety stworzyła się polska arystokracja. Ta prawdziwa elita została zamordowana, bo to byli wrogowie komuny. Zginęli zwykli ludzie, niemal cała inteligencja. Ze Wschodu na ich miejsce przyszli głównie prymitywni ludzie, którzy zostali awansowani ze środowiska robotniczego na wysokie stanowiska. I zaczęli dominować, stworzyli klasę arystokracji, czy oligarchii. Oni mieli dobre warunki życia, gdy reszta zdychała z głodu. To trwało aż do 1989 roku. A i wtedy nic się nie zmieniło. To samo towarzystwo, jak się okazuje siedzi na najważniejszych stanowiskach do dziś. I pomimo wolności, żyjemy jak pod jakąś chmurą, której nie sposób się pozbyć— tłumaczy." wpolityceW 1945 roku Rosjanie wywiezli z terenow obecnej Polski 1120 zakladow przemyslowych. I warto pamiętać, że część bohaterów też sprzedala się swoim czerwonym oprawcom, zdradzając swoich kolegów. szwesta Gdyby ciebie i twoja zone napadlo dwoch zdeprawowanych bandziorow, zone by pobili na smierc a ciebie do nieprzytomnosci, tylko dlatego do nieprzytomnosci, ze w ostatnim momencie tych dwoch zwyrodnialcow skoczyloby sobie do gardla i zaczeli sie okladac po mordach bez opamietania zapominajac o tobie, co pozwolilo ci przetrwac i przezyc. Potem jednen bandzior by zatlukl tego drugiego i na koniec by twierdzil z pelna stanowczoscia, ze przeciez ciebie uratowal, wyzwolil, ocalil twoja egzystencje!? I oczykiwalby jeszcze od ciebie pelnej wdziecznosci!? I zebys mu pomnik postawil! Czy uwierzylbys w ta bzdure. szwesta Dobry przykład! Rosja jest państwem typowo azjatyckim o tradycji bizantyjsko-mongolsko-tatarskiej. Dlatego tak łatwo doszli sowieci do porozumienia z faszystami w 1939 r. Jeden zwyrodnialec bez skrupułów szybko dogadał się z drugim zwyrodnialcem. Teraz też Moskwa popiera na świecie najgorsze, skorumpowane dyktatury (np. Asada w Syrii, Kazachstan i Turkmenistan). I hojnie finansuje ruchy faszystowskie i nacjonalistyczne w UE. szwesta Sowieckie zbrodnie na Polakach, te znane to jest ok. - ( - pacyfikacja szpitala w Płocku - 100 pacjentów1924 - Zbrojne napady przygraniczne - 54 osoby1937 - ludobójstwo - Zamordowano 15 - Operacja polskia - Zamordowano 112 - Maskary po zdobyciu Grodna - 300 osób1939 - Szosa pod Kostopolem - ok 2000 ośób (świadek Edmund Zaremba)1939 - Rozstrzelanie policjantów przy rotundzie w Zamościu, Kolkach, Sarnach, na Bugu, Wilnie, Grodnie, Polesiu, Mostach Wielkich, Mokranami, Oszmianie, Wołkowysku, tarnopolu, małodecznie, Złoczowie, Borszczowie, Dąbrowicy - 4-5 tys.??1939 - Zbrodnia w Mostach Wielkich - ?1939 - Zamordowanie lwowskich dzialaczy studenckich - ?1939 - Zbrodnia w Mielnikach - 18 osób1939 - Mordy w Rohatyniu - ?1939-1941 - Zgony podczas deportacji w głąb Rosji - ok 60 tys. (inne źródła podają 200-400 tys.) A fakty: na 1,2 mln zesłanych w głąb Rosji ocalało 431 tys. Gdzie jest 769 tys. ?Ofiary eksterminacji w więzieniach śledczych NKWD, łagrach i obozach jenieckich. - 150 - Masakry Więźniów ok. 35 tys. 50 tys. do 100 tys. ofiar (wedlug tekstu S. Kalbarczyka Wykaz lagrow sowieckich miejsc przymusowej pracy obywateli polskich w latach 1939-1943, Warszawa 1993, cz. 1, s. 11-12)1941 - Zbrodnia na dominikanach w Czortkowie - 8 osób1941 - Mord w Folwarki Tylwickie k. Brańska - 40 osób1943 - Zbrodnia w Nalibokach - 128-250 osób1944 - Rozstrzelanie 5 Polskich patriotów w piwnicy w Lublinie (sędzia Mgr Marek Kolasiński)1944 - Zbrodnia w Koniuchach - 38-130 osób1944 - Zbrodnia w Uroczysko Baran w Kąkolewnicy - Najostrożniejsze szacunki mówią o kilkuset ofiarach, ale padają też liczby 1300-1800 - Mord w lesie we wsi Turza - 300 osób1945 - Obława augustowska - 600 osób1945 - Zbrodnia w Przyszowicach - 69 osób1945 - Zbrodnia w Miechowicach - 380 osób1945 - Mord W Putnowicach Górnych i w Aurelinie - ok 15 osób1945 - Processzesnastu wysokich przywódców Polskiego Państwa Podziemnego - 4 zmarło w więzieniach1945-1956 - Zbrodnie NKWD/UB/KBW - Niektórzy badacze uważają, że tylko w latach 1945-1954 w więzieniach ubecji oraz katowniach NKWD zamordowano kilkadziesiąt tysięcy bojowników o wolność niektóre dane mówią o - Likwidacja Obozu Zgoda - 2000 osób-1945 - Mord UB w Siedlcach - 16 osób-1945-1946 - KL Warschau (NKWD) - 1800 osób-1946 - Mord UB w Siedlcach - 10 osób-1946 - OPERACJA "LAWINA - ok 158 osób-1956 - Poznański Czerwiec - 57 osób-1945-1956 - 20 tys. zginęło w więzieniach NKWD i UB, ponad 250 tys. więziono i przetrzymywano w obozach pracy. (prof. Jan Żaryn)-1944-1954 - więzienie na Zamku w Lublinie zabitych min 180 osób, a ilu zginęło zakatowanych w aresztach?-1944-1956 - więzienie w Białymstoku zabitych min 250 osób, a ilu zginęło zakatowanych w aresztach?-1945-1956 - "Kwatera na Łączce" - ok 300 osób-1945-1956 - Ilu Polaków zginęło w Centralnym Obozie Pracy w Potulicach? (ogółem 3,5 tys. zgonów)-1945-1956 - Ilu Polaków zginęło w Centralnym Obozie Pracy w Jaworznie? (ogółem 10 tys. zgonów)-1947 - zbrodnia w Nowym Targu - 3 osoby-1950 - Proces czternastu - 4 osobySowieci zabili od 1939 do 1941 roku, prawie siedmiokrotnie wiecej osob niz Niemcy, bo az 750 tysiecy (N. Davies: God's Playground, Oxford 1983, t. 2, s. 451) szwesta Dane kompletnie nieaktualne i przestarzałe. Sowieci zabili podobną liczbę Polaków co Ukraińcy. Radzę nie powoływać się na dane z lat 80. Raedwald To podaj wiarygodne źródło swoich kłamstw. Franio Żadnych kłamstw. Nie mam w tej chwili dostępu do swojej biblioteki ale np Czarna księga komunizmu również podaje około 100 tysięcy polskich ofiar sowietów. Po prostu dane które przytoczyłeś są od dawna zarzucone bo nie były oparte na archiwach tylko na przypuszczalnych szacunkach ofiar. Podobnie jest z liczbą ofiar Stalina która jeszcze 30 lat temu była szacowana na 40 milionów a dziś jest szacowana na 6 do 9 milionów (Np w Skrwawionych ziemiach) Wydawnictwo które przytoczyłeś jest pewnie cenne ale z podawaniem danych co do sowieckich zbrodni z lat 80 radziłbym uważać. Identycznie jest z liczbą ofiar Kołymy bo do niedawna była zawyżana. Raedwald Czyli usprawiedliwiasz i zaniżasz liczbę ofiar i rozmiary zbrodni sowieckich na Polakach. Czyli jesteś po prostu ruskim agentem. Franio Nie zaniżam. Piszę prawdę. Gros polskich ofiar podczas wojny zostało zamordowanych przez Niemców. Ukraińcy i sowieci mają na sumieniu (Łącznie z Katyniem i Wołyniem ) po sto tysięcy Polaków (Nie licząc np Żydów bo ukraińscy policjanci którzy wstąpili do UPA wcześniej pomagali Niemcom w mordowaniu wołyńskich Żydów )Nie usprawiedliwiam w żaden sposób zbrodni sowieckich tylko podaje prawdziwe dane które też np zgadzają się z najnowszymi szacunkami IPN. Myślę że sto tysięcy polskich obywateli zamordowanych przez sowietów (Ewentualnie kilkadziesiąt tysięcy więcej ) to dość dużo by podawać prawdę i jest to liczba która dostatecznie udowadnia zbrodniczość sowietów. Również mój uniwersytecki podręcznik (Czesław Brzoza, Andrzej Leon Sowa Historia Polski 1939-1945 ) podaje że liczba ofiar sowietów i Ukraińców była porównywalna i wynosiła w każdym przypadku po około sto tysięcy osób. Sam możesz sprawdzić. Czy każdy kto nie przytacza zawyżonych, przestarzałych danych z lat 80 to już ruski agent ? Przecież nikt normalny np nie twierdzi że Katyń to dzieło Niemców. Franio Już mam . Łukasz Kamiński z IPN stwierdził że na dzień dzisiejszy(Według obecnego stanu badań ) liczba polskich ofiar sowietów wynosi 100 tysięcy w latach 1939-1941 (A więc tak jak podawała Czarna księga komunizmu ) i 50 tysięcy od 1945 roku do 1952 roku. A więc dalej jest porównywalna z liczbą polskich ofiar UPA (około 60 tysięcy na Wołyniu i kilkadziesiąt tysięcy w Galicji przy czym galicyjskie szacunki różnią się ale chodzi mniej więcej od 40 do 60 tysięcy osób ) Raedwald ILE BYŁO OFIAR BEZPIEKI ? -pytał pan Marcin Gugulski we wpisie 22-4-2016 – po czym podał nam dwie odmienne informacje: 1) wg PAP – ofiar komunistycznej bezpieki było kilkaset, 2) a Wikipedia ( za Gazetą Wyborczą) podała, że w okresie stalinowskim , 1944-1956, w stu więzieniach stracono trzy tysiące pięćset osób, zdecydowanie więcej przeciwników politycznych niż przestępców kryminalnych. Uwaga to nieco śmieszna, bo to oprawcy bezpieki byli przestępcami kryminalnymi! No, ale czego to się nie pisze w gazecie cóż, oba te „źródła” bardzo zaniżają kryminalny bilans działań bezpieki, bo pociotki komuchów bronią towarzyszy z bezpieczeństwa. I nie trzeba odwoływać się do IPN-u, by stwierdzić, że obie informacje są łgarstwem. Zanim IPN nam odpowie upłynie wiele miesięcy, a tymczasem możemy przewertować oba tomy „Bestii” Tadeusza M. Płużańskiego i dojść do pewnych ustaleń. Bestii było dużo, a w uciekło z Polski ponad tysiąc stalinowskich oprawców ( patrz tom I „Bestii”, jednak w PRL-u pozostało ich jeszcze wielu. Studiując ich sylwetki w książkach Płużańskiego znajdziemy tam informacje, że każdy z tych katów bezpieki miał na sumieniu sporą ilość ofiar, niektórzy nawet po kilkadziesiąt wyroków śmierci lub zakatowanych w śledztwie. Wystarczy policzyć, ponad tysiąc oprawców i – średnio ze 30 ofiar – to już wyjdzie ze 30 tysięcy, a zresztą to pan jest matematykiem! A może i więcej? Idźmy dalej: ludzie ginęli nie tylko w ubeckich katowniach i „sądach” PRL-u! Po wojnie w Polsce działało NKWD, Armia Czerwona i Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego – formacje te walczyły z antysowieckim powstaniem, amnestie ogłoszone podstępnie w i 1947 ujawniły razem około sto tysięcy żołnierzy podziemia. Wiele tysięcy poddano represjom, ilu przeżyło ? Czy pomoże nam tu IPN ? Ale już bilans ofiar rośnie, a okres 1944-1956 był czasem powszechnego terroru. Palono tez całe wioski ( np. Wąwolnica ), UB paliło domy i stodoły z partyzantami. Żołnierze wyklęci ginęli w lasach, wiele tysięcy deportowano w głąb ZSRR. W w Wydawnictwie Lubelskim ukazała się broszurka „Polacy internowani w ZSRR w latach 1944-1947”. Broszura zawiera też mapę 47 obozów na terenie ZSRR. Tylko w okręgu lubelskim pojmano 2 tysiące 700 Akowców. Czytamy też, iż w latach 1944/5 wywieziono do łagrów ok. 15-17 tysięcy, później ustalono,że były to dane zaniżone, bo z samych Kresów północno-wschodnich deportowano do Rosji ok. 50 tysięcy Akowców i ich rodzin. I te dane są zaniżone, jeśli wziąć pod uwagę ilość obozów i rozmiary represji Smiersza i NKWD np. już po wyzwoleniu Wilna Rosjanie aresztowali, rozbroili 8 tysięcy żołnierzy AK, z czego deportowali Zesłanie oznaczało prawie zawsze śmierć. A tysiąc z tych rozbrojonych po prostu zniknął. Podobnie było potem po wyzwalaniu Lwowa, miasto zresztą zaraz nam odebrano. Do polskich strat w latach 1944-1956 należy dodać i te, szacuje się, że w sumie zabitych i zaginionych było do 160 tysięcy, a pewne źródła podają liczbę 320 tysięcy. Może kiedyś IPN ustali ? Polacy ginęli też z rąk ubeków i w innych sposób. Np. w roku 1946/7 oddziały UB i MO rpzbiły wiele wieców przedwyborczych PSL, który wtedy – nie tak jak dziś - był partią patriotów. Wielu z nich aresztowano, a nawet zamordowano 118 działaczy PSL-u! W więzieniach trzymano ogółem sto tysięcy patriotów, w tym 900 księży ( dane z Ilu z nich zmarło za kratami ? Podaję za „Historią Polski” Wojciecha Roszkowskiego ( W-wa, PWN 1991, str. 167, 207 ). Te i inne zbrodnicze praktyki trzeba dodać do bilansu tylko oficjalnych wyroków śmierci, bo bestie PRL-u mordowały Polaków wszędzie i o każdej porze. Były to lata powszechnego terroru, który tylko nieco zelżał po roku 1956. Proponuję więc, aby pytanie pana Gugulskiego zastąpić szerszą formułą: Ile było ofiar Terroru po ? I dzisiaj pogrobowcy tego krwawego systemu ( trzej prezydenci tzw. IIIRP i klika podobnych im współpracowników reżimu PRL-u ) maja czelność występować przeciwko legalnemu rządowi PiS-u, który próbuje wprowadzić demokrację i praworządność ? Mają wsparcie cynicznych targowiczan z KOD-u i zaprzedanych Bestii petrurianów czy krowodrzańskich zuchów, ale doczekali się należytej odprawy w liście byłych członków „Solidarności”, którzy nigdy nie przystali na chory pakt z Magdalenki. Słusznie, jakim prawem w 27 lat po tzw. upadku PRL-u byli dygnitarze PZPR-u ( organizacji uznanej za przestępczą!) zamierzają rządzić Polską ? Ich epoka minęła bezpowrotnie, a i tak mieli sporo szczęścia, bo umknęli Temidzie. Nie osądzono ich zbrodni i malwersacji, lekkomyślnie odstąpiono nawet od dekomunizacji, co przyniosło anomalię prezydentury TW „Bolka”, potem dwóch kadencji prezydentury TW „Alka” i wiele innych nieszczęść, a teraz fenomen „republiki rzeplińskiej” dowodzonej przez byłego aparatczyka PZPR-u! Oto kabaret tzw. III RP, która jakoś nie może stać się III Rzeczpospolitą! I nigdy nie powstanie, jeśli nie zanegujemy schedy po PRL-u! Byli członkowie PZPR-u i byli agenci TW powinni zostać usunięci ustawą ze sfery polityki. To proste, aż do „bulu” jakby napisał jest: Marek Baterowicz szwesta Cenne dokumenty znalezione w piecu Piątek, 10 sierpnia 2012 (09:03)Podczas remontu plebanii parafii pw. św. Wojciecha w Porytem niedaleko Łomży odnaleziono kilkadziesiąt meldunków, rozkazów, raportów i innych dokumentów sporządzonych przez dowódców Białostockiego Okręgu AK. Wiele z raportów, podpisanych przez komendanta Władysława Liniarskiego ps. „Mścisław” opisuje bestialstwa NKWD i UB na zajmowanych przez sowietów ziemiach wschodnich Rzeczpospolitej. Ksiądz Jan Domiński, proboszcz parafii w Porytem odnalezione przez robotników podczas remontu plebanii dokumenty przekazał białostockiemu oddziałowi IPN.– Pracownicy znaleźli te dokumenty podczas rozbiórki starego, kaflowego pieca. Kiedy je przejrzałem, uznałem, że są bardzo ważne, że stanowią prawdziwy skarb narodowy, dlatego przekazałem je dla IPN – powiedział nam ksiądz Jan z raportów, kierowanych jest do „Naczelnego Wodza w Londynie” i „Rządu Polskiego w Londynie”. Opisują one głównie bestialstwa dokonywane przez „wyzwolicieli” w latach 1944-45 na zajmowanych przez sowietów ziemiach wschodnich raporcie sporządzonym 25 marca 1945 roku „Mścisław” melduje Naczelnemu Wodzowi – „NKWD i Berlingowcy stosują niesłychany terror na ludności polskiej. Grabieże, mordy, gwałty. Dnia 7 marca spalono wieś Guty, powiat Ostrów Mazowiecka. Ludność wymordowana, kobiety i dzieci, żywcem wrzucane w ogień”.„Stałe obławy i aresztowania dowódców, żołnierzy i członków AK. Aresztowanych przetrzymują w piwnicach, głodzą. W czasie badania w bestialski sposób katują. Zbóje z NKWD w ciągu tych paru miesięcy zniszczyli dziesięć razy tyle ideowych Polaków co hitlerowcy w ciągu czterech lat. Oto wolność przyniesiona przez Rosję dla Polski” – czytamy w meldunku do Naczelnego Wodza komendanta Białostockiego Okręgu ZWZ – AK Władysława Liniarskiego.„Ludność prosi o skuteczną interwencję u rządu Ameryki i Anglii, o przysłanie komisji do zbadania zbrodni popełnionych na Narodzie Polskim przez NKWD i Berlingowców” – czytamy natomiast w meldunku skierowanym do Rządu Polskiego w znalezionych dokumentów są również meldunki dotyczące akcji zbrojnych jakie podziemie niepodległościowe przeprowadziło na terenie całego ówczesnego województwa białostockiego. W „raporcie sabotażowo-dywersyjnym za październik 1943 roku” czytamy „Uszkodzono 21 parowozów, 65 wagonów towarowych” lub „za akcję terrorystyczną w stosunku do ludności polskiej zostało zlikwidowanych, z grasujących band, 17 sowietów”.Z kolei w rozkazie „Mścisława” z 1 maja 1945 roku czytamy – „Polecam pdk. Rejonowym i obwodowym zarządzić ścisła konspiracje pracy organizacyjnej oraz dopilnować by faktycznie zakonspirowano się w każdej komórce już zorganizowanej i w pracy przygotowawczej (…) Tępić i karać gadulstwo, żołnierzy niepoprawnych izolować(…) Zdrajców i donosicieli likwidować z całą bezwzględnością”.Tak też czyniono, świadczy o tym raport z czerwca 1945 roku gdzie zapisano „Dnia 6 czerwca oddział Kedywu Obwodu zlikwidował przez zastrzelenie Kalinowskiego Romana ze wsi Czachy, szpicla NKWD i PUB „.Adam BiałousCytat z „Naszego Dziennika” szwesta Niby co chcesz tymi wpisami udowodnić. Czy ktoś przeczy faktowi że komuniści po wojnie zamordowali około 50 tysięcy Polaków. Ja nie przeczę temu faktowi, zamordowali. Wszystkie znane szacunki oscylują mniej więcej w tych granicach. Czy chcesz przez to wybielić zbrodnie UPA czy co ? Raedwald Ruski troll! Franio Zwyczajny kretyn. Niestety przykro mi to pisać ale w tym wypadku muszę. szwesta Ale przecież 50 tysięcy ofiar w latach 1945-1952 to wcale nie mało. I ta liczba jest całkiem prawdopodobna.
Zgładzenie polskich jeńców zostało przeprowadzone w tak zwanym "trybie specjalnym", bez sądów, bez wyroków, na podstawie list śmierci. Funkcjonariusze NKWD mordowali strzałem w tył Oto według jakiego wzorca miała być przebudowana Polska i inne kraje wschodniej Europy, które po II wojnie światowej dostały się w sferę władztwa Józefa Stalina. Józef Stalin. Sekretarz generalny sowieckiej partii komunistycznej, szef rządu, naczelny dowódca sił zbrojnych, marszałek, wreszcie generalissimus – oficjalne tytuły Józefa Stalina można mnożyć, ale żaden nie oddaje charakteru jego władzy. Był dwudziestowiecznym tyranem, stanowił – obok Adolfa Hitlera – najdoskonalsze wcielenie tego starożytnego terminu oznaczającego okrutnego, despotycznego władcę, który narzuca swoją wolę, nie licząc się z niczym. Pomocnik Historyczny „Stalinizm po polsku” (100053) z dnia CZYM BYŁ STALINIZM; s. 14
Dlaczego Stalin przegrał z bin Ladenem. gkrol. 18 września 2002, 22:25 iż terroryzm Stalina wobec milionów Polaków zasługuje już tylko na wzmiankę, zaś
Dokładnie 70 lat temu na Polaków przetrzymywanych w obozach w Kozielsku, Ostaszkowie i Starobielsku podpisano wyrok śmierci. Miesiąc później w Katyniu, Kalininie (dziś Twer) i Charkowie rozpoczęły się egzekucje 22 tysięcy naszych rodaków. Według Stalina, byli "nierokującymi poprawy wrogami władzy sowieckiej".Decyzja o wymordowaniu polskich jeńców wojennych z obozów w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie oraz Polaków przetrzymywanych w więzieniach NKWD na obszarze przedwojennych wschodnich województw Rzeczypospolitej zapadła na najwyższym szczeblu sowieckich władz. Podjęło ją właśnie 5 marca 1940 roku Biuro Polityczne KC WKP(b) na podstawie pisma, które ludowy komisarz spraw wewnętrznych Ławrientij Beria skierował do Józefa Stalina. Szef NKWD, oceniając w nim, że wszyscy wymienieni Polacy "są zatwardziałymi, nierokującymi poprawy wrogami władzy sowieckiej", wnioskował o rozpatrzenie ich spraw w trybie specjalnym, "z zastosowaniem wobec nich najwyższego wymiaru kary - rozstrzelanie".Dodawał, że sprawy należy rozpatrzyć bez wzywania aresztowanych i bez przedstawiania zarzutów, decyzji o zakończeniu śledztwa i aktu oskarżenia. Formalnie wyroki miały być wydawane przez Kolegium Specjalne NKWD, w składzie: Iwan Basztakow, Bogdan Kobułow i Wsiewołod Mierkułow. Przygotowania do kaźni trwały miesiąc Powyższe wnioski przedstawione przez Berię zostały w całości przyjęte, a na jego piśmie znalazły się aprobujące podpisy Stalina - sekretarza generalnego WKP(b), Klimenta Woroszyłowa - marszałka Związku Sowieckiego i komisarza obrony, Wiaczesława Mołotowa - przew. Rady Komisarzy Ludowych, komisarza spraw zagranicznych i Anastasa Mikojana - wiceprzew. Rady Komisarzy Ludowych i komisarza handlu zagranicznego, a także ręczna notatka: "Kalinin - za, Kaganowicz - za". (Michaił Kalinin - przew. Prezydium Rady Najwyższej ZSRS - teoretycznie głowa państwa sowieckiego. Łazar Kaganowicz - wiceprzew. Rady Komisarzy Ludowych i komisarz transportu i przemysłu naftowego). Po trwających miesiąc przygotowaniach, 3 kwietnia 1940 roku rozpoczęto likwidację obozu w Kozielsku, a dwa dni później obozów w Starobielsku i Ostaszkowie. Przez następnych sześć tygodni Polacy wywożeni byli z obozów grupami do miejsc kaźni. Z Kozielska 4 404 osób przewieziono do Katynia i zamordowano strzałami w tył głowy. 3 896 jeńców ze Starobielska zabito w pomieszczeniach NKWD w Charkowie, a ich ciała pogrzebano na przedmieściach miasta w Piatichatkach. 6 287 osób z Ostaszkowa rozstrzelano w gmachu NKWD w Kalininie, obecnie Twer, a pochowano w miejscowości Miednoje. Łącznie zamordowano 14 587 mocy decyzji z 5 marca 1940 r. wymordowano również około 7 300 Polaków przebywających w różnych więzieniach na terenach włączonych do Związku Sowieckiego: na Ukrainie rozstrzelano 3 405 osób (ich groby prawdopodobnie znajdują się w Bykowni pod Kijowem), a na Białorusi 3 880 (pochowanych prawdopodobnie w Kuropatach pod Mińskiem). Większość z nich stanowili aresztowani działacze konspiracyjnych organizacji, oficerowie nie zmobilizowani we wrześniu 1939 r., urzędnicy państwowi i samorządowi oraz "element społecznie niebezpieczny" z punktu widzenia władz sowieckich. Ocalało kilkuset Spośród jeńców z Kozielska, Starobielska i Ostaszkowa ocalała grupa 448 osób (według innych źródeł 395). Byli to ci, których przewieziono do utworzonego przez NKWD obozu przejściowego w Pawliszczew Borze, a następnie przetransportowano do Griazowca. W nocy z 12 na 13 kwietnia 1940 r., a więc w czasie kiedy NKWD mordowało polskich jeńców i więźniów, ich rodziny stały się ofiarami masowej deportacji w głąb ZSRS przeprowadzonej przez władze sowieckie. Decyzję o jej zorganizowaniu Rada Komisarzy Ludowych podjęła 2 marca 1940 r. Według danych NKWD w czasie dokonanej wówczas wywózki zesłano łącznie około 61 tys. osób, głównie do Kazachstanu. Źródło: TVN24, PAPŹródło zdjęcia głównego: PCK
Dlaczego Stalin kazał ich zamordować. Niedługo przed egzekucją enkawudziści rozdali jeńcom ankiety, w których mieli napisać, gdzie się udadzą po rozwiązaniu obozów. Byli przekonani
Rzadko się zdarza, by Polak w Rosji był otaczany kultem. I to Polak, który szczerze Rosjan nienawidził, wymordował ich miliony, zdziesiątkował rosyjską inteligencję. A jednak w Rosji pomniki tego Polaka wciąż stoją, instytucje państwowe oddają mu cześć, w sklepie z pamiątkami na Kremlu można kupić T-shirty z jego wizerunkiem, a 11 września, czyli dzień urodzin tego polskiego szlachcica, jest świętem rosyjskich cywilnych służb specjalnych. Feliks Dzierżyński nadal traktowany jest w Rosji jak półbóg. Dla wywodzących się z KGB elit jest „świętym" założycielem sowieckiej bezpieki. Z podobną estymą traktuje się go na Białorusi, gdzie dodatkowo jest swojakiem z Mińszczyzny. Kult „Żelaznego Feliksa" zaszczepiano w całym dawnym bloku sowieckim. Lubiący się płaszczyć przed Moskwą komuniści z NRD nazwali elitarny oddział swojej bezpieki Pułkiem Wartowniczym im. Feliksa Dzierżyńskiego. W PRL czczono „Krwawego Felka" pomnikami, propagandowymi publikacjami i filmami. Z kultu tego na zachód od Bugu nic już nie zostało. Zburzenie warszawskiego pomnika „Czerwonego Kata" w Warszawie w 1989 r. stało się symbolem upadku komunizmu. Co prawda w ostatnich latach nieco ociepliła jego wizerunek książka Sylwii Frołow „Dzierżyński. Miłość i rewolucja", ale Feliks Edmundowicz jest powszechnie uznawany przez Polaków za zdrajcę, mordercę i psychopatę. Niektórzy kwestionują nawet jego polskie pochodzenie etniczne. A mowa przecież cały czas o człowieku, który w gimnazjum miał odwagę, by spoliczkować rosyjskiego nauczyciela za nazwanie polskiego języka „psią mową". Warto więc zapytać: na ile Dzierżyński czuł się Polakiem? Na ile traktował rozpętany przez siebie terror w Rosji jako zemstę na ciemiężcach własnego narodu? Czy w trakcie kierowania bezpieką zdobywał się na jakieś niewytłumaczalne propolskie gesty? Pan życia i śmierci Ks. Roman Dzwonkowski, zasłużony badacz losów Kościoła w Związku Sowieckim, miał okazję usłyszeć niezwykłą relację o wymykającym się schematom zachowaniu Dzierżyńskiego. Historię tę przekazał mu ks. Piotr Pupin, proboszcz z Rubieżowa, miejscowości leżącej tuż za przedwojenną granicą polsko-sowiecką. „Otóż ksiądz Pupin opowiadał mi, że gdy w latach 50. przyjechał do Polski na pogrzeb swojej matki i odprawiał mszę św. w katedrze w Białymstoku, podszedł do niego w zakrystii jakiś starszy ksiądz i zapytał go, czy on jest z ZSRR. Gdy potwierdził, tamten powiedział tak: »A ja się co dzień modlę za Dzierżyńskiego, bo on mi życie uratował. Gdy siedziałem w Piotrogrodzie w więzieniu razem z grupą 40 księży i czekaliśmy na śmierć, bo wtedy masowo rozstrzeliwano – pewnego wieczoru przyszedł Dzierżyński i powiedział: Wychoditie czornyje kruki. I uwolnił nas«". Czyżby „Krwawemu Felkowi" przypominało się, że w młodości chciał zostać księdzem? Znana jest również relacja Wandy Bogusławskiej-Dramińskiej mówiąca o tym, jak Dzierżyński uratował jej wuja przed rozstrzelaniem. Pisze ona: „Kiedy Dzierżyński przeprowadzał dziesiątkowanie więźniów, wujek akurat musiał wystąpić jako ten dziesiąty. Być może rysy twarzy były za mało rosyjskie, w każdym razie Dzierżyński zapytał: – Odkuda ty? – A ja z Polszy, matematyk. – No, jak matematyk, to idź tam, tu na lewo, tu na prawo, tam długi korytarz, później drzwi i wyjdź, i idź! I wyjście okazało się na wolność". Przypadek okazania łaski polskim więźniom przez Dzierżyńskiego opisał również Bogdan Jaxa-Ronikier w wydanej w 1933 r. książce „Dzierżyński, czerwony kat". Wśród ludzi osobiście ocalonych przez szefa Czeka miał się znaleźć sam Jaxa-Ronikier. Twórca sowieckiej bezpieki rozpoznał w nim człowieka, z którym kiedyś siedział w więzieniu (Jaxa-Ronikier, przedstawiciel elit społecznych, trafił za kraty... za zamordowanie swojego szwagra). Dzierżyński miał opowiedzieć mu historię swojego życia, tłumacząc się ze swojego pragnienia zemsty na Rosjanach. Ciekawie napisana relacja Jaxy-Ronikiera jest jednak powszechnie uznawana za fikcję literacką. Choć Jaxę-Ronikiera łatwo zdeprecjonować jako kryminalistę i fantastę, to zdarzało się przecież, że Dzierżyński pomagał również niekwestionowanym polskim patriotom. W 1918 r. Bolesław Wieniawa-Długoszowski (ówcześnie członek POW, później jeden z najbardziej znanych współpracowników marszałka Piłsudskiego, nominowany w 1939 r. na prezydenta RP) został aresztowany w Moskwie przez Czeka i osadzony w areszcie na Łubiance. Szybko stamtąd wyszedł, a to za sprawą bezpośredniej interwencji Dzierżyńskiego. Jadwiga Sosnkowska, żona późniejszego wodza naczelnego z II wojny światowej, wspomina, że jej matka wielokrotnie chodziła do Dzierżyńskiego w 1918 r., do jego gabinetu na Łubiance, gdzie wskazywała ludzi, których powinien zwolnić z więzień. Zawsze spełniał prośbę. Kuzyn Piłsudskiego Wśród osób, którym „Krwawy Felek" prawdopodobnie uratował życie, znalazł się również... Józef Piłsudski. W 1923 r. Mieczysław Łoganowski, rezydent sowieckich cywilnych tajnych służb w Warszawie, opracował plan zamordowania Marszałka. Grupa komunistycznych dywersantów, udająca endeckich studentów, miała napaść na słabo chronioną willę Milusin w Sulejówku, w której mieszkał Piłsudski wraz z rodziną. Jak pisał Tadeusz Płużański: „Jakie cele, prócz najważniejszego – pozbycia się przywódcy polskiego państwa – chcieli osiągnąć Sowieci? Otóż słusznie spodziewali się wybuchu zamieszek, a nawet wojny domowej. (...) Do akcji odwetowej przystąpiliby zwolennicy zgładzonego Marszałka. Przypomnijmy, że niedawno zabity został pierwszy prezydent II RP Gabriel Narutowicz i sytuacja społeczno-polityczna była mocno kryzysowa. Korzystając z tych nastrojów, komuniści zamierzali wzniecić upragnioną rewolucję. Plan Łoganowskiego gorąco popierał jeden ze zdrajców z Tymczasowego Komitetu Rewolucyjnego Polski – Józef Unszlicht. Nie został jednak zrealizowany, gdyż zdecydowanie sprzeciwiła się mu... centrala w Moskwie w osobie Feliksa Dzierżyńskiego, przełożonego Łoganowskiego. Krwawy Feluś uznał, że w walce z pańską Polską wystarczą agitacja i dywersja". Łoganowski nie dawał jednak za wygraną i opracował kolejny plan zgładzenia marszałka Piłsudskiego. Tym razem zabójstwo miało być wyjątkowo spektakularne: „Przygotował potężny ładunek wybuchowy, aby odpalić go w centrum Warszawy. Termin ustalono na 3 maja 1923 r. – kolejną rocznicę uchwalenia pierwszej nowoczesnej konstytucji nowożytnej Europy. Eksplozja bomby była przewidziana w momencie, gdy marszałek Piłsudski razem z zaproszonym gościem – marszałkiem Francji Ferdinandem Fochem – odsłanialiby pomnik ks. Józefa Poniatowskiego na placu przed Pałacem Saskim. Wybuch miał zabić również dowódców Wojska Polskiego oraz najwyższych dostojników państwowych. Ofiarami padliby ponadto zagraniczni notable i warszawiacy (święto 3 maja przyciągało po odzyskaniu niepodległości tłumy ludzi). Tym razem Moskwa zaakceptowała plan. W ostatniej chwili terrorystyczny zamach został jednak zastopowany przez wysokiego rangą urzędnika sowieckiego, który ponoć przestraszył się konsekwencji. Nie ulega jednak wątpliwości, że akcję musiał wstrzymać ktoś na Kremlu – Dzierżyński" – wskazuje Płużański. W maju 1926 r. Komunistyczna Partia Polski dokonała zadziwiającego łamańca ideologicznego – poparła zamach stanu dokonany przez Piłsudskiego. Zrobiła to, choć wcześniej sowieccy dyplomaci prowadzili obiecujący dialog z endecją (opisany w książce Mariusza Wołosa „O Piłsudskim, Dmowskim i zamachu majowym"). Poparcie KPP dla piłsudczykowskich puczystów zostało później uznane za „błąd majowy" i stało się dla stalinowskich śledczych jednym z dowodów na głęboką penetrację tej partii przez polskie tajne służby. Czy do „błędu majowego" jednak doszło z powodu machinacji Dzierżyńskiego? Decydenci na Kremlu zostali przekonani, że Piłsudskiego warto poprzeć, bo będzie polskim Kiereńskim, słabym przywódcą, który wywoła chaos umożliwiający rewolucję komunistyczną w Polsce. Doskonale zorientowany w polskich sprawach szef sowieckiej bezpieki jakoś nie wyrwał ich z tego błędnego myślenia... Autopromocja Specjalna oferta letnia Pełen dostęp do treści "Rzeczpospolitej" za 5,90 zł/miesiąc KUP TERAZ Być może na zachowanie Dzierżyńskiego miało wpływ to, że Piłsudski był jego... dalekim kuzynem. Siostra „Krwawego Felka" Aldona Bułhak mieszkała w willi Marszałka w Sulejówku, a później w Belwederze. Jej syn był wówczas adiutantem Piłsudskiego. Feliks utrzymywał z siostrą kontakt korespondencyjny (co można uznać też za świetny kanał do ewentualnych tajnych kontaktów z Marszałkiem). Cały czas zapewniał ją, że kierują nim te same patriotyczne przekonania co w młodości: „Gdybyś widziała, jak żyję, gdybyś mi w oczy zajrzała – zrozumiałabyś, raczej odczułabyś – że pozostałem tym samym co dawniej" – pisał do niej w 1919 r. Siewca chaosu W II RP słusznie postrzegano Dzierżyńskiego jako zbrodniarza. Zdarzało się jednak, że dostrzegano w nim... polskiego mściciela. Krążyła anegdota o spotkaniu „Krwawego Felka" z Leonem Wasilewskim, bliskim współpracownikiem Piłsudskiego, podczas polsko-bolszewickich negocjacji pokojowych. Obaj znali się jeszcze z czasów rewolucji 1905 r. Dzierżyński miał go spytać, co o nim mówią w Warszawie. „Mówią, że mordujesz tysiące ludzi..." – bezceremonialnie odparł Wasilewski. Dzierżyński skorygował go: „Ale ja morduję nie ludzi, tylko Ruskich!". W ciekawy sposób sportretował twórcę sowieckiej bezpieki Ferdynand Antoni Ossendowski, pisarz znany ze swojego antykomunizmu, uciekinier z pogrążonej w rewolucyjnym chaosie Syberii. W swoim bestsellerowym „Leninie" (powieści, z powodu której NKWD rozkopało w 1945 r. grób Ossendowskiego, by sprawdzić, czy ten „wróg Związku Sowieckiego" naprawdę nie żyje) Ossendowski umieścił scenę, w której Dzierżyński jest bliski... zabicia Lenina. „Dzierżyński postąpił krok naprzód i szybkim, drapieżnym ruchem pochylił głowę. – Przyszedłem... – syknął – aby przypomnieć wam naszą pierwszą rozmowę w pałacu Taurydzkim w dzień powstania... Przyrzekliście postawić mnie na czele rządu polskiego, towarzyszu... – Wyznaczyłem Worosziłowa – odpowiedział Lenin. – Musi to być Rosjanin, gdyż Rosja będzie prowadziła wojnę z Polską. – Towarzyszu... – podniósł głos Dzierżyński, grożąc oczami – towarzyszu, rzekliście słowo... Można okłamywać ciemnych chłopów waszych, oszalałych robotników, buntowniczych i leniwych, ale nie mnie!... Ja wiem, czego żądam!... Wy nie rozumiecie tego, na co się porywacie! Wy nie znacie polskiego ludu! To nie Rosjanie! Polacy miłują sercem każdą grudkę ziemi, każde drzewo, każdą cegłę kościoła... Oni mogą się kłócić i za bary wodzić, lecz gdy o kraj pójdzie, gorze temu śmiałkowi, który nań się targnie!... Tam tylko ja oszukać, omamić, uśpić baczność i trwogę potrafię! Tylko ja! Za moją wierną służbę, za morze przelanej krwi, za pogardę i nienawiść, otaczające imię moje, żądam tego! Wyprostował się, lecz wzroku nie spuszczał z oczu Lenina. Ciężko oddychał i zaciskał ręką twarz drgającą. Chwilami kurczyła się tak, że odsłaniała mu zęby i dziąsła, jak gdyby krzyczał przeraźliwie, to znów rozchylała usta i zwężała oczy w straszliwej masce śmiechu. (...) Dzierżyński uderzył dłonią w stół i szepnął: – Żądam! Słyszysz ty, kusicielu, najeźdźco tatarski? Wyjdę stąd albo z dokumentem, podpisanym przez ciebie, albo po to, aby oznajmić, że umarłeś... Wiedz, że moi ludzie są tu wszędzie... Jeżeli zechcę, każę wymordować wszystkich w Kremlu... Żądam! Jeszcze raz uderzył pięścią w stół i umilknął. Lenin wyciągnął rękę do dzwonka elektrycznego. – Nie trudź się... dzwonek nie działa – syknął Dzierżyński, szyderczo patrząc na dyktatora. – Zresztą dziś w Kremlu na warcie stoją moi ludzie... Lenin nagle się zaśmiał. Żółta twarz stała się uprzejma i wesoła. – Chciałem prosić o papier! – zawołał. – Tylko o papier, cha, cha!". W II RP mało kto płakał nad losem carskiej Rosji. Co prawda w bardzo wielu publikacjach wskazywano na „azjatyckie barbarzyństwo" bolszewików i podkreślano, że stanowią zagrożenie dla Polski i całej cywilizacji ludzkiej, ale upadek państwa carów powszechnie uznawano za akt sprawiedliwości dziejowej. Czy Polska mogłaby bowiem się odrodzić, gdyby Imperium Rosyjskie nie upadło? Przed I wojną światową Rosja rozwijała się gospodarczo podobnie dynamicznie jak współczesne Chiny. Powstawały prognozy mówiące, że obok Stanów Zjednoczonych zdoła w ciągu półwiecza wygrać rywalizację ze starymi mocarstwami kolonialnymi. Rosja ze swoją ogromną armią była też jednym z filarów antyniemieckiej koalicji w I wojnie światowej. Gdyby nie doszło do rewolucji, Imperium Rosyjskie znalazłoby się wśród tych, którzy dyktowaliby warunki pokoju. Polska mogłaby się wówczas odrodzić jedynie jako małe wasalne państewko podporządkowane wielkiemu wschodniemu sąsiadowi. To, że tak się nie stało, w dużej mierze wynikało z tego, że dawne Imperium Rosyjskie zostało pogrążone w chaosie przez bolszewików. Rewolucja i wojna domowa zmieniły dynamicznie rozwijający się kraj w ruinę, zdziesiątkowały rosyjską inteligencję, w tym specjalistów mogących podźwignąć jej przemysł. Potężna rosyjska armia przemieniła się w zdezorganizowaną hordę, która nie była w stanie poradzić sobie nawet ze stosunkowo słabymi siłami odrodzonej Polski. Straciła aż do lat 30. zdolność prowadzenia dużych wojen ofensywnych. Ten pogrom był również w pewien sposób „zasługą" Dzierżyńskiego, którego szalony terror bił w rosyjskie elity, w tym wojskowe. Dzierżyński mógł przez to sprawiać wrażenie wrogiego agenta. Choćby wtedy, gdy w 1918 r. kazał rozstrzelać całe kierownictwo wywiadu wojskowego – doświadczonych carskich specjalistów, którzy przeszli na stronę bolszewików. Pokonany przez agenta ochrany Jeśli Dzierżyński rzeczywiście widział się w roli polskiego mściciela i pogromcy moskiewskiego imperializmu, to sam zniweczył swoją strategię, wspierając Stalina w kremlowskiej „grze o tron". Jak po latach Ławrientij Beria wyjaśniał swojemu synowi Sergo: Stalin wydawał się w ostatnich latach życia Lenina najmniej niebezpiecznym kandydatem do objęcia władzy po wodzu rewolucji. Trocki, Kamieniew czy Zinowjew postrzegali go jako nudnego aparatczyka, który może być kompromisowym kandydatem do przywództwa w partii. Miał porządzić kilka lat, a potem zostać wymieniony na kogoś poważniejszego, gdy któraś z partyjnych frakcji odniesie zwycięstwo nad innymi. Dzierżyński też hołdował tej iluzji. Aż w lipcu 1926 r. nastąpił wstrząs. Na jego biurko, w partii dokumentów wysyłanych sukcesywnie do centrali z leningradzkich archiwów, trafiła teczka wyraźnie wskazująca, że Stalin był jednym z najbardziej niebezpiecznych agentów ochrany (carskiej policji politycznej) w partii bolszewickiej (historię pracy Stalina dla ochrany oraz dzieje jego teczki drobiazgowo odtworzył amerykański historyk, były więzień Gułagu Roman Brackman w książce „The Secret Life of Joseph Stalin: A Hidden Life"). Teczka ta przez niemal dekadę leżała w archiwum pomiędzy mało ważnymi papierzyskami, ponieważ przeglądający ją funkcjonariusze nie kojarzyli nazwiska Iosif Dżugaszwili, prawdziwego nazwiska Stalina, którego używał, gdy został zarejestrowany jako TW przez ochranę. Dzierżyński był w szoku. Służący rosyjskiemu imperializmowi wróg przedostał się na sam szczyt w partii! Dwa dni później, 20 lipca 1926 r., Dzierżyński przemawia na partyjnym plenum. Jego długa mowa jest wołaniem o pomoc. Nie może powiedzieć wprost, co się stało, ale daje sugestie dotyczące wroga wewnętrznego. Słuchacze widzą w tym typową dla szefa bezpieki paranoiczną propagandową retorykę. Widzą jednak, że „Żelazny Feliks" jest w fatalnym stanie psychicznym. Dzierżyński co jakiś czas sięga po stojącą na mównicy szklankę z wodą, która jest sukcesywnie uzupełniana płynem. Nagle gwałtownie się osuwa. Zawał serca. Wezwany lekarz aplikuje mu zastrzyk. Szef bezpieki nie trafia jednak na ostry dyżur do szpitala. Wiozą go do jego mieszkania, gdzie pozwalają mu umrzeć. Później dochodzi do matactw w dokumentacji medycznej i w oficjalnych komunikatach. Raz podaje się jako przyczynę śmierci zawał serca, innym razem wylew. Wiele osób podejrzewa otrucie. 22 lipca 1926 r. Feliks Dzierżyński został z pełnymi honorami pochowany pod murem Kremla. Na jego cześć przemianowano na Dzierżyńsk miasteczko Kojadnów leżące w pobliżu dworku Dzierżyńskich. W 1932 r. będzie ono stolicą Polskiego Rejonu Narodowego im. Feliksa Dzierżyńskiego, który został unicestwiony, wraz ze sporą częścią miejscowych Polaków, w trakcie ludobójczej „operacji polskiej" NKWD z 1937 r. Tragicznie potoczyły się też losy części członków rodziny Dzierżyńskich. Starszy brat Feliksa Stanisław został zabity w 1917 r. w rodzinnym majątku przez rosyjskich maruderów. Ponoć na rozkaz Feliksa wytropiono morderców i bez większych ceregieli zgładzono. Drugi starszy brat, Kazimierz, był związany z AK. Zginął wraz z żoną podczas niemieckiej pacyfikacji rodzinnego dworu w 1943 r. Inny brat, Władysław, był pułkownikiem Wojska Polskiego i wybitnym neurologiem. Angażował się w działalność AK i został za to rozstrzelany przez Niemców w Zgierzu w 1942 r. Aldona Bułhak próbowała ratować przed śmiercią gen. Emila Fieldorfa, interweniując w jego sprawie u marionetkowych stalinowskich władz PRL. Bezskutecznie. Udało się jej za to ocalić przed śmiercią w ubeckim więzieniu swojego krewnego Władysława Siłę-Nowickiego, żołnierza WiN, a później znanego mecenasa i opozycjonistę. Może gdyby Feliks Dzierżyński nie odkrył teczki Stalina, pożył dłużej i przeszedł na emeryturę, stałby się ofiarą „operacji polskiej" NKWD z 1937 r. Może jednak wcześniej sam postawiłby Stalina pod ścianą i rozstrzelał jako „imperialistycznego agenta".

Newsweek.pl - wiadomości z Polski i ze świata. Najnowsze wydarzenia i opinie a także artykuły z kategorii społeczeństwo, biznes, kultura, historia, psychologia, trendy.

Profesor Wojciech Materski wyjaśnia, że wymordowanie tak dużej grupy wykształconych Polaków zaważyło na powojennym procesie odbudowy naszego państwa. Polska - tłumaczy historyk - po tej zbrodni oraz po klęsce Powstania Warszawskiego, w którym zginęło ponad 20 tysięcy patriotycznej i twórczej młodzieży, była łatwiej podatna na sowietyzację i na zniewolenie, ponieważ zabrakło ludzi, którzy mogliby stawić skuteczny opór komunistom. Nie jest do końca jasne dlaczego Stalin i kierownictwo bolszewickiej partii zdecydowali się na zgładzenie polskich jeńców - zauważa historyk. Jak tłumaczy, pierwotnie Polaków miał spotkać inny los, ponieważ jeszcze pod koniec lutego 1940 roku, około 600 jeńców zostało skazanych na roboty w systemie gułagów. Ten proces jednak wstrzymano i zdecydowano o zgładzeniu Polaków. Egzekucji ofiar, uznanych za "wrogów władzy sowieckiej" i zabijanych strzałami w tył głowy, dokonała radziecka policja polityczna NKWD w kwietniu i maju 1940 roku. Zdaniem historyka, jedna z hipotez tłumaczących, dlaczego Stalin zdecydował się na zamordowanie polskich jeńców jest związana z układem, jaki NKWD zawało z niemiecką SS na przełomie 1939 i 1940 roku. Niemcy w akcji AB mieli wyniszczyć inteligencje cywilną, sowieci mieli zgładzić inteligencje wojskową - tłumaczy naukowiec. Za początek masowych zabójstw uznaje się datę 3 kwietnia, gdy rozpoczęła się wywózka jeńców z obozu w Kozielsku do miejsca kaźni w lesie koło wsi Katyń, oddalonej kilka kilometrów od Smoleńska. Jeńcy ginęli od strzału w tył głowy. Ofiary dokonanej zbrodni były pogrzebane w zbiorowych mogiłach Katyniu, Charkowie, Miednoje, w Bykowni pod Kijowem i prawdopodobnie pod Mińskiem. Przez wiele lat władze Związku Radzieckiego przekonywały światową opinie publiczną, że zbrodni katyńskiej dopuścili się Niemcy. Dopiero 13 kwietnia 1990 roku Rosjanie przyznali, że masowych mordów dokonało NKWD.
\n\n\n\n \n \n\n dlaczego stalin nienawidził polaków
A dlaczego Stalin przywrócił Berię do łask? Mogłoby się wydawać, że według logiki wodza powinien zostać stracony, gdy po raz pierwszy utracił przychylność dyktatora. Tymczasem nie tylko uszedł z życiem, ale ponownie został – jak pan twierdzi – obdarzony zaufaniem.
17 września 1939 r. był dla Polski niezaprzeczalną katastrofą. Pokusa, by snuć alternatywne wizje, w których stroimy skronie w laury zwycięstwa, jest tym bardziej kusząca. 81 lat po tamtych wydarzeniach widzimy nie tylko bezpośrednie, ale i dalekosiężne konsekwencje ówczesnych wyborów. Pakt Ribbentrop – Mołotow z 23 sierpnia 1939 r. uważany jest w Polsce za akt zdradziecki. Równocześnie pojawiają się głosy, że może lepiej było pójść ramię w ramię z Hitlerem na Rosję. Ludzie piszą nawet książki na ten temat. Pisać wolno, ale lepiej przed pisaniem pomyśleć. Polacy nie przyjęli styczniowej (1939) propozycji Niemiec i nie stworzyli wspólnego sojuszu przeciwko Związkowi Sowieckiemu. Dlaczego? Przecież liczne fakty przemawiały za podjęciem takiej decyzji. Nasi sojusznicy byli słabi i ulegli wobec Adolfa Hitlera, czego dowiedli w Monachium, zgadzając się na aneksję Sudetów. Polska nie miała żadnych realnych szans w wojnie z Niemcami. Wreszcie Niemcy, jak sądziło wielu mądrych ludzi, byli mniej groźni dla Polski niż Sowieci. Wiele wskazywało na to, że dla uratowania państwa polskiego należało zawrzeć sojusz z diabłem, sojusz przeciwko teoretycznie jeszcze gorszemu potworowi. A jednak ówcześni polscy politycy odrzucili propozycję przymierza, o jakim obecnie z zapałem piszą niektórzy historycy. Otóż nikt w Europie (poza szczególnym przypadkiem Austrii) nie chciał być sojusznikiem Hitlera. Nawet Benito Mussolini się wahał. Równocześnie jednak nikomu nie chciało się przeczytać „Mein Kampf” Adolfa Hitlera. Gdyby przeczytano, dowiedziano by się, że Hitler tak naprawdę nienawidził przede wszystkim bolszewików i to walka z nimi była jego celem. Żydzi, owszem, ale jako bolszewicy; jako przedmiot odrębnego ataku pojawią się później. Na podstawie nikłej wiedzy o poglądach Hitlera pakt z 23 sierpnia uznano w Europie za dziwaczny, ale nikomu niezagrażający. I to pomimo tego, że natychmiast wiedziano też o tajnej klauzuli, czyli o rozbiorze Polski. Ostatnia dowiedziała się sama Polska. Dlaczego sam Józef Stalin podpisał ten sojusz? Może dlatego, że – jak niemal wszyscy w Europie – nie traktował Hitlera poważnie. Bo, dziwne to i zagadkowe – wierzył Hitlerowi. Ponieważ był osamotniony w Rosji i bez sojuszników w Europie. Państwa europejskie nie były zainteresowane losem Związku Sowieckiego, a wielu politykom idea zniszczenia Sowietów wydawała się nawet sympatyczna. To sprawiło, że we wszystkich negocjacjach z Hitlerem nie brano ewentualnej roli Związku Sowieckiego pod uwagę. Zmusiły ich do tego dopiero wypadki roku 1942. Wszyscy chcieli spokoju, kompletnie nie doceniali Hitlera i nie wierzyli Sowietom. Losem Polski nikt się nie przejmował. Wielka Brytania była daleko od Hitlera i wierzyła – do momentu nadejścia władzy Winstona Churchilla – w jego dobre intencje wobec świata anglosaskiego. Wierzyła słusznie, bo Hitler nie zamierzał atakować Anglii. Francja zaś polegała na potędze swojej armii oraz sojuszach. Zwolennicy idei, że Polska wygra z Niemcami militarnie lub stawi dostateczny opór tak, by sojusznicy zdążyli z odwetem, nie byli szaleńcami. Francja i Wielka Brytania przecież natychmiast zgodnie z zobowiązaniami wypowiedziały wojnę. Niestety, do maja 1940 r., kiedy to doszedł do władzy Churchill i zmienił nastawienie Anglików, miało upłynąć jeszcze wiele miesięcy. Francuzi zaś, owszem, mieli znakomitą armię. Jednak żołnierze ci nie chcieli i nie umieli walczyć, co się w drastycznym stopniu ujawniło w czasie ataku Niemiec na Francję. Wielu oficerów po prostu porzucało broń i wracało do domu. Powody tego zachowania wymagają osobnych wyjaśnień. Wiemy, że tych cynicznych „realistów”, którzy woleli wygrać razem z Niemcami niż z Rosją, było stosunkowo wielu, ale nie oni ostatecznie podejmowali decyzję. Kiedy potem, w trakcie okupacji, niektórzy spośród nich próbowali indywidualnie zawrzeć pokój z Niemcami, nigdy im się to nie udało. Niemcy nie byli już zainteresowani. Inny, ale równie marny był los zwolenników sojuszu z Sowietami. Jak wiemy, Stalin ich potem wykorzystał i uczynił narzędziem w istocie wrogim polskiemu społeczeństwu i polskiej państwowości. Ostatecznie Polacy podjęli walkę, którą dziś oceniamy jako beznadziejną, ponieważ podobnie jak Churchill wierzyli w wartości europejskie. Wiara ta była w okresie międzywojennym wpajana przez Józefa Piłsudskiego, a przedtem przez pokolenia, które przekazywały sobie przesłanie romantyczne: „Za wolność waszą i naszą”, przesłanie zaczerpnięte z tradycji wartości europejskich. Zgoda na stanięcie po stronie Niemiec na pewno była sprzeczna z myśleniem w kategoriach tych wartości. To tradycja romantyczna była naprawdę realistyczna, w tym rozumieniu, że jedynym, o co warto było walczyć, były wartości najwyższe. Czy ten wysoki ton podjęli wszyscy w Polsce? Na pewno nie. Jednak ta tradycja wygrała i – mimo wszystkich zastrzeżeń – to ona doprowadziła do Powstania Warszawskiego 1944 roku. Polska zawsze stała tylko tradycją romantyczną, jeżeli ktokolwiek to kwestionuje w imię pragmatyzmu czy innych ewentualnych wariantów historii, to znaczy, że nie jest zwolennikiem Polski europejskiej. Z perspektywy kilku pokoleń okazało się, że decyzja odmowy akceptacji sojuszu z Niemcami i potem rozbiór 17 września były dla Polaków szczęśliwe. Polska w tej wojnie była jedynym kontynentalnym państwem, które nie kolaborowało lub nie udawało neutralności. Są oczywiście głosy, że na szlachetności nie zyskaliśmy zbyt wiele. Pytanie, czy na cynizmie wygralibyśmy więcej? Tamta decyzja ustawiła Polskę po stronie tych, którzy kształtują wartości europejskie, po stronie racjonalności, a przeciw histerii i szaleństwu. Czy o to idzie, kto wygra na kilka lat, czy też o to, kto będzie ze swoją historią mógł się czuć dobrze? Polska jest jedynym krajem, który może – z drobnymi w istocie zastrzeżeniami – to powiedzieć. Dlatego warto wspominać i upamiętniać, jednak nie wolno przy tej okazji wybierać, według własnego zdania, bieżącego interesu, doraźnego kaprysu. Historia to nie jest worek, z którego można dowolnie wyjmować to lub owo. Sposób upamiętniania, jaki stosuje obecna władza i ewentualne konsekwencje tego zabiegu, są nie tylko nieuczciwe, lecz także niemądre – delikatnie mówiąc – gdyż przeszłość jest domeną faktów, a nie interpretacji, czy też odpowiedzi na pytania o przyczyny. Żaden poważny historyk nie odpowie na pytanie „dlaczego?”. Przyczyny wszystkiego, także 17 września, są zawsze wielorakie. Naszym zadaniem jest je odkrywać, ale nigdy nie sprowadzać do jednej prostej, banalnej i głupiej odpowiedzi. 16 października 1933 Niemcy występują z Ligii Narodów, organizacji, która od 1920 r. stała na straży ładu międzynarodowego. 26 stycznia 1934 W Berlinie Polska podpisuje z Niemcami pakt o nieagresji. 5 maja 1934 Polska i ZSRR przedłużają, obowiązujący od 1932 roku, pakt o nieagresji o kolejne 13 lat. 28-29 stycznia 1935 Ignacy Mościcki i Hermann Göring spotykają się w Białowieży, prowadząc rozmowy o ewentualnym przystąpieniu Polski do paktu antykominternowskiego. 2 maja 1935 Francja i ZSRR podpisują pakt o nieagresji. 12 maja 1935 Umiera Józef Piłsudski. 7 marca 1936 Wojska niemieckie zajmują zdemilitaryzowany obszar Nadrenii, co Francja pozostawia bez reakcji, mimo deklaracji gotowości wsparcia ze strony Polski. 25 listopada 1936 Pakt antykominternowski podpisują III Rzesza i Japonia. 6 listopada 1937 Zjednoczone Królestwo Włoch przyłącza się do paktu antykominternowskiego. 12 marca 1938 200 tysięcy żołnierzy niemieckich wkracza na teren Austrii, dokonując aneksji. 29-30 września 1938 Włochy, Anglia i Francja na konferencji w Monachium godzą się na rozbiór Czechosłowacji. 2 października 1938 Polskie wojsko, uprzedzając oddziały niemieckie, przekracza Olzę, zajmując Zaolzie i ziemię czadecką. 6 stycznia 1939 Joachim von Ribbentrop żąda przyłączenia Gdańska do Rzeszy i utworzenia korytarza do Prus w zamian za uznanie granic RP. 15 marca 1939 Rzesza Niemiecka zajmuje Czechosłowację i tworzy zależny od siebie Protektorat Czech i Moraw. 23 marca 1939 Niemcy przyłączają Kłajpedę, Polska mobilizuje wojska wokół tzw. korytarza pomorskiego. 31 marca 1939 Wielka Brytania deklaruje poparcie polskiej niepodległości. 6 kwietnia 1939 Premier Wielkiej Brytanii Neville Chamberlain i Józef Beck sporządzają protokół o dwustronnej pomocy. 28 kwietnia 1939 Niemcy wypowiadają Polsce pakt o nieagresji. 5 maja 1939 w Sejmie przemawia Józef Beck, odrzucając żądania Niemiec. 23 sierpnia 1939 Joachim von Ribbentrop i Wiaczesław Mołotow zawierają pakt o nieagresji z tajnym protokołem mówiącym o rozbiorze Polski. 25 sierpnia 1939 Edward Raczyński, ambasador Polski w Wielkiej Brytanii, i lord Edward Halifax podpisują traktat zobowiązujący obie strony do udzielenia pomocy wobec agresji. 30 sierpnia 1939 Powszechna mobilizacja. 1 września 1939 Wybuch II wojny światowej. 4 września 1939 Francja pod naciskiem Anglii ratyfikuje konwencję o wzajemnej pomocy z Polską, uzgodnioną w aneksie z 19 maja 1939 r. do konwencji wojskowej z 1921. 6 września 1939 Rząd opuszcza Warszawę. 17 września 1939 Na ziemie polskie wkraczają wojska ZSRR, a rząd polski przekracza granicę z Rumunią.
kq7jV.